Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Zimny chów czyli duński model wychowania dzieci

Jak wygląda dzieciństwo w Danii? Czy tak jak „Dzieci z Bullerbyn”? Szczęśliwe, beztroskie, pełne wolności? Tak i nie. Będąc w Danii, mam okazje poobserwować skandynawski model wychowania. Dzieci tu wcześnie wylatują z gniazda. Kiedy mamie kończy się urlop macierzyński, dziecko oddawane jest do żłobka. Ma ono wtedy skończone 9 miesięcy. Można oczywiście oddać dziecko później, decyzja zależy od rodziców, ale taka jest powszechna praktyka. Rodzice przecież muszą pracować, a tu właściwie nie funkcjonuje coś takiego jak wychowywanie wnuków przez dziadków, więc od tego momentu maluchy puszczane są na głęboką wodę. Zaczynają chodzić do żłobka jeszcze zanim tak naprawdę zaczną chodzić. Przecież większość dzieci w tym wieku jest na etapie raczkowania. Trudno jest zrozumieć jak rodzice mogą tak wcześnie puszczać je w świat.

Samodzielność

Dzieci szybko uczą sie samodzielności. Oczywiście przejmują różne zachowania od innych dzieci, niekoniecznie pożądane przez rodziców. Bardzo szybko uczą się wspólnego przebywania w grupie: radzenia sobie z rówieśnikami i ogólnej zaradności. Tym bardziej, że tu nie chucha sie na dzieci. Raczej preferowany jest tzw. zimny chów. Dzieci same ustalają pozycje w grupie. Wraz z rówieśnikami muszą wypracować sobie własne reguły. Często kłócą się, przepychają i różnymi sposobami próbują wywalczyć własne prawa. Dla osoby postronnej, nie przywykłej do takich zachowań, może się to wydawać niedopuszczalne. Kojarzy się z prawem dżungli: przetrwa i wygra najsilniejszy. Dorośli nie ingerują i nie stają po stronie słabszych, chyba że naprawdę zajdzie taka potrzeba. Nasuwa się pytanie: jak tak można pozostawiać dzieci samopas? W rzeczywistości pewnie nie wygląda to aż tak drastycznie. Dzieci jakoś dogadują się ze sobą i łatwo znajdują wspólny język. Już będąc w żłobku dzieci raz na jakiś czas spędzają cały dzień w przedszkolu ze starszymi dziećmi. Tam maluszki oswajają sie z kolejnym etapem i uczą się przebywać w większej grupie dzieci. Na pewno też sporo uczą się od swoich starszych kolegów.

Hartowanie

Zimny chów to także hartowanie dzieci. Od pierwszych dni dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu. Kiedy są malutkie, w wieku niemowlęcym, śpią na dworze w wózkach niezależnie od pory roku i pogody, nawet zimą. Maluszek ciepło ubrany i opatulony wkładany jest do głębokiego wózka i wystawiany na dwór. W żłobku również dzieci śpią w ten sposób. Około południa mają dwugodzinną drzemkę na dworze. Rodzice zostawiają w żłobku duże, przestronne wózki typu gondola, żeby dziecko miało w czym spać. W przedszkolu także dzieci przez cały rok spędzają czas na świeżym powietrzu. Ubierają się stosownie do pogody. Nieważne czy świeci słońce, czy pada deszcz, czy jest ciepło, czy mróz. Dzieci bawią się na dworze. Latem zdejmują buty i biegają na boso. Nikt się tym nie przejmuje. W innych porach roku często są porozpinane i bez czapek. W zimne dni dzieci ubrane są w ciepłe, nieprzemakalne kombinezony, w których mogą bawić się nawet w brzydką pogodę, bo nie marzną i nie mokną. Mogą szaleć do woli, nawet bawić się w błocie np. zjeżdżać na pupie z górki usypanej z ziemi. Potem zmoczone kombinezony suszy się w specjalnych suszarkach i już. Tak jest zdrowo i dzieci mogą się bawić bez ograniczeń i upominania, że mają uważać, żeby się czasem nie pobrudzić. Wiadomo, że dziecko brudne to dziecko szczęśliwe. Widać, że dobrze się bawiło.

