Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Z górki na pazurki czyli duński zimny chów – część 2

3 scenki rodzajowe z życia wzięte. Rzecz dzieje się w duńskiej szkole podstawowej.

Scenka pierwsza:

Dzieci w zerówce poznają literki i uczą się literować krótkie dwuliterowe wyrazy. Duńskie słowa są krótkie, więc istnieje dużo dwuliterowych rzeczowników np. ur (zegarek), si (sito), is (lód), fe (wróżka), bi (pszczoła) czy ar (blizna). Dzieci grają w grę polegającą na odnajdywaniu obrazków. Jedno z dzieci literuje wyraz, dwoje innych szuka odpowiednich obrazków. Kto pierwszy odnajdzie obrazek, zdobywa punkt. Wygrywa ta osoba, która zbierze więcej obrazków. Przy słowie ar dzieci żywiołowo reagują i każde pokazuje swoją bliznę: pamiątkę po rozciętym łuku brwiowym, szramę na kolanie, ślad na ręce. Każde dziecko może pochwalić się blizną i opowiedzieć skąd się wzięła i ile szwów miało zakładanych.

Scenka druga:

Przerwa. Dzieci wychodzą na boisko. Środek zimy. Styczeń. Mróz. Minus 5 stopni Celsjusza. Wszystkie maluchy wdrapują się na oblodzoną górkę i zjeżdżają z niej na plecach, pupach lub brzuchach. Głównie na brzuchach, głową w dół. Widok mrożący krew w żyłach. Tylko patrzeć aż zdarzy się wypadek. Dzieciaki zjeżdżają na łeb na szyję, pardon, z górki na pazurki. Lądują jedne na drugich. Dzieci jest naprawdę dużo. Dyżurujący nauczyciele patrzą czy dzieci się nie pozabijają. Jak któremuś z dzieci coś się stanie, oglądają jak poważne obrażenia odniosło i albo przytulają i pocieszają dziecko w przypadku drobnych stłuczeń, albo obmywają i opatrują poważniejsze rany. Nasuwa się pytanie: czy takie zabawy nie są zbyt niebezpieczne? Duńscy pedagodzy odpowiadają, że tak, są trochę niebezpieczne, ale to niesamowita frajda dla dzieci móc sobie pozjeżdżać z górki, a taka pogoda długo się nie utrzyma, więc niech korzystają z rzadkiej okazji. Po przerwie dzieci z poobijanymi kolanami i poobdzieranymi nosami i brodami wracają na lekcje. Niektóre poszkodowane, ale ogólnie bardzo zadowolone. Nie można zabraniać dzieciom dobrej zabawy. W końcu od czego jest dzieciństwo?

Scenka trzecia:

Fritidsklub. Po skończonych lekcjach dzieci idą do szkolnego klubu. Jeden z chłopców przychodzi zapłakany. Okazuje się, że jego młodszy brat właśnie miał wypadek na górce. Skaleczył się w głowę. Poważnie. Przyjechało pogotowie i zabrało go do szpitala. Chłopiec widział wypadek brata i jest przerażony i przygnębiony. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Tylko 5 szwów.

To tyle. Kropka. Trzy scenki. No comment. Wszystko zdarzyło się jednego dnia. Dodam tylko dla uzupełnienia obrazu duńskiego wychowania, że dzieci kochają swoich nauczycieli, opiekunów i pedagogów. Chętnie przybiegają do nich, żeby porozmawiać, przytulić się. Traktują ich jak przyjaciół, którym należy się szacunek z racji większego doświadczenia. Nauczyciele cieszą się autorytetem, ale to nie przeszkadza im grać z uczniami w piłkę czy wygłupiać się z dzieciakami. Nie ma dystansu. Stosunki między uczniami a nauczycielami są serdeczne. Nauczyciele są po to, żeby zaopiekować się dziećmi, zorganizować im czas, w razie czego rozwiązać problem, ale nie przeszkadzają w zabawie. Sami się do niej włączają.


Miś i Margolcia Tupu tup po śniegu

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook