Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

limeryki

Będę latać!

Co jest tajemnicą długowieczności? Ciekawość życia? Robienie tego co się kocha? Poczucie humoru? Wszystko naraz? Znana z filmu: „Zakazane Piosenki” Danuta Szaflarska ma sto lat! Gra i cieszy się życiem. Obdarzona ogromnym poczuciem humoru aktorka powiedziała kilka lat temu: „Najbardziej lubię grać stare wiedźmy. […] A jak umrę, będę latać.” Oby żyła jeszcze długo i zarażała pogodą ducha. Anegdotki związane z jej życiem zainspirowały mnie do limeryków:

Dziewięcioletnia Danusia w Kosarzyskach
Recytowała wierszyk podczas widowiska.
„Jak ci na imię?”
Spytano dziecinę.
„Tak jak czekoladka” – słodycz z ust tryska.

Gościńcem w rodzinnych Kosarzyskach
Idzie świeżo upieczona artystka:
W szykownym kapeluszu,
By dodać animuszu.
Komediantka – mówią poczciwe ludziska.

Stuletnia, w Polsce ceniona aktorka
Musiała wygrać geny w totolotka.
Humorem życie zaprawia,
Talentem w zachwyt wprawia.
Do trzydziestki grała role podlotka.

 

Zakazane Piosenki – piosenka w tramwaju.

Jack in the Box

Przyglądając się wydarzeniom w Polsce, a właściwie jednym uchem łowiąc to o czym krzyczy internet, to czym epatują media, cieszę się, że nie oglądam polskiej telewizji. Już i tak informacje, które wyskakują z internetu, jako żywo przypominają pajacyka z pudełka, takiego Jack in the Box z buzią klauna. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać i chyba trzeba na wszystko patrzeć z przymrużeniem oka. Weźmy na przykład całe to zamieszanie o prawa mniejszości seksualnych. Owszem, można ułożyć humorystyczny wierszyk na ten temat, czemu nie? Jak na przykład taki:

Znany bokser rodem z Gdańska,
Dla którego tolerancja
Znaczy tyle
Co LGBT,
Dostał słownego kuksańca.

albo jeszcze jeden:

Leje się Ciechan w całej Polsce:
Jednym do gardeł, innym po kostce.
Święcie oburzeni
Szczerze ubawieni
Tak się robi dziś promocję.

Tylko jakie zadanie pełnią takie tematy zastępcze? Stanowią zasłonę dymną? Zapewniają rozrywkę dla mas? A może to rzeczywiście istotne: to rozmazywanie granic, mieszanie pojęć, wartości, płci, ról. Może ma na celu osłabić, zdezintegrować, zostawić w dezorientacji, pomieszaniu z poplątaniem, sprawić by być elastycznym w poglądach, łatwo poddającym się, poddanym, bezwolnym, pozbawionym świadomości, tożsamości, bezmyślnym. W czyim to interesie? Kto tu naprawdę pociąga za sznurki?
A taka Unia Europejska ze swoimi wszystkimi organami i rozdętą, sztucznie nadmuchaną strukturą? Komu mają zamknąć usta lukratywne posady i wysokie wynagrodzenia? Bo co może taki eurodeputowany? Właściwie nic, tylko pobrać dietę i grzecznie, cicho siedzieć. I tu kolejny wierszyk:

Radykała do Brukseli
Wybrano majowej niedzieli.
Obrady przesypiał,
Choć gniewem kipiał,
Że głosu nie chciano mu udzielić.

Cała Europa tańczy jak grają im wielkie korporacje. Można rzec, że Europą rządzą Niemcy. Stany z coraz mniejszym zresztą powodzeniem usiłują utrzymać rolę światowego mocarstwa. Jest jeszcze kilku innych ważnych rozgrywających, jak chociażby Rosja ze swoją szeroką strefą wpływów. „Wrogi” partner do rządami światem, dający niezbędną równowagę sił. Większość graczy to kolonie dostarczające bogactwa naturalne i tanią siłę roboczą. Nie można oczywiście wszystkich wrzucić do jednego worka. Na światowej scenie współistnieją słabsi i silniejsi we wzajemnej sieci zależności. W końcu panta rhei. Cywilizacje powstawały i upadały. Dlatego zawsze jest szansa na zmiany. Kim jest następny Jack in the Box?

