Życie w Danii, przemyślenia i poradniki.

tłumaczenie

Eagle

Jest taka znana opowiastka, która w skrócie brzmi tak: Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi. Orzeł przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka, myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Z upływem czasu młody ptak, całkiem niewytłumaczalnie, zaczął odczuwać pragnienie latania. Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Płynął elegancko i majestatycznie wśród prądów powietrza, ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami. Orzeł patrzył w górę oszołomiony. Wtem rozpostarł skrzydła, zatrzepotał nimi i wzbił się w powietrze: coraz wyżej i wyżej, aż spotkał inne orły, które witały go słowami: „Witaj bracie, witaj wśród orłów!” Historię (z wyjątkiem ostatniego zdania) przytaczam za Anthony’m de Mello. U niego zakończenie jest zupełnie inne. Natury jednak nie da się oszukać. Nieważne, że przychodzi się na świat w kurzej zagrodzie, jeśli wykluło się z orlego jaja.
Żeby nie było zbyt poważnie, dodam wiersz Jana Brzechwy:

Kokoszka i orzeł

Choć to się przyrodnikom wyda dziwne troszkę,
Pewien orzeł poślubił kokoszkę.
Kokoszka mężem była zachwycona,
Tuliła go, karmiła jak najczulsza żona,
A kiedy nieraz głowę na jej piersi złożył,
Mawiała z dumą: „Orzeł jesteś! Orzeł!”

Lecz sielanka mieszczańska wkrótce mu obrzydła,
Orli duch dnia pewnego wstąpił w orle skrzydła
I kiedy sen kokoszkę przypadkowo zmorzył,
Chyłkiem opuścił kurnik i frunął w obłoki.
Kokoszka, zobaczywszy jego lot wysoki,
Powiedziała z niesmakiem : „Nie! To nie był orzeł!”

Abba – Eagle (tłumaczenie własne)

Przyleciały z krajów dalekich i rzuciły na mnie czar
Kiedy słucham ich historii, w miejscu staje czas
Przemierzyły obce lądy i odkryły nowe horyzonty
Mówią osobliwie, lecz rozumiem je
Jestem orłem, kiedy śnię
Rozpościeram skrzydła swe
Wysoko tak, jak na niebie ptak
Jestem orłem, unosi mnie wiatr
Wysoko tak, to uczucie gdy lecę nad
Morzami, lasami, ponad szczytów grań
Tam gdzie czuję wolności smak
Na rozmowach mija noc, zgodny skrzydeł łopot
Rozwiązanie mają w lot na każdy mój kłopot
Nic nie ogranicza mnie, coraz wyżej wzbijamy się
Czy to jawa, czy to sen?
To że orłem stałem się?
Rozwinąłem skrzydła swe?
Wysoko tak, jak na niebie ptak
Jestem orłem, unosi mnie wiatr
Wysoko tak, to uczucie, gdy lecę nad
Morzami, lasami, ponad szczytów grań
Tam gdzie czuję wolności smak.

Jack in the Box

Przyglądając się wydarzeniom w Polsce, a właściwie jednym uchem łowiąc to o czym krzyczy internet, to czym epatują media, cieszę się, że nie oglądam polskiej telewizji. Już i tak informacje, które wyskakują z internetu, jako żywo przypominają pajacyka z pudełka, takiego Jack in the Box z buzią klauna. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać i chyba trzeba na wszystko patrzeć z przymrużeniem oka. Weźmy na przykład całe to zamieszanie o prawa mniejszości seksualnych. Owszem, można ułożyć humorystyczny wierszyk na ten temat, czemu nie? Jak na przykład taki:

Znany bokser rodem z Gdańska,
Dla którego tolerancja
Znaczy tyle
Co LGBT,
Dostał słownego kuksańca.

albo jeszcze jeden:

Leje się Ciechan w całej Polsce:
Jednym do gardeł, innym po kostce.
Święcie oburzeni
Szczerze ubawieni
Tak się robi dziś promocję.

Tylko jakie zadanie pełnią takie tematy zastępcze? Stanowią zasłonę dymną? Zapewniają rozrywkę dla mas? A może to rzeczywiście istotne: to rozmazywanie granic, mieszanie pojęć, wartości, płci, ról. Może ma na celu osłabić, zdezintegrować, zostawić w dezorientacji, pomieszaniu z poplątaniem, sprawić by być elastycznym w poglądach, łatwo poddającym się, poddanym, bezwolnym, pozbawionym świadomości, tożsamości, bezmyślnym. W czyim to interesie? Kto tu naprawdę pociąga za sznurki?
A taka Unia Europejska ze swoimi wszystkimi organami i rozdętą, sztucznie nadmuchaną strukturą? Komu mają zamknąć usta lukratywne posady i wysokie wynagrodzenia? Bo co może taki eurodeputowany? Właściwie nic, tylko pobrać dietę i grzecznie, cicho siedzieć. I tu kolejny wierszyk:

Radykała do Brukseli
Wybrano majowej niedzieli.
Obrady przesypiał,
Choć gniewem kipiał,
Że głosu nie chciano mu udzielić.

