Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

tłumaczenie

Don’t give up

Trwają Igrzyska Olimpijskie w Rio. Serce rośnie po sukcesie Anity Włodarczyk. Serce pęka po eliminacjach w rzucie młotem z udziałem mistrza świata Pawła Fajdka. Chciałoby się zadedykować mu utwór: „Don’t give up” Petera Gabriela i Kate Bush.
Peter Gabriel napisał co prawda „Don’t give up” w kontekście poczucia beznadziei w obliczu braku pracy i perspektyw, zainspirowany fotografiami Dorothea Lange w książce zatytułowanej „In This Proud Land”. Zdjęcia przedstawiały ludzi dotkniętych Wielkim Kryzysem – katastrofą ekonomiczną i ekologiczną w Stanach Zjednoczonych w latach trzydziestych XX wieku. W czasie powstania tekstu także w Anglii za czasów rządów Margaret Thatcher trudna sytuacja gospodarcza doprowadzała wiele osób do desperacji. I choć ten aspekt niewątpliwie przewija się tutaj, to utwór jest tak piękny i wykonany z taką mocą i siłą oddziaływania, że może być odczytywany w szerszym uniwersalnym kontekście i zapewne pomógł już wielu osobom podnieść się po porażce. Przegrana to nie koniec świata. Może zdarzyć się każdemu. Odwagi! Don’t give up!


Peter Gabriel & Kate Bush-Don’t give up version 2 (tłumaczenie własne)

Na tej dumnej ziemi wyrośliśmy na mocarzy
Powszechnie cenionych i szanowanych
Nauczony walczyć i zwyciężać
Nie sądziłem, że mogę zawieść

Widzę, że już po zawodach
Marzenia me rozwiały się
Nie jestem już taki sam
Nikogo nie obchodzi przegrany

Nie poddawaj się
Przecież masz przyjaciół
Nie poddawaj się
Jeszcze cie nie pokonali
Nie poddawaj się
Wiem, że jeszcze ci się uda

Chociaż widziałem co dzieje się wokół
Nie sądziłem, że to mi się przydarzy
Każdemu innemu, ale nie mnie
To dziwne, jak wszystko się zmienia

Pojechałem w nocy do domu
Miejsca moich narodzin, na brzegu jeziora
W świetle dnia ujrzałem ziemię
I drzewa spalone do cna

Nie poddawaj się
Masz przecież nas
Nie poddawaj się
Nie potrzebujemy wiele
Nie poddawaj się
Bo gdzieś przecież jest
Miejsce dla nas

Oprzyj głowę
Nie przejmuj się tak
Jeszcze będzie dobrze
Kiedy jest ci ciężko
Możesz polegać na nas
Nie poddawaj się
Proszę, tylko się nie poddawaj

Muszę stąd odejść
Już dłużej nie wytrzymam
Postoję na tym moście
Popatrzę w dół
Cokolwiek by się nie działo
Rzeka nie przestanie płynąć

Przeprowadziłem się do innego miasta
Usiłowałem ułożyć sobie życie
Ale do każdej pracy jest tylu ludzi
Tylu ludzi, których nikt nie potrzebuje

Nie poddawaj się
Masz przecież przyjaciół
Nie poddawaj się
Nie jesteś sam
Nie poddawaj się
Nie ma się czego wstydzić
Nie poddawaj się
Wciąż masz nas
Nie poddawaj się
I tak jesteśmy z ciebie dumni
Nie poddawaj się
Przecież nigdy nie było lekko
Nie poddawaj się
Bo wierzę, że przecież gdzieś
Jest miejsce dla nas

Dobra nowina dla sów w Danii

Dobra wiadomość dla sów i innych ptaków drapieżnych polujących na gryzonie: w Danii zaczynają obowiązywać nowe przepisy dotyczące stosowania środków do zwalczania szczurów. Po zmianie przepisów osoby prywatne nadal mogą stosować trutki we własnych domach, jednak poza budynkami tępieniem szczurów mogą zajmować się jedynie wyspecjalizowane autoryzowane firmy. Zakazano też wykorzystywania leków przeciwzakrzepowych, które powodowały dużą śmiertelność wśród ptaków. Sowy i inne ptaki polują na osłabione gryzonie. Trucizna nie zabija ich od razu, ale dopiero po kilku dniach. Chore zwierzęta stają się łatwym łupem, ale przy tym i wielkim zagrożeniem dla drapieżników takich jak orły, puchacze, puszczyki, płomykówki, uszatki i inne sowy. Zaostrzenie przepisów ma zwiększyć ich ochronę i zmniejszyć liczbę ofiar spowodowanych ingerencją człowieka i stosowaniem środków chemicznych.

puchacz
Alle Tiders ABC – U

En ugle kom til Thule, hvor den så sig lidt omkring.
Den sukkede: „Uhu, jeg er vist fløjet lidt i ring.
Jeg skulle møde Uffes onkel i Uruguay.
Uhu, jeg tror at jeg er fløjet den forkerte vej.”

Przyleciała sowa do Dziwnowa i rozgląda się.
Wzdycha: „Uhu, latam w kółko cały boży dzień.
Z wujkiem Uffe w Urugwaju umówiona byłam.
Uhu, coś mi się wydaję, że drogę pomyliłam.”

Somewhere over the rainbow

W górach Ameryki można zobaczyć niebieskie ptaki (mountain bluebirds) czyli błękitniki górskie. Ich błękit przykuwa wzrok. Wprost nie można od nich oderwać wzroku. Te piękne ptaszki potrafią wzbić się w powietrze wysoko ponad tęczę i przemierzyć długą drogę w podniebnych przestworzach. Ach gdyby można było zmienić się w niebieskiego ptaka i pofrunąć do nieba, potem kołysać się na wietrze i odlecieć daleko aż do gwiazd…


Judy Garland – Over The Rainbow (tłumaczenie własne)

Wysoko gdzieś ponad tęczą, daleko tak
Jest baśniowa kraina i kołysanki czar
Wysoko gdzieś ponad tęczą ujrzysz błękitu skraj
I wyśnionych moc przygód
Poczujesz smak

Pewnego dnia do samych gwiazd
Polecę w snach i zbudzę się nad chmurami
Gdzie troski jak z kominów dym
Rozwiewa wiatr, już nie ma ich
Tam chciałabym być

Wysoko gdzieś ponad tęczą leci ptak
Lekko unosi go wiatr
Czemu nie ma mnie tam?
Jeżeli ten szczęśliwy ptak fruwa nad tęczą
Czemuż ach nie mogę i ja?

O duńskich ogrodach, kosach i mazurkach

Duńskie ogrody

Duńczycy kochają swoje ogrody. Wolne chwile spędzają na koszeniu trawy, przycinaniu żywopłotów i pielęgnowaniu swoich zielonych królestw. Gdy przechodzi się obok duńskich domów, pięknie kwitnące różaneczniki i hortensje urzekają swoją urodą. Zachwycają egzotyczne magnolie i klony palmowe. Cieszą oko jałowce, cyprysiki i inne iglaczki. Wszystko zadbane i przycięte pod linijkę. Trawa systematycznie koszona na przepisowe trzy centymetry. Żywopłot nie wyższy niż metr osiemdziesiąt. Wszyscy wzorowi ogrodnicy. Ale czy na pewno? Okazuje się, że tak i nie. Owszem, Duńczycy lubią mieć zadbany ogródek. Nawet organizują konkursy na najpiękniejszy ogródek w sąsiedztwie. Ale co się dzieje, gdy z jakiś powodów nie mogą się nim sami zająć? Nic prostszego. Wynajmują firmę ogrodniczą, by zrobiła to za nich. No dobrze, ale wszyscy tacy przykładni? Jak jeden mąż? Jak to się dzieje, że nie ma wyjątków?
Nie wiem jak to jest w przypadku innych domów, ale mieszkając w domu wynajmowanym od spółdzielni mieszkaniowej jest się zobowiązanym do utrzymywania ogródka w porządku. Tuż po Świętym Janie odbywa się kontrola. Jeśli w czymś się uchybiło i ogródek nie wygląda tak jak powinien, dostaje się wykaz rzeczy do poprawy. Potem ponownie przychodzi komisja, by sprawdzić czy ogródek spełnia ogólnie przyjęte standardy. Jeśli nie, przychodzi firma ogrodnicza. Wykonuje zleconą pracę i wystawia rachunek spółdzielni. Ta dopisuje cenę usługi do czynszu za kolejny miesiąc, czyli płaci mieszkaniec domu z zapuszczonym ogródkiem. Wszystko dzieje się automatycznie. Nic nie trzeba robić. W ten sposób każdy ma piękny ogródek.

Mieszkańcy ogrodów

A ja właśnie lubię, kiedy ogród jest trochę zdziczały. Kiedy panuje w nim nieco bałaganu. Kiedy w rogu znajdzie się sterta liści lub gałęzi idealna na mieszkanie dla jeży. Kiedy w żywopłocie kosy wiją sobie gniazda, a potem buszują po całym ogrodzie w poszukiwaniu robali. Jak uwijają się, by wykarmić swoje maluchy, skacząc i śmiesznie przekrzywiając głowy wypatrując i nasłuchując zdobyczy. Jak wyśpiewują swoje serenady i ostrzegają się o niebezpieczeństwie lub dają znać młodym o zbliżającym się posiłku. Jak kąpią się w poidełku. Potem suszą i muskają piórka, albo jak siedzą w mrowisku, by zażyć mrówczych kąpieli i przy pomocy jadu mrówek pozbyć się pasożytów. Kosy są nie lada czyściochami.
Lubię też patrzeć na mazurki. Z jaką gracją się poruszają. Na ich brązowe czapeczki i czarne plamki na policzkach pozwalające odróżnić je od ich kuzynów – wróbli. Między sobą mazurki prawie się nie różnią. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Czy to samiec czy samiczka wyglądają podobnie. Przylatują parami, a czasem całymi zgrajami i ćwierkają na drzewie. Zbierają sobie materiał do gniazd pozakładanych pod dachówkami. One też są czyścioszkami. Bardzo dbają o swoje gniazdka. Nieodzownym ich składnikiem oprócz zwykłego budulca są ziółka. Dzięki nim młode mazurki są zdrowe, zadbane i nie imają się ich pchły ani roztocze.
Lecz cóż kiedy nie każdy kocha mazurki. Zimą zakratowano szczeliny pod daszkami wykorzystywane przez mazurki na gniazda. Na szczęście nie wszystkie zakratowano. Spod najwyższych dachów wciąż dobiega gwar nieustannie głodnych i rozćwierkanych mazurków. Nie wiadomo co komu przeszkadzały te niekłopotliwe i wdzięczne ptaszki. Ostatniej zimy ścięto też wiele okolicznych drzew i wykarczowano krzewy licznie zamieszkiwane przez ptaki. Szkoda, bo mieszkać w ptasim sąsiedztwie to niebywały przywilej i prawdziwa przyjemność.


Sparrow – Simon & Garfunkel (tłumaczenie własne)

Kto przygarnie wróbelka?
Da wytchnienie ptaszynie zdrożonej?
Nie ja, odparł Dąb
Nie użyczę gałęzi, by w koronie się gnieździł
Moich liści kołderka nie ogrzeje wróbelka

Kto przytuli wróbelka?
Kto go ciepłym słowem pocieszy?
Nie ja, odparł Łabędź
Toż to pomysł całkiem od rzeczy
Wnet bym stał się pośmiewiskiem łabędziego środowiska

Kto zlituje się nad wróbelkiem?
Kto nakarmi go ździebełkiem?
Nie ja, odparł Łan Pszenicy
Gdybym tylko mógł, lecz nie mogę, daję słowo
By plon dawać i rosnąć zdrowo, każdy ziarnko się liczy

Kto pokocha wróbelka?
Wspomni krótki żywot chucherka?
Ja, rzekła Ziemia
Co na świat wydałam do mnie wróci
Z prochu powstało, w proch się obróci.

Uczta Babette

Jest taki duński film, któremu śmiało można przyznać palmę pierwszeństwa wśród wszystkich filmów duńskich: „Uczta Babette” – film nie tylko oscarowy, ale wręcz fenomenalny. Nakręcony w 1987 roku jest wierną ekranizacją opowiadania wybitnej duńskiej powieściopisarki Karen Blixen: „Babettes Gæstebud” i opowiada o życiu dwóch córek protestanckiego pastora w XIX wiecznej małej, szarej wiosce, położonej na wietrznym wybrzeżu zachodniej Jutlandii. Pastor głosi potrzebę ascetycznego życia jako jedynie słuszną drogę bogobojnego życia i traktuje córki jako swoją „prawicę i lewicę”. Córki podporządkowują się woli ojca, rezygnując nie tylko z ziemskiej miłości na rzecz służby Bogu, ale także z własnego szczęścia, rodziny i kariery. (Jedna z sióstr jest obdarzona jest głosem tak doskonałym, że mogłaby równać się z najlepszymi śpiewaczkami operowymi.)

Babette

Po wielu latach, gdy pastor już dawno nie żyje, do ich drzwi puka kobieta, prosząca o ratunek. W zamian za dach na głową oferuje pomoc w przygotowaniu posiłków i zajmowanie się kuchnią. Tytułowa Babette jest Francuzką, którą upadek Komuny Paryskiej zmusza do ucieczki z ojczyzny i szukania schronienia u obcych. Miłosierne siostry przyjmują ją pod swój dach. Początkowo nieufne pokazują jak przyrządzać skromne domowe jadło: suszoną rybę i zupę piwno-chlebową. Tłumaczą, że posiłki powinny być proste, gdyż folgowanie sobie w jedzeniu i piciu jest grzechem. Babette jest przecież cudzoziemką przybyłą z kraju żabojadów, dodatkowo innowierką, bo katoliczką i nie wiadomo czego można się po niej spodziewać.

„Det skal lægges i blød.”

Tu następuje niezapomniana scena, gdy siostry uczą Babette gotować, dokładnie wszystko wyjaśniając: „Det skal lægges i blød.” (Trzeba namoczyć.) Demonstrację gotowania Babette obserwuje z niewzruszonym wyrazem twarzy. Jakże wymowna jest to kamienne oblicze Babette! Nawet współczesny Polak odbiera duńskie jedzenie za monotonne i pozbawione smaku. Co dopiero musiała czuć Paryżanka, znawczyni francuskiej kuchni, widząc codzienną purytańską strawę: papkę z rozmoczonego chleba podlanego piwem! Babette kryje się za swoją małomównością ze swoimi uczuciami i przeszłością. Wiadomo tylko, że rewolucja zabrała jej rodzinę i nic jej nie pozostało. Stopniowo jednak zdobywa zaufanie sióstr i zaskarbia sobie życzliwość i wdzięczność w wiosce. Po przejęciu przez Francuzkę sterów w domowej kuchni, siostry nie tylko zyskują więcej czasu dla bliźnich, ale też oszczędności, dzięki zaradności i gospodarności nieocenionej Babette.

Wygrana Babette

Pewnego dnia z Paryża przychodzi wiadomość o wygranej na loterii. Wydarzenie to zbiega się w czasie z planowaną uroczystą setną rocznicą urodzin zmarłego pastora. Babette prosi siostry o pozwolenie przyrządzenia na tę okazję prawdziwego francuskiego obiadu. Te zgadzają się niechętnie. Babette nigdy wcześniej o nic nie prosiła, dlatego nie potrafią jej odmówić, widząc jakie to dla niej ważne. Od tego dnia Babette zmienia się nie do poznania. Odżywa, młodnieje, wstępuje w nią nowy duch. Zaczyna przygotowania. Sprowadza egzotyczne produkty z zagranicy, na widok których siostry zaczynają żalować swojej decyzji, w obawie, że wydały zgodę na sabat czarownic lub coś zgoła gorszego. Z trwogą dzielą się swoimi obawami z pozostałymi mieszkańcami wioski i wszyscy zgodnie postanawiają owego wieczoru używać języków jedynie na chwałę Boga, czyli do śpiewania psalmów i odmawiania modlitw. Aby ustrzec się od złego, będą zachowywać się, jakby jedli zwykły pokarm, wyłączając zmysł smaku i nie wspominając słowem o jedzeniu.

Uczta

Nadchodzi długo oczekiwana rocznica. Przybywają zaproszeni goście, a na stole pojawiają się kolejno wykwintne francuskie dania: zupa żółwiowa, bliny Demidoff, przepiórki w sarkofagach, a na deser świeże winogrona, brzoskwinie i figi. Do tego sery, najlepszy burgund i szampan. I tu żadne słowa nie oddadzą scen Uczty. Szara, surowa sceneria nabiera życia i kolorów. Mieszkańcy wioski początkowo odnoszą się z rezerwą do serwowanych potraw, lecz z czasem wypełnia ich błogie poczucie niewypowiedzianego szczęścia: „Biesiadnicy stawali się coraz lżejsi, im dłużej jedli i pili, i coraz lżejsze były ich serca.” Jedyną osobą, która z nieskrywanym zachwytem delektuje się serwowanymi specjałami jest obyty w świecie generał, potrafiący rozpoznać i docenić klasę każdego z dań, rocznik wina… Nie może uwierzyć, że dane mu było powtórzyć doznania ze sławnej paryskiej Cafe Anglais: „Ta kobieta przeobraża kolację w Cafe Anglais w rodzaj miłosnej intrygi – miłosnej intrygi szlachetnego i romantycznego gatunku, gdzie już się zatracają różnice między cielesnym i duchowym pragnieniem i spełnieniem.” Uczta Babette nie tylko dostarcza niezapomnianych wrażeń smakowych, ma też zbawienny wpływ na nastrój zaproszonych. Przemieniają się serca mieszkańców wioski, w zapomnienie idą stare urazy i wszystkich przepełnia uczucie nabożnej wzniosłości i miłości.

