Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

film

Lise Nørgaard – matka Matadora

Za każdym razem, gdy zabieram się za naukę duńskiego, pojawia się nazwisko Lise Nørgaard. Zaczęło się od jednego z najsłynniejszych duńskich seriali: „Matador”. Chyba każdy mieszkający w Danii przynajmniej o nim słyszał, jeśli nie oglądał. Jego pomysłodawczynią i współautorką scenariusza jest właśnie Lise Nørgaard. „Matador” to serial telewizyjny nakręcony w latach 1978 – 1982, emitowany w 24 odcinkach, którego akcja rozgrywa się w latach 1929 – 1947, czyli od Wielkiej Depresji po II wojnę światową w prowincjonalnym, fikcyjnym miasteczku Korsbæk. Opowiada historię dwóch rodzin pokazaną na tle szerokiego spektrum społeczeństwa, jego przemian oraz postaw wobec najtrudniejszych wyzwań. Serial w dużej mierze przyczynił się do budowy świadomości i poczucia tożsamości Duńczyków. Poważna tematyka okraszona jest charakterystycznym ciepłym, nieco absurdalnym humorem, który potrafi rozładować napięcie wynikające z powagi sytuacji. I to właśnie ten humor cechuje Lise Nørgaard.

„Volmer” był kolejną pozycją autorstwa Lise Nørgaard. Wpadł mi w ręce przypadkowo. Koleżanka z pracy przyniosła mi kilka swoich ulubionych książek, żebym przy okazji miłej lektury uczyła się duńskiego. Jedną z nich był właśnie „Volmer – portræt af en samfundssøtte”.
– „Volmera” przeczytaj koniecznie, powiedziała. – Zaśmiewałam się przy nim do łez.
Rzeczywiście, książka o niegrzecznym chłopcu w bardzo zabawny sposób obnaża śmiesznostki prowincjonalnej mentalności międzywojennej społeczności. Jest lekko napisana i zaprawiona dużą dozą ironii. Bardzo sympatyczna lektura.

W końcu postanowiłam dowiedzieć się więcej o Lise Nørgaard. Sięgnęłam po książkę – wywiad: „Fruen kommer i dag” z 2104 roku. Z 97 letnią wówczas Lise Nørgaard rozmawia Cecilie Frøkjær. Po lekturze stwierdzam, że osoby długowieczne zawdzięczają dobry stan zdrowia nie tylko genom, ale ponad wszystko poczuciu humoru i pozytywnemu podejściu do życia. Każdemu w życiu zdarza się popełnić jakieś głupstwa, ale sztuką jest nie rozpamiętywać ich, nie skupiać się na swoich nieszczęściach, nie rozwodzić się nad nimi i nie zatruwać nimi życia sobie i innym. Taka jest Lise Nørgaard.
Może taka już jej natura, a może nauczyła się żyć nie komplikując sobie życia zbędnymi troskami od psów? Psy towarzyszyły jej całe życie. W 1980 roku napisała nawet książkę o psiej tematyce: „En hund i huset”. Jest to książka o jej własnym psie – pudlu królewskim o imieniu Puk i o tym co się działo od momentu decyzji kupna psa, przez pierwszy szczenięcy okres i o tym co wiąże się z decyzją kupna psa: ile radości i kłopotów wnosi do życia pies, jak odpowiedzialna to decyzja, ale też ile daje w zamian bezwarunkowej miłości i szczęścia.
Może Lise Nørgaard cieszy się długim życiem, ponieważ zdrowo się odżywia i unika cukru? Opowiada zabawną anegdotkę o swoich wrażeniach po spróbowaniu po raz pierwszy w życiu coca coli. Było to w latach 30, kiedy cola dopiero co dotarła do Danii i po pierwszym łyku Lise Nørgaard stwierdziła, że nigdy w życiu nie piła nic tak paskudnego. Tak słodka była cola i tak wstrętna wydawała się osobie nieprzyzwyczajonej do cukru.
Uważa też, że najlepszym remedium na pozostanie młodym jest uśmiech, ruch i ciekawość świata. Sama do 60 roku życia uprawiała balet, do dziewięćdziesiątki jeździła na nartach. Do dziś pływa. Młodość nosi wewnątrz. To nie wygląd, ale zainteresowanie sztuką i światem, śledzenie co się dzieje wokół, czytanie dobrych książek, wyjście z przyjaciółmi do teatru lub na koncert. Wszystko to sprawia, że jest się młodym – młodym duchem, że chce się żyć. Trzeba mieć dystans do siebie i świata.
Jak to jest mieć 99 lat? Być mamą, babcią, prababcią. Być osobą znaną i lubianą, twórczynią „Matadora”?


