Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

bajki

O króliku, który chce zasnąć

Chodź opowiem ci bajeczkę

Pewnego razu był sobie króliczek, który był bardzo śpiący, ale nie mógł zasnąć. Króliczek miał na imię Kalle i miał tyle latek co ty: ani więcej, ani mniej. Dokładnie tyle samo. Tak jak ty, bardzo lubił się bawić i robić różne fajne rzeczy. Mógłby się bawić cały wieczór zamiast już sobie smacznie spać.

Ukołyszę do snu

Tak mniej więcej zaczyna się szwedzka bajka zasypianka o króliczku, który nie mógł zasnąć. Duński tytuł brzmi: „Kaninen der så gerne ville sove”, a oryginalny „Kaninen som så gärna ville somna. Autorem Książki jest Carl-Johan Forssén Ehrlin. W książeczce wykorzystał różne psychologiczne techniki relaksacyjne pozwalające dziecku odprężyć się i szybko zasnąć. We wstępie zamieścił wskazówki jak należy czytać tekst: zwroty zapisane pogrubioną czcionką akcentować, te kursywą wypowiadać sennie i powoli, od czasu do czasu ziewać. Książeczkę powinno się czytać bajkowym, spokojnym głosem, gdy dziecko już skończyło się bawić i nic go nie rozprasza, gdy gotowe jest do snu. Mogą ją czytać rodzice swoim dzieciom na dobranoc, albo nianie lub przedszkolanki przed drzemką w ciągu dnia. Książka ma za zadanie łatwo uśpić dzieci i sprawić, żeby za każdym następnym razem jeszcze szybciej zapadały w spokojny sen.

Fabuła

Sama historia jest prosta. Króliczek Kalle, który ma problemy z zaśnięciem, wyrusza ze swoją mamą do wujka po pomoc. Po drodze spotykają ślimaka i sowę i otrzymują od nich dobre rady. Ślimak proponuje zwolnić tempo i robić wszystko bardzo powoli, chodzić, mówić, nawet myśleć. Sowa natomiast radzi wyobrazić sobie, że całe ciało staje się ciężkie: łapki, główka, nawet powieki. Po długiej podróży Króliczek Kalle dociera do wujka. Wujek to czarodziej i posypuje Króliczka czarodziejskim usypiającym pyłem i wypowiada zaklęcie, które sprawia, że teraz Króliczek już na pewno zaśnie. Później jeszcze Króliczek Kalle z mamą wracają do domu, do łóżeczka, ale z reguły wszystkie dzieci już śpią i nie słyszą zakończenia. Autor jednak sugeruje czytanie książki do samego końca, mimo że dzieci już dawno śpią.

Hit książkowy

Książka cieszy się ogromną popularnością nie tylko na rynku skandynawskim. W Danii znika z półek księgarni jak świeże bułeczki zwłaszcza teraz w okresie przedświątecznym, gdy wszyscy kupują prezenty pod choinkę. Została też przetłumaczona na inne języki między innymi na język angielski: „The Rabbit Who Wants to Fall Asleep”. (Królik Kalle w wydaniu angielskim nazywa się Roger). Trafiła na listę bestsellerów i powinna już być dostępna także w języku polskim. Polskie wydanie jest tłumaczeniem z języka angielskiego. Wszyscy rodzice, którzy mają problemy z usypianiem swojej pociechy, mogą teraz spróbować „uśpić smyka z pomocą królika”*.

