Życie w Danii, przemyślenia i poradniki.

banki

Duński bank – wymiana waluty

„Change money, change money… marki, dolary, funty… change money…”
Kto przechodził za czasów PRL-u obok sklepów PEWEX lub BALTONA mógł usłyszeć przyciszony głos nucący taką melodię. To cinkciarze, oferujący swe usługi w zakresie nielegalnym obrotem walut. Legalnym obrotem walut zajmowało się państwo w postaci banków PeKaO, niestety kursy wymiany były nie do przyjęcia przez rynek. Cinkciarze zwani też waluciarzami lub konikami oferowali wyższe kursy wymiany, ale też wiązało się z tym proporcjonalnie wyższe ryzyko. Można było zyskać, albo można też było zostać oszukanym.
Po 89 roku handel walutami przestał być nielegalny. Od tego czasu można już było bezpiecznie wymieniać pieniądze w kantorach wymiany. Kantory powstały wszędzie. Nawet w małych miasteczkach jest ich kilka, a im bliżej granicy tym ich liczba rośnie. Można by sądzić, że tak to właśnie powinno wyglądać. Chcesz wymienić pieniądze – idziesz do kantoru. Nie podoba ci się kurs, idziesz do innego. Porównujesz, wybierasz najbardziej korzystny, a może też coś utargujesz.

Niestety, jak to zwykle bywa – w Danii jest inaczej. Z niewiadomych przyczyn nie ma kantorów. Nawet w dużych miastach  – nie ma kantorów. Zdarzają się punkty wymiany walut na lotniskach i dworcach w dużych miastach. Pisząc duże miasta mam na myśli Kopenhagę, Århus i Odense. Poza tym nie ma kantorów. Jeśli chcesz wymienić pieniądze musisz iść do banku.

Zdarzyło się tak, że chciałem wymienić duńskie korony na angielskie funty.
Wybieraliśmy się z e-Migrantką na kilka dni do Londynu, pozwiedzać. Pomyśleliśmy, że dobrze mieć tuż po przylocie trochę miejscowej waluty w kieszeni. Udaliśmy się więc do banku (tak, to ten sam bank, który z takim powodzeniem wydawał mi kartę płatniczą), żeby dopełnić transakcji. Wypłacono nam żądaną kwotę w funtach, ściągnięto jej równowartość w koronach z konta, dodając oczywiście prowizję za dokonanie transakcji. Wszystko w miłej i kulturalnej atmosferze. Wszyscy zadowoleni, przecież to nic takiego, zwykła wymiana pieniędzy w banku… Ale czy na pewno?
Gdy wylądowaliśmy w Anglii okazało się, że część z banknotów, które dostaliśmy w duńskim banku wyszła już z obiegu i jedyne co możemy z nimi zrobić to wymienić je w banku lub w kantorze! Co byliśmy zmuszeni zrobić, ponownie płacąc prowizję za transakcję.

Korzystanie z duńskiego banku to przygoda dosyć ryzykowna. Chociaż kurs oferują kiepski, to stracić można prawie  jak u cinkciarza.
„…change money… marki, dolary, funty… change money, czendz many, cindz mani…”

emigranci - dunski bank wymiana waluty.

Duński bank

W Danii jak w większości krajów Unii Europejskiej musisz mieć konto bankowe. Czy pracujesz, czy też jesteś na jednym z wielu zasiłków musisz mieć konto w banku. Nikt nie daje pieniędzy do ręki, wszystko odbywa się elektronicznie, a Ty wyposażony w plastikowe karty płatnicze powoli przestajesz czuć potrzebę posiadania portfela wypchanego banknotami. Po co? Przecież wystarczy jedna mała karta. Idziesz do banku, zakładasz konto, dostajesz kartę i załatwione! Ale czy rzeczywiście jest tak prosto. Oczywiście, że tak! Chociaż zdarzają się wyjątki.

Mały bank

Gdy pierwszy raz przyjechałem do Danii trafiłem na wyspę, na Fionię (Fyn). Tam założyłem konto w Sparekassen Faaborg. Lokalny, niewielki bank. Wszystko odbyło się tak jak powinno być. Przyszedłem, konto założyłem, kartę dostałem po kilku dniach. Przyszła pocztą. Bardzo miło, obsługa konta prosta, jak czegoś nie wiesz możesz zadzwonić. Bank na poziomie.