Hyldest til Lise Nørgaard – 99 år!

Mojn – obciach czy chluba południa Jutlandii?

Telewizja duńska transmitowała niedawno film „Frygtelig Lykkelig” („Strasznie szczęśliwi”).
Rzecz rozgrywa się w południowej Jutlandii, do której jak na zesłanie trafia młody kopenhaski policjant. Komisarz odwożąc głównego bohatera, mówi mu na pocieszenie, że nie zabawi tutaj długo, chyba że mu się spodoba, a na pożegnanie mówi „mojn” i wyjaśnia, że tak się tu mawia. Oznacza to zarówno do widzenia jak i dzień dobry. Obsypany nagrodami film: „Frygtelig Lykkelig” z 2008 roku ukazuje słowo „mojn” jako regionalizm, który daje poczucie przynależności do konkretnej społeczności, poczucie wspólnoty i tożsamości mieszkańców południowej Jutlandii. Skąd się wzięło?

Germańskie korzenie

„Mojn” jest prawdopodobnie skróconą formą „Morgen”, używanego przez Niemców jako dzień dobry, a w okolicach Berlina i Brandenburgii wypowiadanego: „Morjen”. Na początku XX wieku „mojn” dotarło do Danii wraz z rzemieślnikami, handlarzami i żołnierzami, których słownictwo podczas pobytu w Niemczech nabrało niemieckich naleciałości. Z czasem to krótkie powitanie przyjęło się na południu Jutlandii, choć nie wszyscy chętnie je przyjęli.

Mojn er forbojn

Początkowo wielu Duńczyków tępiło germanizm i próbowało wykorzenić go z duńskiej mowy zgodnie z ideą: nie będzie Niemiec dzieci nam germanił. To głównie dzieci szybko chłoną nowinki językowe i w lot podchwytują poręczne gwarowe wyrażenia. Tak było i z „mojn”. W niektórych domach w pierwszej połowie XX wieku „mojn” było zakazane. Odsyłano dzieci do kąta lub kazano myć buzię za wypowiedzenie nieczystego słowa. Dopiero w latach siedemdziesiątych „mojn” zyskało powszechną akceptację, kiedy zostało wykorzystane w sloganie promującym Sønderborg: »Mojn – vi ses i Sønderborg«.

Kultowe czy kompromitujące „mojn”?

Do dziś w zależności od części regionu używa się „mojn” w różnych znaczeniach, kontekstach i z rozmaitym nastawieniem. W niektórych miejscach mówi się „mojn” głównie na powitanie lub w przelocie, w innych tylko na pożegnanie. Gdzieniegdzie jest uniwersalne. Bywa różnie. Indywidualne jest też podejście do „mojn”. Niektórzy są z niego dumni. Daje im poczucie wyjątkowości. Uważają, że mieszkańców południowej Jutlandii wyróżnia takie swoiste powitanie i że można się nim szczycić. Inni unikają stosowania go jak ognia, twierdząc, że jest prowincjonalne i używane tylko przez ludzi, którym słoma z butów wystaje. Po filmie: „Strasznie szczęśliwi” mam raczej mieszane uczucia co do togo słowa. Film polecam.


Frygtelig lykkelig (2008)

Clint Eastwood – politycznie niepoprawny

Panowie po sześćdziesiątce to zazwyczaj panowie z „brzuszkami”. Jeśli mieli kiedykolwiek sportową sylwetkę, to wszelki ślad po niej już dawno zaginął. Panowie po sześćdziesiątce zazwyczaj tak mają, ale nie wszyscy. Nie Clint Eastwood.

Być jak Clint Eastwood

Eastwood po sześćdziesiątce wyglądał świetnie. Wyglądał tak samo jak w wieku lat dwudziestu, a może nawet lepiej. Wyprostowany, brzuch wciągnięty, głowa podniesiona do góry. Wzbudzał zaufanie. Emanowała z niego niezachwiana pewność siebie.
Dodatkowo grane przez niego role, twardych facetów z zasadami umacniały ten pozytywny wizerunek.
To wszystko sprawiło, że kiedyś zdecydowałem, że mając sześćdziesiątkę będę wyglądał jak Clint Eastwood.