*Hasło Uśpij SMYKA z pomocą KRÓLIKA! zaczerpnięte ze strony wydawnictwa sonia draga


‚The Rabbit Who Wants to Fall Asleep’ by Carl-Johan Forssén Ehrlin

Bajka o ważkach

Dziś na taras przyleciała ważka. Początkowo wcale jej nie widziałam tylko słyszałam trzepot skrzydeł. Co to za mały helikopter? Spojrzałam pod daszek i zobaczyłam pięknego ogromnego owada. Przypomniała mi się bajka o ważkach. Nie pamiętam jej dokładnie, ale brzmiała mniej więcej tak: Dawno dawno temu na dnie jeziora żyła sobie rezolutna Klara. To nie pomyłka: żyła właśnie na dnie jeziora, ponieważ Klara była larwą. Zawsze uśmiechnięta, pełna życia i bardzo towarzyska. Chętnie każdemu śpieszyła z pomocą i nic nigdy nie sprawiało jej problemu. Klara miała przyjaciela o imieniu Grubcio: strasznego łakomczuszka i leniuszka. Już na pierwszy rzut oka można było odróżnić Klarę od Grubcia: ona – szybka, zwinna, pomysłowa i zawsze chętna do zabawy, on – powolny, ociężały i odrobinkę niezgrabny. Najchętniej cały czas zajadałby różne smakołyki i z zadowoleniem klepał się po okrągłym brzuszku. Grubcio kochał Klarę najbardziej na świecie i Klara kochała jego. Była jego najlepszą przyjaciółką i był w stanie wiele dla niej zrobić, więc jak tylko mógł, próbował dotrzymać jej kroku. Pewnego dnia Klara postanowiła odwiedzić ciocię Klementynę. Grubcio pomyślał sobie, że u cioci Klementyny czeka ich przepyszny podwieczorek, więc chętnie wyruszył w drogę ze swoją przyjaciółką. Nie uszli daleko, gdy Grubcio zupełnie opadł z sił. Klara nie dawała za wygraną. Wzięła nieszczęsnego Grubcia na plecy i podśpiewując sobie wesoło, powędrowała dalej. Z czasem jednak szła coraz wolniej i wolniej, Grubcio robił się coraz cięższy i cięższy. W końcu wyczerpana padła i ona. Biedna Klara zupełnie nie mogła się ruszyć. Łamało ją w krzyżu, czuła jakby przygniótł ją ogromny ciężar i nie mogła złapać tchu. Grubcio nie wiedział jak jej pomóc. Bał się, że Klara przez niego nadwyrężyła siły. Klara wydawała się z każdą chwilą coraz słabsza. Grubcio postanowił sprowadzić pomoc. Najszybciej jak tylko mógł, pośpieszył po ciocię Klementynę. Gdy Klara została sama, resztką sił wspięła się po łodydze tataraku nad powierzchnię wody, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Tam zaczęło się z nią dziać coś dziwnego. Czuła jakby za chwilę miała rozpaść się na kawałki. Ze strachu zamarła w bezruchu, ale po jakimś czasie odżyła. Poczuła jak życie mocno krąży w jej nowym ciele. Bo już nie była tą samą Klarą. Była cała odmieniona. W nowej postaci czuła się wspaniale – jak nowo narodzona. Prawie nie zwróciła uwagi na starą powłokę. Już jej nie potrzebowała. Teraz była Klarą-Migotką. W promieniach słońca stała się bardzo kolorowa, błyszczała i mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, a na plecach wyrosły jej skrzydła. Zadziwiona rozłożyła je i zaczęła nimi delikatnie poruszać, aż fru i uniosła się nad taflą jeziora. Zachwycona zaczęła beztrosko latać. Czuła się teraz lekko i radośnie. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa. Nagle przypomniała sobie o Grubciu, który teraz pewnie umierał ze strachu. Może pomyślał, że go zostawiła i tęskni za nią, albo martwi się, że stało się jej coś złego? Musi natychmiast wrócić do jeziora i powiedzieć mu co ją spotkało, o tym jak tu jest pięknie i jak cudownie jest wzbić się w powietrze na skrzydłach i oglądać świat z wysoka. Choć bardzo się starała, nie mogła już wrócić do jeziora. Przysiadała tylko na tafli wody, zaglądając w jej głębiny, gdzie został jej przyjaciel. Może zobaczy ją i któregoś dnia i dołączy do niej? Na pewno. Przecież będzie tu bliziutko czekając na niego.

