Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Fanø

Fenja i Menja

Na Morzu Wattowym u wybrzeży południowo-zachodniej Danii leży wyspa Fanø. Dopłynąć do niej można jednym z dwóch promów: Fenja, Menja. Nazwy promów wywodzą się z nordyckiego mitu o duńskim królu Frode.

Król Frode cieszył się poważaniem i oddaniem poddanych. Za czasów jego panowania w Danii panował dobrobyt i pokój. Jak każdy król, Frode pragnął pomnażać swoje bogactwo. Nadarzyła się ku temu doskonała sposobność, jako że znalazł się w posiadaniu cudownego młyna. Młyn Grotte miał cudowną właściwość mielenia wszystkiego, czego dusza zapragnie. Był jeden szkopuł: mianowicie młyn był tak wielki i ciężki, że żaden człowiek nie był w stanie poruszyć jego żaren. Pewnego dnia podczas wyprawy do Szwecji król Frode napotkał dwie dziewice z rodu Olbrzymów: Fenję i Menję. Zachwyciły go swoją siłą i posturą, toteż zabrał je ze sobą, żeby mełły dla niego w cudownym młynie złoto, pokój i pomyślność, do czego ochoczo się zabrały. Pracowały gorliwie dzień i noc wychwalając cnoty króla, lecz gdy w końcu poprosiły o odpoczynek, owładnięty żądzą posiadania król odmówił.
To rozjuszyło Olbrzymki. Pomne swego pochodzenia, dumne z tego, że mogą poruszyć góry z posad świata, nie mogły zgodzić się na zaprzęgnięcie ich do niewolniczej pracy bez chwili wytchnienia. Nadal mełły bez ustanku, ale już nie po to, by z radością służyć szlachetnemu królowi, ale by ukarać bezlitosnego okrutnika. Nie szczęście, złoto i pokój mełły a ogień, miecz i wojnę. Już nie śpiewały na cześć króla. W swych pieśniach życzyły mu klęski i śmierci. W końcu ich życzeniom stało się zadość: morski król Mysing napadł na Frode i zabił go, a cudowny młyn wraz z dziewicami zabrał z sobą na statek, gdzie nakazał Fenji i Menji mleć sól. Mełły tak długo, aż statek nie poszedł na dno pod ciężarem soli. To dlatego morze jest słone.
Do dziś Fenja i Menja mielą sól na dnie morza, a w ryku wzburzonego żywiołu można usłyszeć odgłosy poruszanych przez nie kamieni młyńskich. Niektórzy wierzą, że młyn znajduje się w morzu pomiędzy wyspami Fanø i Mandø, gdyż tam zasolenie jest wyjątkowo duże i że  obie wyspy zawdzięczają swoje nazwy Fenji i Menji.

Fenja Menja

Leśny plac zabaw na Fanø

Za każdym razem będąc na Fanø odkrywam nowe ciekawe miejsca: Galgerev, gdzie podczas odpływu wypoczywają foki, Sønderho Gamle Fuglekøje, różne malownicze szlaki prowadzące do punktów widokowych takich jak Pælebjerg. Ostatnim odkryciem był Fanø Skovlegeplads.

Leśny plac zabaw nie jest nowoczesnym kolorowym parkiem rozrywki, raczej leśną baśniową krainą, swego rodzaju skansenem usianym drewnianymi rzeźbami i pełnym leśnych duszków. Spotkać tu można trole, sowy, krokodyle, foki, legendarne i historyczne postacie: Hansa Christiana Andersena, Robin Hooda i jego ukochaną Marion oraz baśniowe: Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków przedstawionych w dość niestandardowy sposób. Wszystko to tworzy niepowtarzalny nastrój. Harmonijnie komponuje się w naturalne leśne otoczenie i pomaga pobudzić wyobraźnię i popuścić wodze fantazji. Można też przysiąść lub powspinać się na rzeźby. Nie są to wyłącznie eksponaty do podziwiania. Mają inspirować i zachęcać do zabawy.
Nie tylko rzeźby służą do wspinaczki. Są tu także sękate pnie drzew, drabinki sznurkowe, siatki, ławeczki równoważne, tory przeszkód. Oprócz tego znajdują się też huśtawki, piaskownica, akcesoria do rodzinnych gier. Wszystko wykonane z naturalnych materiałów: drewna i sznurka.
Zmęczone zabawą dzieci znajdą ustronny kącik, gdzie rodzice mogą poczytać baśnie Andersena (w specjalnej drewnianej skrzynce przygotowano segregator z baśniami, zabezpieczonymi przed deszczem foliowymi koszulkami), albo samemu opowiedzieć baśniową historię.
Jak na Danię przystało plac zabaw urządzony jest z pomysłem. Nie zabrakło też dużego parkingu, przyzwoitych toalet oraz przestronnego, zadaszonego miejsca piknikowego, gdzie można rozpalić grill.
Teren placu zabaw nie jest sztucznie ogrodzony. Prowadzą do niego liczne ścieżki, więc wizytę w tym baśniowym miejscu można połączyć z wędrówką po okolicznych lasach i wydmach. Miejsce warte odwiedzenia. Może zaciekawić zarówno dzieci jak i dorosłych.