Brudny Harry w walce o normalność

Jednak nie wszystkim podobał się Eastwood i grani przez niego bohaterowie.
Już w roku 1971 po filmie Brudny Harry (Dirty Harry), feministki nazwały głównego bohatera szowinistyczną świnią, a sposób postępowania detektywa Harry’ego Callahan’a krytycy określili mianem faszystowskiej moralności. Nie przeszkodziło to zagrać Eastwood’owi w kolejnych 4 częściach filmu.

Eastwood jako reżyser też nie zawsze był uwielbiany przez opinię publiczną.
Po filmach Sztandar chwały (Flags of Our Fathers) Listy z Iwo Jimy (Letters from Iwo Jima) zarzucano mu, że nie pokazał tam wcale czarnoskórych żołnierzy.
Rasistowski dowcip opowiedziany przez Walt’a Kowalskiego, głównego bohatera Gran Torino, oburzył wszystkich politycznie poprawnych. Podobną reakcję wywołała humorystyczna uwaga na temat tak zwanych „mniejszości seksualnych” wtrącona przez już 85-letniego Eastwooda podczas nagrywania Spike TV Guys Choice Awards w czerwcu tego roku.

Clint Eastwood i bohaterowie przez niego kreowani to normalni ludzie w tym coraz bardziej nienormalnym świecie. Opowiadają dowcipy, które obrażają czyjeś uczucia. Pokazują rzeczy takimi jakie są, nie takimi jakie mają być. Mają gdzieś poprawność polityczną. I tak właśnie powinno być.
Kiedyś chciałem wyglądać tak jak Eastwood, gdy będę miał sześćdziesiąt lat. Teraz, nie tylko chce wyglądać jak ok, chce być jak on.

Eastwood politycznie niepoprawny

 .

Będę latać!

Co jest tajemnicą długowieczności? Ciekawość życia? Robienie tego co się kocha? Poczucie humoru? Wszystko naraz? Znana z filmu: „Zakazane Piosenki” Danuta Szaflarska ma sto lat! Gra i cieszy się życiem. Obdarzona ogromnym poczuciem humoru aktorka powiedziała kilka lat temu: „Najbardziej lubię grać stare wiedźmy. […] A jak umrę, będę latać.” Oby żyła jeszcze długo i zarażała pogodą ducha. Anegdotki związane z jej życiem zainspirowały mnie do limeryków:

Dziewięcioletnia Danusia w Kosarzyskach
Recytowała wierszyk podczas widowiska.
„Jak ci na imię?”
Spytano dziecinę.
„Tak jak czekoladka” – słodycz z ust tryska.

Gościńcem w rodzinnych Kosarzyskach
Idzie świeżo upieczona artystka:
W szykownym kapeluszu,
By dodać animuszu.
Komediantka – mówią poczciwe ludziska.

Stuletnia, w Polsce ceniona aktorka
Musiała wygrać geny w totolotka.
Humorem życie zaprawia,
Talentem w zachwyt wprawia.
Do trzydziestki grała role podlotka.

 

Zakazane Piosenki – piosenka w tramwaju.

Uczta Babette

Jest taki duński film, któremu śmiało można przyznać palmę pierwszeństwa wśród wszystkich filmów duńskich: „Uczta Babette” – film nie tylko oscarowy, ale wręcz fenomenalny. Nakręcony w 1987 roku jest wierną ekranizacją opowiadania wybitnej duńskiej powieściopisarki Karen Blixen: „Babettes Gæstebud” i opowiada o życiu dwóch córek protestanckiego pastora w XIX wiecznej małej, szarej wiosce, położonej na wietrznym wybrzeżu zachodniej Jutlandii. Pastor głosi potrzebę ascetycznego życia jako jedynie słuszną drogę bogobojnego życia i traktuje córki jako swoją „prawicę i lewicę”. Córki podporządkowują się woli ojca, rezygnując nie tylko z ziemskiej miłości na rzecz służby Bogu, ale także z własnego szczęścia, rodziny i kariery. (Jedna z sióstr jest obdarzona jest głosem tak doskonałym, że mogłaby równać się z najlepszymi śpiewaczkami operowymi.)