Polityka rodzinna

Taki system ma na pewno swoje zalety. Dzieci od najmłodszych lat mają kontakt z wieloma osobami i oswajają się z nowymi sytuacjami. Wcześnie się usamodzielniają. Potrafią znaleźć się w grupie, a później współpracować z innymi. Z drugiej strony tak wczesne oddzielenie od rodziców, powoduje, że już od najmłodszych lat dzieci pozbawiane są bliskiego kontaktu z rodziną. Wychowanie przejmują obcy ludzie, a nawet można by powiedzieć bezduszny system. Rozluźnia się więź dzieci z rodzicami i osłabia się wpływ jaki mają rodzice na wychowanie swoich dzieci w najmłodszych latach, kiedy dzieci przejmują wszystkie wzorce zachowań zupełnie bezkrytycznie, a to z kolei prowadzi do rozluźnienia więzi rodzinnych. Już nie sami rodzice, ale również instytucje państwowe decydują o najważniejszych życiowych kwestiach. W zamian państwo duńskie oferuje łatwy dostęp do żłobka, przedszkola, szkoły, świetlicy i innych zajęć pozalekcyjnych. Oferta jest szeroka i zawsze w pobliżu znajdzie się odpowiednia instytucja. Szkoły są bezpłatne, a do przedszkoli i żłobków dopłaca państwo, jeśli dochody rodziców są niskie. Ponadto na każde dziecko należy się nieopodatkowany dodatek wypłacany rodzicom niezależnie od wysokości dochodu. I to nie jakiś ochłap w postaci becikowego, ale przyzwoite pieniądze wypłacane kwartalnie od momentu urodzenia dziecka do 17 roku życia. (Aktualne stawki na stronie Skatteministeriet) To sprawia, że Duńczycy nie obawiają się zostać rodzicami, gdyż mają poczucie bezpieczeństwa finansowego i zapewnioną opiekę nad potomstwem.

Jest jeszcze jedna zaleta zimnego chowu: w czasie deszczu dzieci się nie nudzą, ponieważ w najlepsze bawią się na dworze.

W czasie deszczu dzieci się nudzą

WooCommerce

Polecane wpisy

3 Responses to Zimny chów czyli duński model wychowania dzieci

  • Utrata blikiego kontaktu z rodziną spowodowana systemem – bzdura! Chyba się ktoś rozpędził. Ha! Więzi rodzinne i wychowanie jak najbardziej zależy od rodziców i nie ma znaczenia system czy kraj. Jeżeli komuś jest wygodniej oddać dziecko pod opiekę i nim się nie i interesować to zupełnie inna sprawa. Mieszkam w Danii mam tu dziecko i uważam, że jest odwrotnie. Tylko trzeba chcieć interesować się dzieckiem .. żłobki owszem wcześnie ale to tzw. dagplejer czyli opieka w domowym zaciszu opiekunki dostosowanym do potrzeb dzieci i kontrolowanym przez gminne władze na bieżąco. Liczba dzieci max. 5 sztuk raz w tygodniu duże spotkania w grupie ok. 30. Nacisk kładziony na zwyczaje i tradycje oraz dobre wychowanie, dużo samodzielności super. Gdy odbieram dziecko po pracy bawię się z dziećmi nawet godzinę .. podglądam a raczej uczestnicze w tym jak bawią się z opiekunką.. zawsze jest czas porozmawiać o całym dniu, postępach, problemach. Pedagog raz w miesiącu sprawdza rozwój dzieci i zawsze można się sko taktować. Wieź super i między dziećmi, dziećmi i opiekunką oraz dziećmi i rodzicami. Powielam zabawy ze żłobka w domu. Dziecko operuje duńskim i polskim bezproblemowo. Jego opiekunka nawet uczyła się polskich zwrotów żeby mu ułatwić i pomóc orientację z dwoma językami. Więc kwestia m9jego zaintersewona i uczestnictwa i żaden system więzi rodzinnych nie niszczy.

    • Dziękuję za komentarz. Gratuluję podejścia i super opiekunki w dagpleje. Można tylko pozazdrościć tak pozytywnych doświadczeń. Nadal jednak uważam, że nawet najlepsza opiekunka nie jest w stanie dać tyle ciepła ile dostaje dziecko w domu rodzinnym u mamy czy babci. Pozdrawiam serdecznie.

  • Witam. Ja rownież mieszkam w Danii i widzę same zalety tego systemu tutaj. Moje dziecko miało okazje chodzić do przedszkola rownież w Polsce i pomimo bariery językowej na początku, chodziło do przedszkola w podskokach i tak zostało do dzis, natomiast w pl co dziennie był problem nie chciał tam po prostu byc. Tutaj dzieci nie stoją w szeregu każdego dnia, nie recytują z pamięci wierszyków których treści nie rozumieją, uczą się ale przede wszystkim bawią bo od tego jest dzieciństwo wlasnie. Poza tym nie ważna jest pogoda dzieci spędzają duzo czasu na zewnątrz. Nikt nie wygania dziecka do domu bo ma kaszel czy katar dopiero gorączka jest podstawa do pozostania w domu. Dzieci uwielbiają tu taplać się w błocie i chodzić na boso. Na boso chodzą tez pózniej po szkole i w pracy bo tutaj liczy sie przede wszystkim wygoda. Jak dla mnie bomba. ? Przynajmniej mam szczęśliwe dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook