Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

dzieci

Czy warto wychować dziecko dwujęzyczne?

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Barbary Zurer Pearson: „Jak wychować dziecko dwujęzyczne”. Książka zainteresuje na pewno wszystkich rodziców, którzy zastanawiają się czy warto wychowywać swoje dzieci na osoby dwujęzyczne i jak stworzyć dzieciom najlepsze warunki do takiego rozwoju. Autorka opisuje strategie dwujęzycznego wychowania i podaje przykłady ich zastosowania. Znaleźć tu można nie tylko szeroką wiedzę na temat rozwoju językowego dzieci (podaną w bardzo przystępny sposób), ale również praktyczne wskazówki jak na przykład:

  • Bądź konsekwentny.
  • Spraw, by używanie drugiego języka łączyło się z dodatkową nagrodą np. wycieczką, nową książką.
  • Korzystaj z różnych mediów, ale stawiaj na bezpośredni, osobisty kontakt.
  • Nie żartuj z dziecięcych pomyłek. Nie jest dobrym pomysłem „dobroduszne” śmianie się z „uroczych” pomyłek, jakie popełnia dziecko
  • Nie zmuszaj dziecka do występów przed innymi.
  • Nie poprawiaj wprost.
  • Nadaj językowi szerszy kontekst (przez podróże, kontakt z krewnymi np. dziadkami własnymi lub przybranymi).

Korzyści z dziecięcej dwujęzyczności

Dużo miejsca poświęcono tu także korzyściom płynącym z dwujęzycznego wychowania dzieci. Poza praktycznymi i emocjonalnymi (zwiększenie możliwości zawodowych, kontakt z dalszą rodziną, poznanie tradycji i kultury rodziców) istnieje też wiele innych zalet. Dzieci znające co najmniej dwa języki mają większe zdolności w zakresie komunikowania się, myślenia i poznawania. „Dwujęzyczność sprzyja przezwyciężaniu ograniczeń w postrzeganiu świata, jakie narzuca każdy język; osoby dwujęzyczne są bardziej elastyczne w myśleniu i lepiej sobie radzą w rozwiązywaniu problemów.”

Jestem sumą moich języków

Ostatni rozdział porusza zagadnienie dwujęzycznej tożsamości. Każdy język ma swoje własne kulturowe ramy. Ten sam problem widziany przez pryzmat jednego języka może jawić się nam zupełnie inaczej, gdy patrzy się przez pryzmat innego. Granice te można jednak przekraczać. Eva Hoffman – autorka książki: „Zagubione w przekładzie” tak mówi o swoich językach – polskim i angielskim: „jeden język zmienia drugi, użyźnia go, oba krzyżują się […] jeśli oba języki stają się nierozerwalną częścią twojej psychiki i świadomości, a może nawet zakorzeniają się jeszcze głębiej, wtedy mamy szansę stać się osobą językowo zintegrowaną. Dla mnie jednym z ważnych kamieni milowych w mojej dwujęzycznej podróży był moment, gdy zaczęłam śnić po angielsku. Pewnego razu miałam sen po angielsku, który wcześniej śnił mi się po polsku; to był ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że stałam się wewnętrznie dwujęzyczna.” Znajomość dwóch języków, a co za tym idzie – dwóch kultur może zatem wzbogacać wewnętrznie i prowadzić do przekraczania granic tożsamości. 

jak-wychowac-dziecko-dwujezyczne

Leśny plac zabaw na Fanø

Za każdym razem będąc na Fanø odkrywam nowe ciekawe miejsca: Galgerev, gdzie podczas odpływu wypoczywają foki, Sønderho Gamle Fuglekøje, różne malownicze szlaki prowadzące do punktów widokowych takich jak Pælebjerg. Ostatnim odkryciem był Fanø Skovlegeplads.