Duży bank

Niestety oddziały banku Sparekassen Faaborg były tylko na Fionii, więc gdy następnym razem przyjechałem do Danii – już nie na Fionię, tylko na Jutlandię postanowiłem założyć konto w banku o zasięgu ogólnokrajowym.
Wybrałem Danske Bank. Poszedłem do banku, założyłem konto, dostałem kartę po kilku dniach, przyszła pocztą. Wszystko OK, bez bólu. Do momentu, kiedy chciałem zapłacić tą kartą.

Pierwsza karta

Byłem wtedy w Kopenhadze, chciałem zapłacić w automacie za bilet na metro. Włożyłem kartę do automatu, wpisałem PIN, po czym automat wyrzucał kartę. O co chodzi? Może automat zepsuty? To do drugiego. To samo, więc chyba nie wina automatu. Może PIN’y mi się pomyliły. To możliwe. Jeśli tak, to karta pewnie już zablokowana. Dobrze, że miałem w kieszeni troche gotówki. Dzięki temu mogłem kupić bilety. Zwiedzanie Kopenhagi, gdy masz tylko trochę drobnych w kieszeni, owszem, jest możliwe, ale liczyłem na coś więcej. Gdy zobaczyłem bankomat mojego banku, zaraz pobiegłem wypróbować moja kartę. Działa! Wszystko w porzadku, nie zablokowana, PIN pamiętam. Pewnie te automaty w metrze były do d… Wypłaciłem trochę kasy i juz ze spokojem mogłem zwiedzać dalej.

Druga karta

Gdy wróciłem do swojego miasta i robiłem zakupy, znowu chciałem zapłacić tą kartą. Znowu nie działa. Sprzedawca nie ma pojęcia dlaczego, on tylko „siedzi na kasie”, nie ma pojęcia dlaczego coś działa albo coś nie działa. Poszedłem do banku wyjaśnić sprawę. Pani w banku z uśmiechem mnie poinformowała, że to karta bankomatowa, nie płatnicza. Nawet nie wiedziałem, że jeszcze coś takiego istnieje! Po jaką cholerę było dawać mi taką kartę. Ale OK, co kraj to obyczaj, może tutaj to normalne, że ludzie biegają od bankomatu do bankomatu. Grzecznie poprosiłem o nową kartę, tym razem taką, którą będę mógł płacić w sklepach.
„Oczywiście, nie ma problemu, przyjdzie pocztą, 10 dni czekać.”
Przyszła. To ja ją w kieszeń i zadowolony na zakupy. Koszyk pełen zakupów, jestem przy kasie, płace. Nie działa! Z powrotem do banku. Teraz już mniej grzecznie.
„Chciałem kartę, która mogę robić zakupy w sklepie, a znowu dostałem bezużyteczną kartę!”
Pani w banku zdziwiona.
„Jak to? Przecież tą kartą można płacić.”
„Właśnie wracam ze sklepu – Nie można!”
Pani poszła się skonsultować z inna panią. Po chwili obie panie przyszły do mnie. Druga pani podobnie zdziwiona jak pani pierwsza, tłumaczy mi, że to karta płatnicza, można nią płacić w sklepach. Ja na to, że właśnie wracam ze sklepu i nie można.
„A w jakim sklepie byłem?”
„A w Bilce!”
(Bilka to największy duński market).

„To nie możliwe!”
„Możliwe!! Przychodzę prosto ze sklepu! Nie można płacić tą kartą!”
 Ponieważ moja cierpliwość powoli się wyczerpywała, mówiłem coraz głośniej i najwyraźniej panie zrozumiały, że nie wyjdę dopóki nie dostanę takiej karty jaką chcę, pani pierwsza i pani druga poprosiły o pomoc panią trzecią. Pani trzecia wykazała się większą kompetencją.
„Ty potrzebujesz Dankort.”
„Potrzebuję kartę, którą będę mógł płacić za zakupy.”
„To Dankort. Przyjdzie pocztą. Czekać 10 dni.”
Przyszła. Poszedłem na zakupy. Zapłaciłem. Uff. Udało się.

Dankort

Duńczycy mają własny system kart płatniczych – Dankort. Działa to tylko na terenie Danii i większość czytników kart w sklepach w tym czasie obsługiwała tylko Dankort. Ale w takim razie jaki jest sens wydawania karty, której nie obsługują czytniki w większości sklepów?
Teraz sklepy pozmieniały czytniki. Teraz czytniki obsługują różne rodzaje kart. Niestety moja karta – Dankort nie zawsze działa. Może warto by iść do banku i poprosić o nową kartę. Ee, sam już nie wiem, może lepiej płacić gotówką.

Dunski bank - emigranci.net.