Cała Europa tańczy jak grają im wielkie korporacje. Można rzec, że Europą rządzą Niemcy. Stany z coraz mniejszym zresztą powodzeniem usiłują utrzymać rolę światowego mocarstwa. Jest jeszcze kilku innych ważnych rozgrywających, jak chociażby Rosja ze swoją szeroką strefą wpływów. „Wrogi” partner do rządami światem, dający niezbędną równowagę sił. Większość graczy to kolonie dostarczające bogactwa naturalne i tanią siłę roboczą. Nie można oczywiście wszystkich wrzucić do jednego worka. Na światowej scenie współistnieją słabsi i silniejsi we wzajemnej sieci zależności. W końcu panta rhei. Cywilizacje powstawały i upadały. Dlatego zawsze jest szansa na zmiany. Kim jest następny Jack in the Box?

Telegraph Road – Dire Straits (tłumaczenie własne)

Dawno temu wyruszył człowiek w drogę
Przemierzył mil wiele dźwigając tobołek
Zrzucił swój balast, gdy miejsce odnalazł
Na dom pośród pustkowia
Zbudował chatę, obok niej stodołę
Zaorał ziemię nad zimnym jeziorem
Inni wędrowcy poszli w jego ślady
Nie zawrócili, nie ruszyli dalej
Stanęły tam kościoły, postawiono szkoły
Po nich przyszli prawnicy, kodeksy, protokoły
Ruszyły koleje, ciężarówek trakt
Tam wziął swój początek telegraficzny szlak
Powstały kopalnie, wydobywano rudę
Później była wojna, nastały lata chude
Telegraf śpiewał pieśń ze świata wielkiego
Po liniach szlaku niepohamowanego
Jak rwąca rzeka…
Radio ostrzega przed nadejściem mrozu
Ludzie zjeżdżają z fabryk do swych domów
Sześć pasów ruchu
Trzy suną powoli…
Lubiłem swoją pracę, lecz nastąpił krach
Mam prawo pracować, ale pracy brak
Mówią, że trzeba będzie spłacić długi
Tylko jak plony zebrać w czas posuchy?
A ptaki wysoko na telegraficznych drutach
Zawsze mogą odlecieć, gdy deszcz i zawierucha
Śpiew ich się niesie teleszyfrem
Po szlaku telegraficznym
Dawno minione noce w pamięci mam jak żywe
Życie jak wygrany zakład było świetlanym wyścigiem
Głowę kładłaś mi na ramieniu, dłoń w moich włosach
Dziś chłód od ciebie bije, obojętność widzę w oczach
Lecz uwierz mi kochanie, zabiorę cię stąd gdzie
Ciemność nie ma wstępu, panuje nad nią dzień
Nie oślepiają lampy, nie płynie w strugach deszcz
Z daleka od tych ulic, na których mieszka gniew
Bo w myślach przejechałem wszystkie czerwone światła
Widziałem jak płomeniem wybucha desperacja
I nie chcę widzieć tego znów…
Od beznadziei i perspektyw braku
Jak najdalej wzdłuż telegraficznego szlaku.

To be or not to be – I wonder, don’t you?

Dusza artysty, dusza wrażliwa. Mirosław Breguła, który śpiewał z Universe: „Blues na wpół do piątej rano”, Edward Stachura i jego „Siekierazada albo Zima leśnych ludzi”, Edward Żentara – odtwórca głównej roli: Janka Pradery. Możnaby długo wyliczać. Czy artysta skazany jest na bluesa? Czy czeka go koniec tragiczny? Ktoś, kto nie tylko myśli, ale też czuje. Całym sobą, każdą cząstką siebie. Nie myśleć, nie czuć, robić coś, coś zwyczajnego, zająć sie wycinką lasu, lub inną ciężką pracą jak Sixto Rodriguez w „Sugar Man”. Genialny film. Może to właśnie trzyma przy życiu, nie pozwala odlecieć za bardzo w siebie, osunąć sie w nicość. Chociaż Janek padł, nie wytrzymał. Może nie było dla niego ratunku. Może wszystko zależy od konstrukcji psychicznej, nie tylko wrażliwości. Niezgłębione są tajemnice człowiecze. Czy warto je roztrząsać?

