Życie w Danii, przemyślenia i poradniki.

WRONiec – bajka dla dorosłych i nie tylko

Na półkach duńskich bibliotek zdarzają się prawdziwe perełki, również polskie. Kilka dobrych lat temu w dziale z literaturą dziecięcą i młodzieżową pokazał się „Wroniec” – oryginalnie napisana i rewelacyjnie przez Jakuba Jabłońskiego zilustrowana książka, o której sam autor Jacek Dukaj powiedział:

„Wrońcowi” bliżej do „Alicji” Lewisa Carrolla; ale to też myląca wskazówka. Wyszło raczej coś w rodzaju czarnej fantasmagorii narodowej w formule bajki dla dzieci. Zupełnie inne niż dotychczas, także stylistycznie: minimalistyczne, dynamiczne, na obrazach-archetypach, o prościutkiej fabule.

Książka osadzona jest w realiach stanu wojennego, a raczej w surrealiach, jeśli można tak to ująć, ponieważ utrzymana jest w baśniowej konwencji sennego widziadła. Głównym bohaterem jest mały chłopiec, a przerażająca rzeczywistość ukazana jest przez pryzmat dziecięcej wyobraźni. Największe wrażenie zrobił na mnie język pełen gier słownych jak choćby: Maszyna-Szarzyna, Milipanci-Turbulanci, Złomoty, Bubecy, Oporni i wiele innych metaforycznych określeń. Nowomowa przełożona na dziecięcy język potęguje efekt zderzenia dwóch światów – świata niewinnego dziecka i bezdusznych realiów stanu wojennego. Pewną trudność sprawiło mi rozszyfrowanie wszystkich analogii i aluzji czytelnych zapewne dla osób, które dobrze pamiętają grudzień 1981 roku. Moje odczucia po przeczytaniu „Wrońca” były jednak mieszane. Przede wszystkich zastanawiało mnie do kogo był skierowany, bo na pewno nie do dzieci. (Fakt że pracownicy duńskiej biblioteki umieścili go w dziale dziecięcym, nie musi o niczym świadczyć, bo po pierwsze: raczej nie znają polskiego, wiec zakładam, że go nie przeczytali, po drugie: dzieci w Danii mają nieograniczony dostęp do wszelkiego rodzaju treści od najmłodszych lat.) W zasadzie jest to książka zrozumiała dla dorosłych Polaków, chociaż nie tylko. Może także wzbudzić zainteresowanie dzisiejszej młodzieży, ze względu na atrakcyjną popkulturową formułę i prostą fabułę czytelną nawet w oderwaniu od tła historycznego. Trzeba przyznać, że oddaje nastrój grozy. Nie jest to jednak bajka dla dzieci. Może najbardziej przemawia do pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków czyli ówczesnych dzieci stanu wojennego. Jedno jest pewne: nikt wcześniej nie podjął tematu w tak nowatorski sposób za pomocą tego rodzaju środków artystycznego wyrazu. Nic dziwnego, że „Wroniec” trafił na deski teatru. Niezależnie od siebie powstały dwa spektakle: Teatr Kamienica, 2010, reż. Jerzy Bielunas oraz Wrocławski Teatr Lalek, 2011, reż. Jan Peszek.


Wroniec

WooCommerce

Polecane wpisy

Dodaj komentarz