A tu jeszcze bajka o ważkach ze strony www.bajkownia.org

Latem, o świcie, gdy rosy krople
jak perły zdobią pajęczyn sznury,
wychodzą z wody stworki okropne,
szukając miejsca by zmienić skórę.

To uwięzione dotąd pod wodą,
ważkowe larwy, bez skrzydeł jeszcze,
włażą na trzciny z wielką ochotą
i zastygają, chłonąc powietrze.

Już jednej pęka za głową pancerz,
bo na świat wyjść chce córka husarza,
dorosła ważka, drapieżny tancerz
o czterech skrzydłach na wzór witraża.

Najpierw wysuwa głowę ogromną,
a później resztę, w tym skrzydeł błonki,
Ze skórą bladą i pomarszczoną.
raźno pompuje powietrze w członki.

Wydłuża odwłok, skrzydła prostuje,
rozkłada wszystkie cztery na boki
a ciepłe słonko palcem maluje
na całym ciele zielone wzorki.

Chwilę tak wisi jakby zdumiona,
że wolna jest już i może latać.
Nagrzewa w słońcu nagie ramiona
z radości pragnie do góry skakać.

Wreszcie się zrywa z wiatru furkotem,
tańczy jak nimfa nad lustrem wody,
cieszy się bardzo tym pierwszym lotem,
będzie tak tańczyć aż przyjdą chłody.


Raz Dwa Trzy – Pod niebem pełnym cudów

Baj bajeczka na dobranoc

Nie ma to jak zasypiać przy bajce opowiadanej przez mamę lub tatę. Wyjątkowe chwile przepełnione czułością, ciepły bajkowy głos, powolnie tocząca się opowieść: wszystko to składa się na niezapomniane momenty szczęścia. Jest bezpiecznie i przytulnie – ciepło i puchato. Wraz z bajkowymi postaciami można przeżywać ich przygody, posłuchać jak radzą sobie z nowymi, trudnymi sytuacjami. Po całym dniu pełnym wrażeń bajeczka ukołysze do snu i wiadomo, że wszystko będzie dobrze i że przyśni się coś naprawdę fantastycznego. Każdy kto zasypiał przy bajkach opowiadanych przez rodziców, będzie umiał usypiać swoje dzieci bajkami. Kto jednak nie wie jak się do tego zabrać, może skorzystać z porad Pawła Księżyka, który na swojej stronie: bajki-zasypianki.pl radzi jak opowiadać proste bajki i dzieli się swoimi zasypiankami.


Piosenka na B

Świerszcz i mrówki

„Konik polny i Mrówka” Jeana de la Fontaine’a

Jean de la Fontaine jest autorem znanej i powszechnie lubianej bajki: „Konik Polny i Mrówka”:

tłumaczenie
Władysława Noskowskiego

Niepomny jutra, płochy i swawolny,
Przez całe lato śpiewał konik polny.
Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy –
Gorzko zapłakał biedaczek.
”Gdybyż choć jaki robaczek.
Gdyby choć skrzydełko muchy
Wpadło mi w łapki… miałbym bal nie lada!”
To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
„Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
Oddam z procentem – słowo honoru!”
Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(Jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:
„Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?”
„Śpiewałem sobie.” – „Więc za to
Tańcujże teraz, nieboże!”

tłumaczenie
Franciszka Morawskiego

Konik polny, co swój cały
pośród lata czas prześpiewał,
tak był na zimę zgłodniały,
że tylko wiatr nim powiewał.
Żeby też odrobina jaka
z muchy lub robaka —
nic zgoła!
A więc idzie, płacze, woła,
u skrzętnej mrówki kołace.
Pożycz, jej, pożycz, powiada —
Kilka ziarnek dla sąsiada.
Jakem konik, tak zapłacę,
by tylko sierpień zawitał,
prowizyą i kapitał. —
Mrówka na to: — opatrz Boże,
ja nikomu nie pożyczam:
do wad to moich policzam,
nawet nie najmniejszych może,
ale już mię nie poprawisz.
Raczej odpowiedz mi na to:
cóżeś robił całe lato,
że się dziś żebranką bawisz? —
— Tak w dziennej, jak w nocnej dobie,
wciąż śpiewałem bez ustanku.
— Śpiewałeś? dobrze, kochanku,
teraz skakaj sobie…

