Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Dania

Więcej wiary!

Mieszkam w Danii już dosyć długo. Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem częścią tego społeczeństwa. Jest ono hermetyczne, zamknięte, nie dopuszcza do siebie nikogo z zewnątrz. Można próbować dostać się do tego społeczeństwa, ale moim zdaniem to trud daremny.  Jestem raczej obserwatorem. Obserwuję ludzi, ich zachowania, środowisko, system.

Duńczycy

Patrzę na Duńczyków, na ich zachowania, na ich brak horyzontów, wyobraźni. Brakuje im wykształcenia, umiejętności, kompetencji, ale mają wiarę w siebie. Oni mogą zrobić wszystko, bo wierzą w siebie. Każdy z nich myśli, że jest najlepszy, jest dumny z siebie i ze swojego kraju.

Arabowie

Patrzę też na obcokrajowców w Danii. Tacy na przykład Arabowie. Oni zrozumieli już o co chodzi w Danii. Oni wiedzą, że coś takiego jak dobrze płatna praca dla emigranta tutaj nie istnieje. Jeśli chcesz zacząć dobrze zarabiać, przestań szukać pracy – zacznij tworzyć pracę. Arabowie prowadzą kioski, sklepiki, pizzerie, warsztaty lakiernicze, samochodowe. Przestali pracować za najniższą pensję, pozakładali własne firmy i pracują dla siebie. Więcej nawet, w wielu przypadkach zatrudniają Duńczyków. To oni dla nich pracują za najniższą, nie odwrotnie.

Polacy

Patrzę też na Polaków. Na to jakie prace wykonują, na to jak brakuje im wiary. Jak mało dumni są z tego kim są. Minęła właśnie kolejna rocznica odsieczy wiedeńskiej. Armie pod dowództwem króla Polski Jana III Sobieskiego uratowały Europę przed zalewem islamu z Tureckiego Imperium Osmańskiego. Polska husaria siała postrach i przerażenie, była niepokonana. 100 lat później Europa odwdzięczyła się Polsce rozbiorami. Tylko Turcja, jako jedyny naród nie uznała rozbiorów Polski okazując tym samym szacunek dla narodu, który ich pokonał.

 

Więcej wiary!

Sama Dania też wiele zawdzięcza Polakom. Potop szwedzki XVII wieku objął również Królestwo Duńskie. To Stefan Czarniecki na czele wojsk Rzeczypospolitej wyswobodził Danię. To dzięki nam Duńczycy mają własny kraj.
Nie ma bardziej zasłużonego dla Europy narodu niż naród Polski. To właśnie my mamy wiele podstaw do tego, żeby być dumnymi, żeby mieć wiarę w siebie. Mamy umiejętności, mamy wykształcenie, jesteśmy pracowici, brakuje nam tylko wiary. Więcej wiary!  Jeśli nie będzie w nas wiary nic się nie zmieni. Będziemy tak silni jak silna będzie nasza wiara.

bitwa-pod-wiedniem

.

Praca w sprzątaniu

Jak to z nami jest? Zbijamy kokosy, czy klepiemy biedę? Tak naprawdę to … ale od początku.
Pierwsza praca w Danii to zazwyczaj praca przez firmę pośredniczącą, przez agencje pracy (vikar bureau). To może być polska agencja, duńska agencja, polsko – duńska, duńsko – polska, do wyboru, do koloru. Jest tego tutaj dużo. Wszystkie mają jedną wspólną cechę: dostarczają tanią siłę roboczą na rynek pracy. Tym tańsza jest ta siła robocza im więcej obcokrajowców jest w niej zatrudnionych. Różnica stawki godzinowej między pracownikiem duńskim, a emigrantem to 30-40%. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: emigrant dostaje mniej o 30-40%. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Nie znamy języka, kultury, obyczajów. Musimy zapłacić frycowe!

Wtedy zapada decyzja: będziemy uczyć się języka! Brawo! Tak trzeba!
Państwo duńskie zupełnie za darmo umożliwia naukę duńskiego w szkole językowej (Sprog skole). Kompetencje większości nauczycieli są co najmniej wątpliwe, ale przecież „darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby”. Idziemy do szkoły. Pierwsze zajęcia, pierwsze pytania: „Jak masz na imię? Skąd jesteś? Z Polski? To pracujesz w sprzątaniu. Nie? Nie pracujesz w sprzątaniu? Przecież wszyscy Polacy pracują w sprzątaniu.”
Przeciętny Duńczyk myśli, że każdy Polak pracuje w sprzątaniu, a Polska specjalizuje się w kształceniu kadry sprzątającej.

Chodzimy do szkoły przez 3 lata, zdajemy egzamin końcowy. Tak! Teraz możemy rozwinąć skrzydła! W końcu rozumiemy co jest napisane na odcinku od wypłaty (lønseddel), który agencja pracy przysyła nam co dwa tygodnie. „Zaraz, zaraz… policzyli nam za mało godzin i brakuje dodatku za weekendy”. Sprawdzamy poprzednie odcinki wypłat, okazuje się, że te „pomyłki” to norma. Agencja pracy kroiła nas przez cały czas. Najpierw zaniżając stawkę godzinową, a potem (jakby tego było mało) zaniżając ilość przepracowanych godzin. No tak, ale teraz już znamy język, możemy dochodzić swoich praw. Razem ze „swoimi prawami” dostajemy wypowiedzenie. Co teraz? Trafiamy na zasiłek. Żeby w Danii dostać zasiłek dla bezrobotnych (dagpenge) trzeba być zapisnaym do A-kasse, opłacać składki (między 500 a 700 koron miesięcznie) i w ciągu ostatnich 3 lat przepracować minimum rok na cały etat, wyrabiając 1924 godziny (37 godzin tygodniowo x 52 tygodnie w roku = 1924 godziny). Wysokość zasiłku to … mniej więcej tyle ile zarabialiśmy w agencji pracy.

Można wysunąć z tego następujący wniosek. Będąc na zasiłku mamy taki sam dochód jak pracując 37 godzin w tygodniu, z tą różnicą, że zamiast zapier… „w sprzątaniu” siedzimy w domu i gramy cały dzień w PlayStation!
Odwróćmy teraz pierwszą część tego zdania. Pracując 37 godzin w tygodniu zarabiamy tyle ile wynosi zasiłek.

To jak to z nami jest? Zbijamy kokosy, czy klepiemy biedę? Tak naprawdę to jedno i drugie. Klepiemy biedę bo jesteśmy tutaj „klasą sprzątającą” z najniższym dochodem na poziomie zasiłku dla bezrobotnych. Zbijamy kokosy, bo wysokość zasiłku w Danii to niezła pensja w Polsce.
Pamiętajmy jednak, że jesteśmy w Danii, nie w Polsce. Żyjemy w duńskiej rzeczywistości, nie w polskiej. Przestańmy godzić się na najniższe płace! Zapłaciliśmy już nasze frycowe! Czas zarabiać na duńskich warunkach!

Praca w sprzataniu - e-Migranci.net.

Attitude is altitude: postawa to podstawa

Przebywający za granicą przyjmują różne postawy. Często mówi się nawet o stresie emigracyjnym. Niektórzy są nieszczęśliwi. Nie potrafią się wtopić, zaaklimatyzować, znaleźć w nowym kraju i warunkach i choć próbują z całych sił, czują sie sfrustrowani, zestresowani, zdenerwowani, chronicznie zmęczeni i drażliwi. Mogą nawet zapadać na różnego rodzaju choroby o podłożu psychosomatycznym. Inni próbują się zintegrować. Przejmują zachowania i zwyczaje panujące w ich nowej ojczyźnie, starając się odnieść jak najwięcej korzyści z nowej sytuacji życiowej. Oczywiście obie postawy mogą się przenikać i przejawiać u tych samych osób. Człowiek przecież ewoluuje, zmienia się, przeżywa różne zawirowania życiowe, upadki i wzloty, sukcesy i porażki. „Wreszcie grupa trzecia to ci, dla których wszystko jest przede wszystkim ciekawe, niezwykłe, nieprawdopodobne, którzy chcą ten inny nie znany im dotąd świat poznać, zbadać, zgłębić. Ci potrafią uzbroić się w cierpliwość i zachować dystans (ale nie wyniosłość!), spokojny, uważny, trzeźwy wzrok.” Ten cytat z „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego wpasował mi się tu idealnie, choć Dania do Imperium ma się tak jak mikroskopijna kropla do bezmiaru oceanu. Można chyba jednak sprowadzić do jednego mianownika i porównać odczucia obcokrajowca bez względu do jakiego kraju rzuciły go losy. Właśnie ta trzecia postawa jest mi najbliższa: przyglądać się z życzliwym zainteresowaniem temu co inne, niezrozumiałe, obce, zdumiewające, czasem niepokojące, a innym razem intrygujące lub wręcz fascynujące lub zwyczajnie zabawne czy śmieszne a nawet budzące politowanie. Próbować zrozumieć, a jeśli nie można zrozumieć, to przynajmniej poznać. I na koniec piosenka: I am an alien.

Sting – Englishman in New York (tłumaczenie własne)

Nie pijam kawy, wolę herbatę mój drogi
Lubię tosty przypieczone z jednej strony
Rozpoznasz to z mojego akcentu
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Zobaczysz jak idę Piątą Aleją
W ręce zawsze noszę laskę
Dokądkolwiek idę, jest u mego boku
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Skromność, kultura nie przynoszą splendoru
Na placu boju sam zostaniesz do końca
Ogłada, rozwaga nie stanowią tu waloru
W nocy świeca jaśniejsza jest od słońca

Broń nie wystarczy, by stać się mężczyzną
Licencja nie czyni mężnym człowieka
Unikaj konfliktów, ale stań naprzeciw wrogom
Gentleman nigdy przed nikim nie ucieka

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

.