Telegraph Road – Dire Straits (tłumaczenie własne)

Dawno temu wyruszył człowiek w drogę
Przemierzył mil wiele dźwigając tobołek
Zrzucił swój balast, gdy miejsce odnalazł
Na dom pośród pustkowia
Zbudował chatę, obok niej stodołę
Zaorał ziemię nad zimnym jeziorem
Inni wędrowcy poszli w jego ślady
Nie zawrócili, nie ruszyli dalej
Stanęły tam kościoły, postawiono szkoły
Po nich przyszli prawnicy, kodeksy, protokoły
Ruszyły koleje, ciężarówek trakt
Tam wziął swój początek telegraficzny szlak
Powstały kopalnie, wydobywano rudę
Później była wojna, nastały lata chude
Telegraf śpiewał pieśń ze świata wielkiego
Po liniach szlaku niepohamowanego
Jak rwąca rzeka…
Radio ostrzega przed nadejściem mrozu
Ludzie zjeżdżają z fabryk do swych domów
Sześć pasów ruchu
Trzy suną powoli…
Lubiłem swoją pracę, lecz nastąpił krach
Mam prawo pracować, ale pracy brak
Mówią, że trzeba będzie spłacić długi
Tylko jak plony zebrać w czas posuchy?
A ptaki wysoko na telegraficznych drutach
Zawsze mogą odlecieć, gdy deszcz i zawierucha
Śpiew ich się niesie teleszyfrem
Po szlaku telegraficznym
Dawno minione noce w pamięci mam jak żywe
Życie jak wygrany zakład było świetlanym wyścigiem
Głowę kładłaś mi na ramieniu, dłoń w moich włosach
Dziś chłód od ciebie bije, obojętność widzę w oczach
Lecz uwierz mi kochanie, zabiorę cię stąd gdzie
Ciemność nie ma wstępu, panuje nad nią dzień
Nie oślepiają lampy, nie płynie w strugach deszcz
Z daleka od tych ulic, na których mieszka gniew
Bo w myślach przejechałem wszystkie czerwone światła
Widziałem jak płomeniem wybucha desperacja
I nie chcę widzieć tego znów…
Od beznadziei i perspektyw braku
Jak najdalej wzdłuż telegraficznego szlaku.

No i jak tu nie jechać

Przy okazji tematu grzybobrania przypomniała mi się anegdotka o Paulince. Właściwie to nie o Paulince, tylko tej drugiej ciuchci i całej kolejce wąskotorowej, która kursowała kiedyś na trasie Zawisna – Wieluń. Jeździła, jak pewnie każda wąskotorówka czy może raczej „wolnobiegówka”, baaardzo wolno. Tak wolno, że śmiano sie wówczas, że można było w trakcie jazdy wysiąść z niej, nazbierać grzybów w lesie i jeszcze zdążyć ponownie wsiąść. Dykteryjka ta zainspirowała mnie do ułożenia limeryków. Tym razem przedstawiam tryptyk wąskotorowy:

Maszynista z Wielunia Dąbrowa
Smętnie głowę w ramiona chowa.
Wspomina czasy,
Gdy poprzez lasy
”Mknęła” kolejka wąskotorowa.

Z Praszki przez Kowale
Jedzie ciuchcia ospale.
Wśród lasów pełnych
Grzybów jesiennych
Nazbierasz kosze całe.

Stoi na stacji Komorniki
Ciuchcia, a za nią wagoniki.
Zabiera podróżnych
Z bagażem przeróżnym.
W każdym dorodne borowiki.

Grzegorz Turnau – Historia pewnej podróży.

Always look on the bright side of life

Każda praca ma swoje zalety i wady. Wykonując pracę fizyczną można czasami pośpiewać, potańczyć w rytm wesołej piosenki i od razu lepiej. Myślisz sobie: Always look on the bright side of life. Można też na przykład zająć czymś myśli, chociażby wierszując, rymując i klecąc limeryki. Polecam. Oto moja radosna twórczość powstała niegdyś podczas pracy:

Matrymonialny
Pewna pani z Pacanowa
Powiedziałabym, pechowa:
Kawalera zdobyć chciała,
Wzajemności, cóż, nie miała,
więc starać musiała się od nowa.

Ogrodniczy
Pewna pani z Lęborka
Kupiła alpejskiego fiołka.
Oko jej radował,
Póki sie nie pochorował
Czujne oko wykryło przędziorka.

Krasomówczy
Pewna dama w Ząbkowicach
Przemawiała na mównicach
Tak prawiła, tak głosiła,
Elokwentna bardzo była
Nie znalazła uznania na słuchaczy licach.

Medialny
Pewna panna z Warszawy
Wszystko robiła dla sławy.
O rozgłos zabiegała,
Prywatność sprzedawała,
Lecz koniec jej kariery był nieciekawy.

Sceniczny
Pięknej aktoreczce z Krakowa
Nagminnie plątały się słowa.
Na nic sufler.
Bzdury wierutne
Plotła, aż widzom puchła głowa.

i dzisiejszy limeryk:

Emigracyjny
Żyje się jak w raju w Polsce
Większość w kraju to wciąż golce.
Rękawy zakasują,
Lecz nic nie zyskują.
Coraz więcej kończy na uchodźstwie.

Na koniec piosenka:
Kabaret starszych panów – Piosenka jest dobra na wszystko

.

Video
Facebook