Sixto Rodriguez – Cause (tłumaczenie własne)

 

Cause I lost my job two weeks before Christmas
And I talked to Jesus at the sewer
And the Pope said it was none of his God-damned business
While the rain drank champagne

My Estonian Archangel came and got me wasted
Cause the sweetest kiss I ever got is the one I’ve never tasted
Oh but they’ll take their bonus pay to Molly McDonald,
Neon ladies, beauty is that which obeys, is bought or borrowed

Cause my heart’s become a crooked hotel full of rumours
But it’s I who pays the rent for these fingered-face out-of-tuners
And I make 16 solid half hour friendships every evening

Cause your queen of hearts who is half a stone
And likes to laugh alone is always threatening you with leaving
Oh but they play those token games on Willy Thompson
And give a medal to replace the son of Mrs. Annie Johnson

Cause they told me everybody’s got to pay their dues
And I explained that I had overpaid them
So overdued I went to the company store
And the clerk there said that they had just been invaded
So I set sail in a teardrop and escaped beneath the doorsill
Cause the smell of her perfume echoes in my head still
Cause I see my people trying to drown the sun
In weekends of whiskey sours
Cause how many times can you wake up in this comic book
and plant flowers?

Bo straciłem pracę dwa tygodnie przed Gwiazdką
Rozmawiałem z Jezusem w kanale
Papieża nie obeszło to wcale
A deszcz raczył się szampanem

Mój estoński Archanioł przybył i mnie spoił
Bo najsłodszy pocałunek nie miał się okazać moim
Do Molly McDonald zaniosą premie za nadgodziny
Uroda wystawiona na sprzedaż, neonowe dziewczyny

Bo moje serce to hotel szemrany
Za który płacę czynsz życiem zszargany
Co wieczór zawieram 16 półgodzinnych przyjaźni odjechanych

Bo twoja dama kier serce ma jak głaz
Śmieje się strasząc odejściem raz po raz
W ich rozdaniach kartą jest Willy Thompson
Medal ma zastąpić syna pani Annie Johnson

Bo twierdzili, że każdy winien oddać swoją dolę
Wyjaśniłem, że spłaciłem już z nawiązką moją
Poszedłem do sklepu, kupić coś na zeszyt
Sprzedawca mówi, że towar właśnie wyszedł
Więc w kroplach łez podryfowałem hen

Bo wciąż chodzi za mną zapach perfum jej
Bo widzę moich jak próbują utopić słońce
W weekendy alkoholem płynące
Bo ileż można budzić się w komiksie
I sadzić forsycje?

 

 

 

 

.

Attitude is altitude: postawa to podstawa

Przebywający za granicą przyjmują różne postawy. Często mówi się nawet o stresie emigracyjnym. Niektórzy są nieszczęśliwi. Nie potrafią się wtopić, zaaklimatyzować, znaleźć w nowym kraju i warunkach i choć próbują z całych sił, czują sie sfrustrowani, zestresowani, zdenerwowani, chronicznie zmęczeni i drażliwi. Mogą nawet zapadać na różnego rodzaju choroby o podłożu psychosomatycznym. Inni próbują się zintegrować. Przejmują zachowania i zwyczaje panujące w ich nowej ojczyźnie, starając się odnieść jak najwięcej korzyści z nowej sytuacji życiowej. Oczywiście obie postawy mogą się przenikać i przejawiać u tych samych osób. Człowiek przecież ewoluuje, zmienia się, przeżywa różne zawirowania życiowe, upadki i wzloty, sukcesy i porażki. „Wreszcie grupa trzecia to ci, dla których wszystko jest przede wszystkim ciekawe, niezwykłe, nieprawdopodobne, którzy chcą ten inny nie znany im dotąd świat poznać, zbadać, zgłębić. Ci potrafią uzbroić się w cierpliwość i zachować dystans (ale nie wyniosłość!), spokojny, uważny, trzeźwy wzrok.” Ten cytat z „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego wpasował mi się tu idealnie, choć Dania do Imperium ma się tak jak mikroskopijna kropla do bezmiaru oceanu. Można chyba jednak sprowadzić do jednego mianownika i porównać odczucia obcokrajowca bez względu do jakiego kraju rzuciły go losy. Właśnie ta trzecia postawa jest mi najbliższa: przyglądać się z życzliwym zainteresowaniem temu co inne, niezrozumiałe, obce, zdumiewające, czasem niepokojące, a innym razem intrygujące lub wręcz fascynujące lub zwyczajnie zabawne czy śmieszne a nawet budzące politowanie. Próbować zrozumieć, a jeśli nie można zrozumieć, to przynajmniej poznać. I na koniec piosenka: I am an alien.

Sting – Englishman in New York (tłumaczenie własne)

Nie pijam kawy, wolę herbatę mój drogi
Lubię tosty przypieczone z jednej strony
Rozpoznasz to z mojego akcentu
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Zobaczysz jak idę Piątą Aleją
W ręce zawsze noszę laskę
Dokądkolwiek idę, jest u mego boku
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Skromność, kultura nie przynoszą splendoru
Na placu boju sam zostaniesz do końca
Ogłada, rozwaga nie stanowią tu waloru
W nocy świeca jaśniejsza jest od słońca

Broń nie wystarczy, by stać się mężczyzną
Licencja nie czyni mężnym człowieka
Unikaj konfliktów, ale stań naprzeciw wrogom
Gentleman nigdy przed nikim nie ucieka

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

.