Fanø Skovlegeplads

Królicza plaga na Fanø

Tegoroczny urlop spędziliśmy na Fanø. Już po sezonie, więc spokój, cisza, sielanka. Rzut kamieniem od cywilizacji i codziennej krzątaniny, wydawać by się mogło, a jednak zupełnie inny świat. Nareszcie upragnione wakacje. Piękna przyroda, wydmy całe we wrzosach, kilometry plaży, no i ptaki oraz zwierzęta: foki, sarny, bażanty, dzikie króliki… No właśnie: gdzie nie spojrzeć – króliki. Można się o nie niemal potykać. Dzieci wniebowzięte. Można się przyjrzeć z bliska tym słodkim stworzonkom, podejść, nakarmić z ręki, a jak się uda nawet pogłaskać. Niesamowita frajda i atrakcja!

Miejscowy

Aż tu nagle taka scenka. Idziemy na spacer do pobliskiego lasku (skovhave). Mija nas mężczyzna na skuterku. Wiezie psa. Pies już sędziwy, więc na spacer do lasku pan wozi go motorynką i dopiero na miejscu zsiadają i trochę spacerują. Już na pierwszy rzut oka widać, że to miejscowy. Strój nie przypomina sportowej odzieży turysty: codzienna koszula, spodnie na szelkach, z nich wystaje wydatny brzuch. Na nogach typowe duńskie chodaki, czy jak się teraz mawia clogsy. Obrzuca nas nieprzyjaznym spojrzeniem. Może nie przepada za turystami? Na drodze siedzi królik. Co robi miejscowy? Zatrzymuje się, chwyta królika za tylne łapy i buch buch: ogłusza królika, uderzając jego głową o pobocze. Śmiertelnie. Po czym wyrzuca go w krzaki i jedzie dalej. Brr! Próbujemy domyślić się powodów takiego zachowania. Może nie lubi szkodników podgryzających mu uprawy? Może nawet podtruwa je jakąś chemią i potem usuwa z drogi, żeby psy się nie struły. Co się okazało?

Kaninpest

Króliki na Fanø chorują na mykomatozę tzw. kaninpest. To prawdziwa epidemia. Zarażony królik po trzech dniach zdycha, a ponieważ króliki żyją w koloniach, choroba przenosi się się błyskawicznie. Szacuje się, że dotknie 24 tysięcy dzikich królików. Ten królik na drodze też pewnie był chory. Taki królik jest niemrawy, osłabiony, ma chore oczy. Miejscowy tylko skrócił jego cierpienie. Szkoda tylko, że jeszcze go nie zakopał, bo martwy królik przyciąga chmary much i innych owadów, które dalej roznoszą chorobę. Mieszkańców wyspy nie wzrusza już widok chorych i martwych królików. To naturalna kolej rzeczy, mówią. Kiedy populacja nadmiernie się rozrasta, natura radzi sobie właśnie w ten sposób. Zaraza dziesiątkuje króliki. Wytrzebi 80%. Zostaną tylko najsilniejsze osobniki z najlepszą pulą genów. Wkrótce się odrodzą. Taki cykl trwa około 5 lat. Ot, taka odnowa biologiczna. Inaczej reagują turyści. Wstrząśnięci informują różnego rodzaju służby, zaniepokojeni losem królików, ale też bezpieczeństwem swoim i swoich psów, których łowcza natura każe polować na króliki. Na szczęście kaninpest nie zagraża zdrowiu ludzi ani innych zwierząt. Tak twierdzą biolodzy. Lepiej jednak zostawić w spokoju chorego króliczka. Zresztą nie o to chodzi by złowić króliczka…


