Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

jedzenie

Alergię zwalczaj głodem

Od wielu lat zmagam się z alergią, uczuleniem m.in. na pyłki traw. Jest ono tak dokuczliwe, że pomimo brania leków na alergię, w okresie pylenia jestem dosłownie wyłączony z życia. Odczulam się tabletkami grazax, ale bez widocznego efektu.

Wielu osobom udaje się pozbyć różnych dolegliwości, w tym alergii, przez zmianę żywienia i trybu życia. Dzięki znajomym trafiłem na metodę leczenia postem opracowaną przez panią doktor Ewę Dąbrowską. Post jest oparty na diecie warzywno-owocowej. Można jeść wszystkie warzywa (z wyjątkiem warzyw strączkowych, ziemniaków, kasz i ryżu) oraz z owoców, jabłka, grapefruity i cytryny. Inne produkty są wyłączone z diety. Pić można zieloną herbatę lub wodę.
Ideą diety jest nie dostarczanie organizmowi  dostateczniej ilości energii w pożywieniu. Gdy organizm nie dostając energii z zewnątrz, zacznie szukać jej wewnątrz, przetwarzając na energię wszystko co jest zbędne (martwe i chore komórki, guzy, ropnie itp). Tym samym zacznie się masowe leczenie organizmu.

Ciekawe jest to, że można jeść do woli, ale tylko te produkty, które są w diecie dozwolone. W praktyce wygląda to tak, że jesz, jesz i jesz i nie możesz się najeść. Już więcej nie zmieścisz, już boli cię szczęka od żucia, a nadal jesteś nienasycony. Nadal jesteś głodny. Taki niedosyt towarzyszy ci przez cały okres trwania postu. Cały czas jesteś trochę głodny.

Może to jest metoda, może alergię trzeba wziąć głodem!

post doktor Dabrowskiej - metoda na alergie

Polskie pomidory w Danii

Odwiedzili nas znajomi. Przywieźli z Polski pomidory. Dwie skrzynki dorodnych, pachnących polskich pomidorów. Prawdziwy skarb.
Każdy kto już dłuższy czas mieszka w Danii, potrafi wyobrazić sobie to szczęście, jakie daje zapach pomidorów rozchodzący się po domu.
Gdybym chciał kupić w Danii dwie skrzynki pomidorów, musiałbym chyba wziąć pożyczkę z banku. Pomidory (na które w Polsce nikt nawet by nie spojrzał), kosztują 10 koron za 250 gram, to daje w przeliczeniu około 25 zł za kilogram.

Po pomidorach zostały puste skrzynki. Nam pozostało kupować pomidory dostępne na duńskim rynku.
Na zdjęciu duński pomidor, polski pomidor sprzedawany w sklepach Fakta, oraz polski pomidor malinowy, który można kupić w polskim sklepie na kółkach Babunia.

pomidory dunskie polskie malinowe

Lody lakrids – duński cymes

W akcie desperacji kupiłam lody lakrids. Nie wiem co mnie napadło. W końcu jest lato, a jak jest lato to muszą być i lody, a ja zamiast wygrzewać się na plaży w tropikach, albo chociaż w Polsce, spędzam czas w zimnej, deszczowej Danii. Każdemu mogłoby odbić.
Lody w Danii są specyficzne. Większość nie odpowiada mojemu wyobrażeniu o lodach. Mają konsystencję masła, a w smaku, no właśnie… Za każdym razem przed kupnem duńskich lodów długo się zastanawiam, waham, namyślam, żeby po zjedzeniu i tak w końcu żałować i solennie obiecywać sobie, że nigdy więcej. Do czasu, kiedy znów nie popełnię tego błędu. Jak mam zjeść niedobre lody (niedobre lody – jak to brzmi? – jak jakiś oksymoron) to mogę zaryzykować i kupić lakrids is, pomyślałam sobie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Przyniosłam do domu i ogłosiłam: kupiłam lody lakrids. Od razu spadły na mnie gromy: „Jak to? Przecież miały być lody, nie jakieś świństwo! Nie można ci powierzyć tak ważnej misji jak kupno lodów!” I jeszcze parę innych wykrzykników. Postanowiłam przełknąć gorzką pigułkę. Trudno, najwyżej zjem sama. Raz kozie śmierć. Otworzyłam i spróbowałam. Okazały się zadziwiająco dobre.
W niczym nie przypominały charakterystycznego smaku typowych czarnych cukierków. Łzy nie stanęły mi oczach, w języku wciąż miałam czucie. Nic nie piekło. Nie zionęłam ogniem. Czyżbym już się uodporniła? Zmienił mi się smak? Naprawdę mi smakowały.
Może dlatego, że były to właściwie lody waniliowe z subtelną domieszką słonej lukrecji, dzięki czemu zyskały wyrazistego akcentu. To zaskakujące połączenie słodyczy i słono-gorzkiego smaku dało całkiem niezły efekt.

Wszystkim odwiedzającym Danię polecam lody lakrids jako miejscową ciekawostkę, pewnego rodzaju osobliwość.

Odradzam jednak zajadania się nimi na co dzień, ponieważ nigdy nie wiadomo, co kryje się za tajemniczym słowem lakrids. Podobno mieszanka lukrecji i chlorku amonu mogąca podnosić ciśnienie i prowadzić do innych problemów zdrowotnych.