Babette

Po wielu latach, gdy pastor już dawno nie żyje, do ich drzwi puka kobieta, prosząca o ratunek. W zamian za dach na głową oferuje pomoc w przygotowaniu posiłków i zajmowanie się kuchnią. Tytułowa Babette jest Francuzką, którą upadek Komuny Paryskiej zmusza do ucieczki z ojczyzny i szukania schronienia u obcych. Miłosierne siostry przyjmują ją pod swój dach. Początkowo nieufne pokazują jak przyrządzać skromne domowe jadło: suszoną rybę i zupę piwno-chlebową. Tłumaczą, że posiłki powinny być proste, gdyż folgowanie sobie w jedzeniu i piciu jest grzechem. Babette jest przecież cudzoziemką przybyłą z kraju żabojadów, dodatkowo innowierką, bo katoliczką i nie wiadomo czego można się po niej spodziewać.

„Det skal lægges i blød.”

Tu następuje niezapomniana scena, gdy siostry uczą Babette gotować, dokładnie wszystko wyjaśniając: „Det skal lægges i blød.” (Trzeba namoczyć.) Demonstrację gotowania Babette obserwuje z niewzruszonym wyrazem twarzy. Jakże wymowna jest to kamienne oblicze Babette! Nawet współczesny Polak odbiera duńskie jedzenie za monotonne i pozbawione smaku. Co dopiero musiała czuć Paryżanka, znawczyni francuskiej kuchni, widząc codzienną purytańską strawę: papkę z rozmoczonego chleba podlanego piwem! Babette kryje się za swoją małomównością ze swoimi uczuciami i przeszłością. Wiadomo tylko, że rewolucja zabrała jej rodzinę i nic jej nie pozostało. Stopniowo jednak zdobywa zaufanie sióstr i zaskarbia sobie życzliwość i wdzięczność w wiosce. Po przejęciu przez Francuzkę sterów w domowej kuchni, siostry nie tylko zyskują więcej czasu dla bliźnich, ale też oszczędności, dzięki zaradności i gospodarności nieocenionej Babette.

Wygrana Babette

Pewnego dnia z Paryża przychodzi wiadomość o wygranej na loterii. Wydarzenie to zbiega się w czasie z planowaną uroczystą setną rocznicą urodzin zmarłego pastora. Babette prosi siostry o pozwolenie przyrządzenia na tę okazję prawdziwego francuskiego obiadu. Te zgadzają się niechętnie. Babette nigdy wcześniej o nic nie prosiła, dlatego nie potrafią jej odmówić, widząc jakie to dla niej ważne. Od tego dnia Babette zmienia się nie do poznania. Odżywa, młodnieje, wstępuje w nią nowy duch. Zaczyna przygotowania. Sprowadza egzotyczne produkty z zagranicy, na widok których siostry zaczynają żalować swojej decyzji, w obawie, że wydały zgodę na sabat czarownic lub coś zgoła gorszego. Z trwogą dzielą się swoimi obawami z pozostałymi mieszkańcami wioski i wszyscy zgodnie postanawiają owego wieczoru używać języków jedynie na chwałę Boga, czyli do śpiewania psalmów i odmawiania modlitw. Aby ustrzec się od złego, będą zachowywać się, jakby jedli zwykły pokarm, wyłączając zmysł smaku i nie wspominając słowem o jedzeniu.

Uczta

Nadchodzi długo oczekiwana rocznica. Przybywają zaproszeni goście, a na stole pojawiają się kolejno wykwintne francuskie dania: zupa żółwiowa, bliny Demidoff, przepiórki w sarkofagach, a na deser świeże winogrona, brzoskwinie i figi. Do tego sery, najlepszy burgund i szampan. I tu żadne słowa nie oddadzą scen Uczty. Szara, surowa sceneria nabiera życia i kolorów. Mieszkańcy wioski początkowo odnoszą się z rezerwą do serwowanych potraw, lecz z czasem wypełnia ich błogie poczucie niewypowiedzianego szczęścia: „Biesiadnicy stawali się coraz lżejsi, im dłużej jedli i pili, i coraz lżejsze były ich serca.” Jedyną osobą, która z nieskrywanym zachwytem delektuje się serwowanymi specjałami jest obyty w świecie generał, potrafiący rozpoznać i docenić klasę każdego z dań, rocznik wina… Nie może uwierzyć, że dane mu było powtórzyć doznania ze sławnej paryskiej Cafe Anglais: „Ta kobieta przeobraża kolację w Cafe Anglais w rodzaj miłosnej intrygi – miłosnej intrygi szlachetnego i romantycznego gatunku, gdzie już się zatracają różnice między cielesnym i duchowym pragnieniem i spełnieniem.” Uczta Babette nie tylko dostarcza niezapomnianych wrażeń smakowych, ma też zbawienny wpływ na nastrój zaproszonych. Przemieniają się serca mieszkańców wioski, w zapomnienie idą stare urazy i wszystkich przepełnia uczucie nabożnej wzniosłości i miłości.