Leśny plac zabaw nie jest nowoczesnym kolorowym parkiem rozrywki, raczej leśną baśniową krainą, swego rodzaju skansenem usianym drewnianymi rzeźbami i pełnym leśnych duszków. Spotkać tu można trole, sowy, krokodyle, foki, legendarne i historyczne postacie: Hansa Christiana Andersena, Robin Hooda i jego ukochaną Marion oraz baśniowe: Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków przedstawionych w dość niestandardowy sposób. Wszystko to tworzy niepowtarzalny nastrój. Harmonijnie komponuje się w naturalne leśne otoczenie i pomaga pobudzić wyobraźnię i popuścić wodze fantazji. Można też przysiąść lub powspinać się na rzeźby. Nie są to wyłącznie eksponaty do podziwiania. Mają inspirować i zachęcać do zabawy.
Nie tylko rzeźby służą do wspinaczki. Są tu także sękate pnie drzew, drabinki sznurkowe, siatki, ławeczki równoważne, tory przeszkód. Oprócz tego znajdują się też huśtawki, piaskownica, akcesoria do rodzinnych gier. Wszystko wykonane z naturalnych materiałów: drewna i sznurka.
Zmęczone zabawą dzieci znajdą ustronny kącik, gdzie rodzice mogą poczytać baśnie Andersena (w specjalnej drewnianej skrzynce przygotowano segregator z baśniami, zabezpieczonymi przed deszczem foliowymi koszulkami), albo samemu opowiedzieć baśniową historię.
Jak na Danię przystało plac zabaw urządzony jest z pomysłem. Nie zabrakło też dużego parkingu, przyzwoitych toalet oraz przestronnego, zadaszonego miejsca piknikowego, gdzie można rozpalić grill.
Teren placu zabaw nie jest sztucznie ogrodzony. Prowadzą do niego liczne ścieżki, więc wizytę w tym baśniowym miejscu można połączyć z wędrówką po okolicznych lasach i wydmach. Miejsce warte odwiedzenia. Może zaciekawić zarówno dzieci jak i dorosłych.


Fanø Skovlegeplads

Leśne przedszkola w Danii

Spacerując z psem mam okazję widywać grupę dzieci bawiących się wśród kępy drzew i krzewów. Przychodzą z opiekunami na łąkę przy pastwisku, by tam spędzić część dnia, pobiegać, powspinać się i wyhasać. Widać, że dzieci nie są puszczone samopas, że słuchają opiekunów. Czasami siedzą w kółeczku i pewnie słuchają, co mówią ich panie. Może wtedy jest czas na drugie śniadanie, albo po prostu pani opowiada o czymś ciekawym i wszystkie dzieci słuchają w skupieniu. Dzieci w duńskich przedszkolach spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu. Tak jest w każdym przedszkolu, ale oprócz zwykłych przedszkoli istnieją w Danii skovbørnehaver czyli leśne przedszkola.

Zalety wychowania w lesie

Przedszkolaki zakwalifikowane do takich grup, każdego rana dowożone są do bazy leśnej i tam spędzają cały dzień: w lesie, na plaży, na łące, nad strumieniem lub stawem, różnie. W bezpośrednim kontakcie z przyrodą poznają rośliny, owady, ptaki, zwierzęta. Szukają skarbów, albo żywych stworzeń takich jak stonogi, kijanki i dowiadują się o ich zachowaniach i naturalnym środowisku. Czasami mogą jakieś żyjątko, albo inne znalezisko wziąć do pudełka i potem studiować pod mikroskopem. Dzieci chodzą do leśnych przedszkoli niezależnie od pory roku (także zimą) i bez względu na pogodę, dzięki temu nabywają kondycji i hartują się podczas codziennych spacerów, wspinania się na drzewa i innych form aktywności fizycznej. Oprócz zdrowotnych odnoszą też wiele innych korzyści. Stają się nie tylko bardziej kreatywne, ale też bardziej samodzielne i pewne siebie. Poznają życie w naturalny sposób i potrafią patrzeć na nie przez pryzmat przyrody. Widząc martwą myszkę zastanawiają się na przykład dlaczego nie żyje, co się z nią stało. Dowiadując się o prawach przyrody stają się bardziej spostrzegawcze i ciekawe świata. Z jednej strony dzieci mają dużo ruchu i większą wolność, mogą więc rozładować nadmiar energii. Z drugiej strony natura wycisza i uspokaja. W małych kilkunastoosobowych grupach nawiązują się więzi i przyjaźnie. Dzieci uczestnicząc we wspólnych niesamowitych przygodach rozwijają się emocjonalnie i społecznie. Czują się doceniane i traktowane poważnie. Uczą się uważać nie tylko na siebie, ale też na innych. Uczą się nie tylko współpracy i współczucia, ale także równowagi i koordynacji. Pedagodzy zauważają wiele pozytywów leśnych przedszkoli i ich dobroczynny wpływ na rozwój dzieci. Nawet zalecają je dzieciom z trudnościami motorycznymi, społeczno-emocjonalnymi i dzieciom ze środowisk wielojęzycznych, których rodzice są innego pochodzenia niż duńskie. Zresztą któż by nie chciał w ten sposób spędzać dzieciństwa? Bawić się w lesie czy to słońce, deszcz, czy wiatr, zamiast grzecznie siedzieć w przedszkolnych murach nad kolorowanką lub kreślić szlaczki?