KIDS vs. FOOD #17 – SALMIAKKI (SUPER SALTY LICORICE)

Nie ma jak u mamy

Polakowi mieszkającemu w Danii doskwiera wiele rzeczy. Jedną z nich jest nudne, monotonne duńskie jedzenie.
Polak tęskni za prawdziwą polską żywnością, za polskimi smakami: za polskim chlebem, polską kiełbasą, polskim piwem… lista produktów, za którymi tęskni Polak jest bardzo długa.
Do tego dochodzą smaki zapamiętane z dzieciństwa. Pierogi, które robiła mama, placek drożdżowy, sernik…
Każdy uważa, że to właśnie jego mama robiła najlepsze ciasta, dania, potrawy. Tych rzeczy brakuje, za tymi rzeczami się tęskni.
Na szczęście pojawiają się w Danii polskie sklepy. Dostarczają nam polskie produkty, nawet obwoźnie, tak jak w przypadku Babuni, która dociera tam, gdzie polskich produktów brakuje najbardziej.
To dzięki takiej polskiej działalności możemy znowu posmakować polskich specjałów i kto wie… może poczuć się przez chwile jak w domu, u mamy.

Czego tu nie ma

Każdy obcokrajowiec mieszkający na stałe w Danii, gdy tylko jedzie do swojego rodzinnego kraju robi zakupy. Kupuje wszystko, a najbardziej te rzeczy, których w Danii mu brakuje.
Polacy wracający do Danii, po pobycie w Polsce mają samochody zapakowane po sam dach, a czasem nawet i na dachu. Wiozą chleby, kiełbasy, piwa, wódki, słodycze, wiozą wszystko, czego tutaj nie mogą kupić.
No dobrze, ale co wiozą, gdy jadą z Danii do Polski. Przecież warto zawieźć jakieś duńskie smakołyki rodzinie i znajomym.

Przywieź coś dobrego

Spędzając urlop w Polsce poszedłem odwiedzić znajomych w firmie, w której kiedyś pracowałem. Zapytałem co u nich. Tam niewiele się zmieniło. Zapytali co u mnie. U mnie sporo się pozmieniało. Pracuję i mieszkam w Danii. Zaczęła się rozmowa, znajomi ciekawi, co to ta Dania jest, bo niby kraj nie tak daleko położony, ale niewiele o nim wiadomo.
„Następnym razem, jak przyjedziesz, przywieź nam coś dobrego” – powiedzieli.
„Co tam mają dobrego? Wódki? Maja dobre wódki?”
„Nie, wódek nie mają dobrych.”
„To może słodycze, czekolady?”
„Nie, słodyczy też nie mają dobrych.”
„To może coś z jedzenia. Co mają dobrego do jedzenia?”
„Jedzenie… hmm… jedzenie też nie jest dobre…”

Wyglądało na to, że po prostu nie chce im nic przywieźć. Żeby zatrzeć to wrażenie, na następną wizytę przyjechałem przygotowany, kupiłem sztandarowy duński trunek – Gammel Dansk. Wypiliśmy po kieliszku. Popatrzyli na mnie, na siebie, znowu na mnie. Twarze jakieś niewyraźne. Spodziewali się czegoś lepszego. Butelkę osuszyliśmy, ale Gammel Dansk, dla polskich smakoszy wódek wysokoprocentowych okazał się zwykłym syropem na kaszel. Ani dobry, ani w głowie nie zaszumiało.

Dania dla jarosza

Pod koniec lat 90-tych, mój znajomy – wegetarianin, który pół życia spędził w Indiach, przyjechał ze swoją narzeczoną do Danii, w odwiedziny do jej rodziców.
Wyobraźcie sobie indyjskie jedzenie. Potrawy pełne kolorów. Wszystkie smaki: słony, ostry, słodki, kwaśny, gorzki, nawet jest smak neutralny. Wszystko zachęca zapachem, wyglądem. Człowiek najpierw syci się oczami, potem dopiero napełnia żołądek. Trudno uwierzyć, że to wszystko są bezmięsne potrawy. Nie potrzeba mięsa, wszystko jest tak pysze, że nawet nie zauważasz, że to dania jarskie.
Ten człowiek, przyzwyczajony do takiej kuchni, przyjeżdża do Danii. Rodzice narzeczonej wiedzą, że jest wegetarianinem, więc przygotowują potrawę specjalnie dla niego. I …dostaje na półmisku ugotowanego kalafiora. To wszystko. To już. To cały wegetariański obiad.
Chciałbym widzieć wtedy jego minę… zaraz… chyba widziałem taką minę u znajomych, którzy domagali się przywiezienia czegoś dobrego z Danii.

Mamy dość

Potrzebujesz czosnek do potrawy, możesz kupić – chiński, ale i tak masz szczęście, bo jeszcze piętnaście lat temu tutaj nie wiedzieli jak czosnek wygląda.
Chcesz kupić jogurt, proszę bardzo, są dwa smaki do wyboru. Tak samo soki: jabłkowy lub pomarańczowy.
Chcesz mydło, jest jedno! Jeśli ci nie odpowiada, ale co gorsze lubisz odmianę musisz sobie je przywieźć. Myślałem, że ja tylko przywożę kostki mydła, ale nie. Znajomy, który ma rodzinę w Anglii, za każdym razem gdy ich odwiedza kupuje i przywozi ze sobą mydło!

O co chodzi? Co tu jest nie tak? Tutaj niczego nie ma!
Jednak Duńczycy uważają, że mają wszystkiego dosyć i nie potrzebują więcej. Po co im wybór. Przecież to co oferują im sklepy, co oferuje im państwo jest najlepsze. Dlaczego mieliby chcieć czegoś innego?
Tak, mają dosyć wszystkiego.
Właściwie to nie mają tylko jednej rzeczy: nie mają potrzeb. Ale jakie można mieć potrzeby, skoro myśli się, że ma się wszystko?

czego tu nie ma e-migranci.net

 

 

.

Video
Facebook