Artystka

Babette zaczarowuje gości i sprawia, że wieczór staje się swego rodzaju misterium, niezapomnianym i niepowtarzalnym przeżyciem. Jedynym w swoim rodzaju. I tak w istocie jest: to jedyny taki wieczór, gdyż Babette przeznaczyła na niego całą swoją wygraną. Przygotowała przyjęcie tak wytworne jak zwykła to czynić w przeszłości we Francji, a koszt takiej kolacji na 12 osób wynosił dokładnie tyle ile suma wygrana na loterii. Zrobiła to dla kobiet, u których znalazła ocalenie i nowy dom oraz dla ich gości, ale przede wszystkim dla siebie. Po wielu latach dostała możność stworzenia dzieła. Jako wirtuoz smaku mogła ponownie poczuć szczęście tworzenia. W głębi duszy cały czas była wielką artystką, która potrafi wyczarować coś, o czym innym nawet się nie śniło w najśmielszych snach. Kiedy siostry pytają czy skoro wydała wszystkie pieniądze, będzie teraz już do końca życia biedna, odpowiada: „Nie. Nigdy nie będę biedna. Wielki artysta nigdy nie jest biedny.”

Arcydzieło

Film jest arcydziełem pod wieloma względami. Sugestywnie przemawiając do świata zmysłów wpisuje się w nurt filmów kulinarnych. Na potrzeby filmu wszystkie potrawy zostały przygotowane pod nadzorem kopenhaskiego restauratora Jana Cocotte-Pedersena i wzniesiono się tu na wyżyny sztuki kulinarnej. W 1988 roku „Uczta Babette” otrzymała Oscara w kategorii najlepszy film zagraniczny i to był największy triumf duńskiej kinematografi w historii. W roku 1995, z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne. Łatwo znaleźć tu liczne nawiązania biblijne, np. do ostatniej wieczerzy. Film niewątpliwie zawdzięcza swoją złożoność geniuszowi Karen Blixen, ale mistrzostwo ekranizacji jej opowiadania to już zasługa Gabriela Axela. Swoją drogą, jakże bliska sercu musiała mu być „Uczta Babette”. Urodzony w Danii Gabriel Axel spędził dzieciństwo i dorastał w Paryżu. W wieku 18 lat wrócił z rodzicami do Danii, gdzie wstąpił do Duńskiego Teatru Królewskiego i uczył się aktorstwa. W Danii i Francji zajmował się produkcją seriali telewizyjnych, reżyserował i grał w filmach. Całe jego życie i twórczość związane było zarówno z Francją, jak i Danią. Długo czekał na możliwość realizacji wymarzonego filmu, a gdy został nagrodzony Oscarem zacytował „Ucztę Babette”: „Dziś wieczorem nauczyłem się, że w tym pięknym świecie wszystko jest możliwe.”

Dire Straits – Love Over Gold (tłumaczenie własne)

Idziesz po linie zawieszonej
Jesteś tancerką na cienkim lodzie
Niepomna groźby
Niepomna rady
Stawiając kroki zakazane
Świadoma swego grzechu
Darzysz miłością wszystkich wokół
Rzucając rozwagę na wiatr

W tańcu przekraczasz progi drzwi
By się przekonać co wewnątrz tkwi
I nie zostawić nic co zburzy
Szalonej harmonii twojej duszy
Aż kiedyś w końcu znów zawitasz
W miejsce, gdzie dawniej zagościłaś
Darząc miłością wszystkich wokół
Rzucając rozwagę na wiatr

Trzeba miłości ponad złoto
I ducha nad materii mocą
By zrobić to co zrobić musisz
Gdyż rzeczy, które w garści dusisz
Mogą się rozbić w drobny mak
Przez palce przeciec niczym piach.

Video
Facebook