Skaldowie – Króliczek

Fuglekøje czyli pułapka na ptaki

Zwiedzając Fanø, można natknąć się na niecodzienną atrakcję: Sønderho Gamle Fuglekøje. Jest to jedno z czterech miejsc na wyspie i w całej Danii służących w latach 1866 – 1931 do zwabiania dzikich kaczek: krzyżówek, cyraneczek, rożeńców i świstunów.
Fuglekøje to sztuczny stawek o średnicy około 50 metrów o heksagonalnym kształcie z sześcioma krętymi odnogami. Kanały te były osłonięte parawanami, pokryte siatką i zakończone pułapką. Kaczki oswajano wabiąc je do kanałów. Kiedy nauczyły się tam wchodzić, przestawały bać się ludzi i potrafiły reagować na gwizdek oznaczający karmienie, wypuszczano je. Wtedy dołączały do dzikich kaczek i podczas odpływu żerowały z nimi szukając pożywienia na odsłoniętym dnie morza. Później podczas przypływu oswojone kaczki wracały do wabika, a za nimi przylatywały dzikie. Staw mógł wydawać się im idealną ostoją, okazywał się jednak zgubną zasadzką. Łowcy zwabiali dzikie kaczki tunelami wprost w sidła, po czym zabijali i sprzedawali.
W 1907 roku Hans Christian Cornelius Mortensen – zapalony ornitolog i pierwszy obrączkarz ptaków – przywiózł na Fanø sto własnoręcznie wykonanych obrączek i odkupił od łowców sto żywych cyraneczek. Zaobrączkował je i ku zdumieniu miejscowej ludności wypuścił na wolność. Z Holandii, Francji, Hiszpanii, Irlandii i Finlandii dostał 16 wiadomości powrotnych. W ten sposób dowiedział się, do jakich krajów trafiły zaobrączkowane przez niego ptaki. Ktoś je tam złapał (często upolował), odczytał obrączkę i napisał do Mortensena, czasami opisując ciekawe okoliczności znalezienia obrączki i reakcje na znalezione obrączki. Było to przecież zupełnie nowe zjawisko.
W 1931 roku metoda wabienia kaczek do stawów pułapek została zakazana prawnie i od tego czasu miejsca te służą jedynie do obrączkowania ptaków oraz jako rodzaj skansenu. Warto odwiedzić te malowniczo położone miejsca, gdzie można znaleźć wiele ciekawych kwiatów, krzewów i drzew oraz zobaczyć i mnóstwo ciekawych owadów, motyli i oczywiście ptaków. Pod koniec sierpnia wzrok cieszą pięknie kwitnące wrzosy porastające otaczające wydmy, a z wieży widokowej wznoszącej się na terenie Sønderho Gamle Fuglekøje roztacza się wspaniały widok na Morze Wattowe.


Sønderho Old Duck Decoy Pond on Fanø

So quiet and peaceful, tranquil and blissful

Są takie miejsca na ziemi, gdzie odnaleźć można siebie. Tę cząstkę odwieczną, na co dzień drzemiącą gdzieś, ukrytą głęboko, pierwotną, nieskażoną cywilizacją: naturalną. Gdziekolwiek jestem, szukam tych miejsc zacisznych, azylu dającego schronienie, gdzie znaleźć można spokój, wewnętrzną harmonię, absolutne szczęście i wolność. Można tam poczuć się nierozerwalną częścią wszechświata, natury, oderwać od codzienności, zapomnieć o wszystkim, oczyścić myśli i choć przez chwilę po prostu być tylko sobą: beztrosko i radośnie. Albo zwyczajnie zachwycić sie pięknem przyrody. Może to być szczyt góry, na który prowadzi malowniczy szlak. Może być środek jeziora, które da się przepłynąć wpław. Mieniący się feerią barw jesienny złoto-czerwony las. Piaszczysta ławica i wygrzewające się na niej stadko fok.
Te ostatnie można zobaczyć na Fanø. Wystarczy przemierzyć wyspę, podziwiając roztaczający się wokół krajobraz. Latem wrażenie robią porośnięte wrzosami wydmy. Na południowym krańcu wyspy podczas odpływu można dotrzeć w pobliże Galgerev i poobserwować setki fok w ich naturalnym środowisku. Trzeba koniecznie zabrać lornetkę, żeby im się dobrze przyjrzeć. Foczki prezentują się wyjątkowo pociesznie, a ponieważ są też wyjątkowo ciekawskie, często zdarza się, że podpływają blisko i przypatrują się odwiedzającym ich gościom. Zresztą trzeba je zobaczyć samemu, a szczegóły przed taką wyprawą można znaleźć tu: http://www.aldus.dk/fanoe/saelerne/. Foki można spotkać też w innych miejscach takich jak: Mandø, Rømø, Skagen. Zresztą nie tylko foki, ale i inną zwierzynę oraz ptactwo. W okolicach Skagen pokazują się też morświny. Na przylądek Skagen zdecydowanie warto się wybrać, zwłaszcza na cypel Grenen. Nie tylko by podziwiać tamtejszą florę i faunę, która niewątpliwie fascynuje i urzeka, ale by zobaczyć jak spotykają sie wody cieśnin Skagerrak i Kattegat. Tam ścierają się ze sobą szare Morze Północne z zielonym Bałtykiem i jak ktoś ładnie powiedział: „chlustają sobie w mordy falami.” Wygląda to rzeczywiście jakby masy wód napierały na siebie w odwiecznej, nierozstrzygniętej walce żywiołów. Żywioły, potęga, moc, siła spokoju, natura, temat rzeka…

Queen – It’s a beautiful day.

Video
Facebook