Artystka

Babette zaczarowuje gości i sprawia, że wieczór staje się swego rodzaju misterium, niezapomnianym i niepowtarzalnym przeżyciem. Jedynym w swoim rodzaju. I tak w istocie jest: to jedyny taki wieczór, gdyż Babette przeznaczyła na niego całą swoją wygraną. Przygotowała przyjęcie tak wytworne jak zwykła to czynić w przeszłości we Francji, a koszt takiej kolacji na 12 osób wynosił dokładnie tyle ile suma wygrana na loterii. Zrobiła to dla kobiet, u których znalazła ocalenie i nowy dom oraz dla ich gości, ale przede wszystkim dla siebie. Po wielu latach dostała możność stworzenia dzieła. Jako wirtuoz smaku mogła ponownie poczuć szczęście tworzenia. W głębi duszy cały czas była wielką artystką, która potrafi wyczarować coś, o czym innym nawet się nie śniło w najśmielszych snach. Kiedy siostry pytają czy skoro wydała wszystkie pieniądze, będzie teraz już do końca życia biedna, odpowiada: „Nie. Nigdy nie będę biedna. Wielki artysta nigdy nie jest biedny.”

Arcydzieło

Film jest arcydziełem pod wieloma względami. Sugestywnie przemawiając do świata zmysłów wpisuje się w nurt filmów kulinarnych. Na potrzeby filmu wszystkie potrawy zostały przygotowane pod nadzorem kopenhaskiego restauratora Jana Cocotte-Pedersena i wzniesiono się tu na wyżyny sztuki kulinarnej. W 1988 roku „Uczta Babette” otrzymała Oscara w kategorii najlepszy film zagraniczny i to był największy triumf duńskiej kinematografi w historii. W roku 1995, z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne. Łatwo znaleźć tu liczne nawiązania biblijne, np. do ostatniej wieczerzy. Film niewątpliwie zawdzięcza swoją złożoność geniuszowi Karen Blixen, ale mistrzostwo ekranizacji jej opowiadania to już zasługa Gabriela Axela. Swoją drogą, jakże bliska sercu musiała mu być „Uczta Babette”. Urodzony w Danii Gabriel Axel spędził dzieciństwo i dorastał w Paryżu. W wieku 18 lat wrócił z rodzicami do Danii, gdzie wstąpił do Duńskiego Teatru Królewskiego i uczył się aktorstwa. W Danii i Francji zajmował się produkcją seriali telewizyjnych, reżyserował i grał w filmach. Całe jego życie i twórczość związane było zarówno z Francją, jak i Danią. Długo czekał na możliwość realizacji wymarzonego filmu, a gdy został nagrodzony Oscarem zacytował „Ucztę Babette”: „Dziś wieczorem nauczyłem się, że w tym pięknym świecie wszystko jest możliwe.”

Dire Straits – Love Over Gold (tłumaczenie własne)

Idziesz po linie zawieszonej
Jesteś tancerką na cienkim lodzie
Niepomna groźby
Niepomna rady
Stawiając kroki zakazane
Świadoma swego grzechu
Darzysz miłością wszystkich wokół
Rzucając rozwagę na wiatr

W tańcu przekraczasz progi drzwi
By się przekonać co wewnątrz tkwi
I nie zostawić nic co zburzy
Szalonej harmonii twojej duszy
Aż kiedyś w końcu znów zawitasz
W miejsce, gdzie dawniej zagościłaś
Darząc miłością wszystkich wokół
Rzucając rozwagę na wiatr

Trzeba miłości ponad złoto
I ducha nad materii mocą
By zrobić to co zrobić musisz
Gdyż rzeczy, które w garści dusisz
Mogą się rozbić w drobny mak
Przez palce przeciec niczym piach.

Video
Facebook