Zimny chów

Choć nie każdy rodzic odważyłby się oddać dziecko do duńskiego leśnego przedszkola, popularność tego typu oferty rośnie. Obecnie 10 procent przedszkoli w Danii to leśne przedszkola. Nie tylko w Skandynawii pomysł wychowywania dzieci w lesie cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Z całego świata do Danii przyjeżdżają zainteresowani, uczyć się jak to działa. Tutejsze metody raczej nie mogą być ślepo naśladowane w innych krajach ze względu na różnice kulturowe, społeczne i środowiskowe. Skandynawia znana jest z zimnego chowu. Dzieci mają prawo dobrze się bawić. Mogą zmoknąć, pobrudzić się. Nikt się tym nie przejmuje. Tu dorośli nie obawiają się tak bardzo o bezpieczeństwo dzieci. Nikt nie chucha i dmucha na dzieci. Dzieci uczą się, jak dbać o siebie i innych bez stresu, że przyjdzie dorosły i nakrzyczy. Opiekunowie ufają dzieciom. Spokojnie tłumaczą im rzeczy, objaśniają, pomagają, kiedy trzeba. W zamian dzieci ufają swoim opiekunom i kiedy potrzebują pomocy chętnie o nią proszą. Dzieciom pozwala się na więcej, kiedy wiadomo, że są uważne, że znają granice i ich nie przekraczają.  Wtedy dziecko może nawet wspiąć się na czubek drzewa i nic złego się nie dzieje.


Kids Gone Wild: Denmark’s Forest Kindergartens

Z górki na pazurki czyli duński zimny chów – część 2

3 scenki rodzajowe z życia wzięte. Rzecz dzieje się w duńskiej szkole podstawowej.

Scenka pierwsza:

Dzieci w zerówce poznają literki i uczą się literować krótkie dwuliterowe wyrazy. Duńskie słowa są krótkie, więc istnieje dużo dwuliterowych rzeczowników np. ur (zegarek), si (sito), is (lód), fe (wróżka), bi (pszczoła) czy ar (blizna). Dzieci grają w grę polegającą na odnajdywaniu obrazków. Jedno z dzieci literuje wyraz, dwoje innych szuka odpowiednich obrazków. Kto pierwszy odnajdzie obrazek, zdobywa punkt. Wygrywa ta osoba, która zbierze więcej obrazków. Przy słowie ar dzieci żywiołowo reagują i każde pokazuje swoją bliznę: pamiątkę po rozciętym łuku brwiowym, szramę na kolanie, ślad na ręce. Każde dziecko może pochwalić się blizną i opowiedzieć skąd się wzięła i ile szwów miało zakładanych.

Scenka druga:

Przerwa. Dzieci wychodzą na boisko. Środek zimy. Styczeń. Mróz. Minus 5 stopni Celsjusza. Wszystkie maluchy wdrapują się na oblodzoną górkę i zjeżdżają z niej na plecach, pupach lub brzuchach. Głównie na brzuchach, głową w dół. Widok mrożący krew w żyłach. Tylko patrzeć aż zdarzy się wypadek. Dzieciaki zjeżdżają na łeb na szyję, pardon, z górki na pazurki. Lądują jedne na drugich. Dzieci jest naprawdę dużo. Dyżurujący nauczyciele patrzą czy dzieci się nie pozabijają. Jak któremuś z dzieci coś się stanie, oglądają jak poważne obrażenia odniosło i albo przytulają i pocieszają dziecko w przypadku drobnych stłuczeń, albo obmywają i opatrują poważniejsze rany. Nasuwa się pytanie: czy takie zabawy nie są zbyt niebezpieczne? Duńscy pedagodzy odpowiadają, że tak, są trochę niebezpieczne, ale to niesamowita frajda dla dzieci móc sobie pozjeżdżać z górki, a taka pogoda długo się nie utrzyma, więc niech korzystają z rzadkiej okazji. Po przerwie dzieci z poobijanymi kolanami i poobdzieranymi nosami i brodami wracają na lekcje. Niektóre poszkodowane, ale ogólnie bardzo zadowolone. Nie można zabraniać dzieciom dobrej zabawy. W końcu od czego jest dzieciństwo?

Scenka trzecia:

Fritidsklub. Po skończonych lekcjach dzieci idą do szkolnego klubu. Jeden z chłopców przychodzi zapłakany. Okazuje się, że jego młodszy brat właśnie miał wypadek na górce. Skaleczył się w głowę. Poważnie. Przyjechało pogotowie i zabrało go do szpitala. Chłopiec widział wypadek brata i jest przerażony i przygnębiony. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Tylko 5 szwów.