Życie na emigracji – blaski i cienie

Life abroad is about peaks and valleys or rather ebb and flow if you live in the area of Wadden Sea Natural Park (Nationalpark Vadehavet) which is much about low and high tides. Denmark is a flat country. You won’t see many peaks or hills here, maybe except some dunes on Fanø which is a fabulous part of Denmark and luckily one of many such beautiful places. Hold on… let me switch the language and start all over again:

Życie na emigracji ma swoje blaski i cienie. Ma jaśniejsze i ciemniejsze strony, jak przypływy i odpływy na obszarze Morza Wattowego. Właśnie przyroda w Danii, miejsca takie jak Fanø należą do tych piękniejszych stron. I to właśnie na pozytywach chciałabym się skupić, choć czasem słońce może przesłonić chmura. Na szczęście tu często wieje wiatr i szybko przegania chmury, a z nimi złe myśli. Na koniec piosenka: dobranoc ojczyzno.

Kabaret Starszych Panów – Już czas na sen

Dobranoc, dobranoc mężczyzno
Zbiegany za groszem jak mrówka
Dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach
Złotówki jak liście na wietrze czeredą unoszą się całą
Garściami pakujesz je w kieszeń a resztę taczkami w P.K.O.
Aż prosisz by rząd ulżył Tobie i w portfel zapuścił Ci dren
Dobranoc, dobranoc mój chłopie już czas na sen

Dobranoc, dobranoc niewiasto
Skłoń główkę na miękką poduszkę
Dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
Niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
Co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
A teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
Dobranoc, dobranoc niewiasto już czas na sen

Dobranoc, dobranoc ojczyzno
Już księżyc na czarnej lśni tacy
Dobranoc i niech Ci sie przyśnią pogodni, zamożni Polacy
że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen

.

Przychodzi emigrant do lekarza

Przychodzi emigrant do lekarza.
Lekarz pyta: „Co Panu jest?
Emigrant odpowiada: „To mnie boli, tamto boli, gorączka, w ogóle chyba umrę.”
Lekarz bada krótką chwilę, po czym mówi: „Wirus. To wszystko. Żegnam.
Emigrant: „No, ale jak to, jakieś tabletki może mam brać, albo badania zrobić dodatkowe?
Lekarz: „Nie trzeba, samo weszło – samo wyjdzie.

Opieka lekarska

Żart? Nie, tak wygląda standardowa wizyta w duńskim gabinecie lekarskim.
„Wybrałeś życie na emigracji więc musisz być zdrowy” – takie zdanie kiedyś usłyszałem. Okazuje się, że to prawda. „Jak to?” – ktoś zapyta – „To zagranicą nie ma lekarzy? Nie ma opieki lekarskiej?
Są lekarze, jest opieka lekarska. Prawdopodobnie lepsza niż w Polsce, ale jednak jakby czegoś tu brakowało… Może to różnica kulturowa, może bariera związana z językiem, a może kwestie wychowania?

Chcemy lekarstw

Idziemy do lekarza jak do kogoś, kto nam pomoże, kto uratuje nas, bo umieramy (inaczej byśmy przecież do lekarza nie poszli). Chcemy lekarstw, syropów i przede wszystkim informacji co nam dolega. Co słyszymy od lekarza: „Nie mogę pomóc, zostań 2 dni w domu i … nie przychodź do mnie z czymś takim następnym razem”.
Jesteśmy nauczeni, że od lekarza wychodzimy z garścią recept. Nawet jeśli jest na nich napisane ile razy dziennie brać witaminę C i wapno. Tego właśnie chcemy! Dajcie nam pastylki do ssania i powiedzcie, że za 7 dni będziemy zdrowi. Bo przecież tak będzie w większości przypadków.
Nie chcemy słyszeć w gabinecie lekarskim: „Nie wiem co Panu dolega.” Chcemy usłyszeć nazwę choroby, nawet jeśli nic ona nam nie mówi. Chcemy dostać lekarstwa, które (jak wierzymy) pomogą nam uporać się z chorobą.

Samo weszło, samo wyjdzie

W Danii wychodząc z gabinetu czujemy się często zaniedbani. Nadal nie wiemy co nam dolega, nie dostaliśmy lekarstw, wychodzimy z niczym. Nie mamy żadnej informacji o chorobie. Bo w sumie, co za różnica, nasz organizm i tak sobie z nią poradzi, a my po prostu mamy nie przeszkadzać.

Przychodzi emigrant do lekarza

 

.