To tyle. Kropka. Trzy scenki. No comment. Wszystko zdarzyło się jednego dnia. Dodam tylko dla uzupełnienia obrazu duńskiego wychowania, że dzieci kochają swoich nauczycieli, opiekunów i pedagogów. Chętnie przybiegają do nich, żeby porozmawiać, przytulić się. Traktują ich jak przyjaciół, którym należy się szacunek z racji większego doświadczenia. Nauczyciele cieszą się autorytetem, ale to nie przeszkadza im grać z uczniami w piłkę czy wygłupiać się z dzieciakami. Nie ma dystansu. Stosunki między uczniami a nauczycielami są serdeczne. Nauczyciele są po to, żeby zaopiekować się dziećmi, zorganizować im czas, w razie czego rozwiązać problem, ale nie przeszkadzają w zabawie. Sami się do niej włączają.


Miś i Margolcia Tupu tup po śniegu

O króliku, który chce zasnąć

Chodź opowiem ci bajeczkę

Pewnego razu był sobie króliczek, który był bardzo śpiący, ale nie mógł zasnąć. Króliczek miał na imię Kalle i miał tyle latek co ty: ani więcej, ani mniej. Dokładnie tyle samo. Tak jak ty, bardzo lubił się bawić i robić różne fajne rzeczy. Mógłby się bawić cały wieczór zamiast już sobie smacznie spać.

Ukołyszę do snu

Tak mniej więcej zaczyna się szwedzka bajka zasypianka o króliczku, który nie mógł zasnąć. Duński tytuł brzmi: „Kaninen der så gerne ville sove”, a oryginalny „Kaninen som så gärna ville somna. Autorem Książki jest Carl-Johan Forssén Ehrlin. W książeczce wykorzystał różne psychologiczne techniki relaksacyjne pozwalające dziecku odprężyć się i szybko zasnąć. We wstępie zamieścił wskazówki jak należy czytać tekst: zwroty zapisane pogrubioną czcionką akcentować, te kursywą wypowiadać sennie i powoli, od czasu do czasu ziewać. Książeczkę powinno się czytać bajkowym, spokojnym głosem, gdy dziecko już skończyło się bawić i nic go nie rozprasza, gdy gotowe jest do snu. Mogą ją czytać rodzice swoim dzieciom na dobranoc, albo nianie lub przedszkolanki przed drzemką w ciągu dnia. Książka ma za zadanie łatwo uśpić dzieci i sprawić, żeby za każdym następnym razem jeszcze szybciej zapadały w spokojny sen.

Fabuła

Sama historia jest prosta. Króliczek Kalle, który ma problemy z zaśnięciem, wyrusza ze swoją mamą do wujka po pomoc. Po drodze spotykają ślimaka i sowę i otrzymują od nich dobre rady. Ślimak proponuje zwolnić tempo i robić wszystko bardzo powoli, chodzić, mówić, nawet myśleć. Sowa natomiast radzi wyobrazić sobie, że całe ciało staje się ciężkie: łapki, główka, nawet powieki. Po długiej podróży Króliczek Kalle dociera do wujka. Wujek to czarodziej i posypuje Króliczka czarodziejskim usypiającym pyłem i wypowiada zaklęcie, które sprawia, że teraz Króliczek już na pewno zaśnie. Później jeszcze Króliczek Kalle z mamą wracają do domu, do łóżeczka, ale z reguły wszystkie dzieci już śpią i nie słyszą zakończenia. Autor jednak sugeruje czytanie książki do samego końca, mimo że dzieci już dawno śpią.

Hit książkowy

Książka cieszy się ogromną popularnością nie tylko na rynku skandynawskim. W Danii znika z półek księgarni jak świeże bułeczki zwłaszcza teraz w okresie przedświątecznym, gdy wszyscy kupują prezenty pod choinkę. Została też przetłumaczona na inne języki między innymi na język angielski: „The Rabbit Who Wants to Fall Asleep”. (Królik Kalle w wydaniu angielskim nazywa się Roger). Trafiła na listę bestsellerów i powinna już być dostępna także w języku polskim. Polskie wydanie jest tłumaczeniem z języka angielskiego. Wszyscy rodzice, którzy mają problemy z usypianiem swojej pociechy, mogą teraz spróbować „uśpić smyka z pomocą królika”*.

*Hasło Uśpij SMYKA z pomocą KRÓLIKA! zaczerpnięte ze strony wydawnictwa sonia draga


‚The Rabbit Who Wants to Fall Asleep’ by Carl-Johan Forssén Ehrlin

Video
Facebook