„Konik Polny i Mrówka” Władysława Starewicza

W 1912 roku w Kopenhadze odbyła się premiera filmu Władysława Starewicza: „Konik Polny i Mrówka”, będąca adaptacją bajki. Władysław Starewicz był polskim animatorem i jednym z pierwszych w świecie twórców animacji, genialnym eksperymentatorem, specjalistą od nowatorskich efektów specjalnych, pionierem i wirtuozem poklatkowego filmu lalkowego, czyli filmu opartego na animacji kadr po kadrze.
Nazwisko Władysława Starewicza w Polsce jest niestety mało znane, chętnie za to przyznają się do niego zarówno Rosjanie jak i Francuzi. Zwany europejskim Waltem Disneyem prekursor filmu animowanego dokonywał cudów na ekranie. Wszystko, co podsuwała mu wyobraźnia, potrafił zrealizować, by wydobyć magię kinematografii. I tak w „Koniku Polnym i Mrówce” widać efekt zwolnionego ruchu na przykładzie opadających jesiennych liści. Dostrzec można też dopracowanie szczegółów scenografii, jej bogactwo, precyzja detali, a także dbałość o płynność i dynamikę ruchu: kiedy Mrówka załadowała cały wóz balami drewna, po czym ruszyła – z wozu, w piękny sposób zsunęła się jedna z belek, Konik Polny siedzący na liściu, kołysze się wraz z nim, a motyl unosi się w powietrzu fruwając nad łąką.
Władysław Starewicz był wielkim czarodziejem kina, a jednocześnie wspaniałym rzemieślnikiem, a także człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym, który obmyślał scenariusze własnych filmów, robił wspaniale lalki, imponujące scenografie, operował kamerą – często w niezwykle pomysłowy sposób. Był montażystą i reżyserem. Robiąc to co kochał, zachował niezależność, rezygnując z propozycji studiów filmowych w Hollywood, ponieważ nie odpowiadał mu amerykański styl pracy. Jego ekipę stanowiła rodzina, z którą stworzył jedyny w swoim rodzaju świat, zamieszkany przez zwierzątka, które uosabiały wszelkie wady, strachy i pragnienia ludzkie.

„Konik Polny i Mrówka” Disneya i w innych wydaniach

Historia Konika Polnego i Mrówki doczekała się jeszcze wielu interpretacji filmowych, literackich i muzycznych. Przykładem jest rozbrajająca disnejowska wersja z serii Silly Symphonies z 1934 roku: „The Grasshopper and the Ants”. Bajka została adresowana do najmłodszego odbiorcy i w zakończeniu mrówki przyjmują konika polnego do mrowiska, ratując od niechybnej śmierci. Ten wyraża skruchę i w zamian za gościnę odpłaca się mrówkom swoją muzyką, a właściwie zapracowuje na wikt i miejsce w mrówczym przytulisku.
Warto też wspomnieć o czechosłowackiej, przepiękniej wydanej książeczce: „Cvrček a mravenci” (Świerszczyk i mrówki) autorstwa J. Z. Nováka, którą ilustracjami opatrzył V. Kabašta, a przetłumaczył na język polski L. Kuciński.

„Świerszcz i Mrówki”

Szczególnym sentymentem darzę opowieść o Mrówkach i Koniku Polnym czy może Świerszczu (to kwestia wielce dyskusyjna; u Iwana Kryłowa na przykład głównym bohaterem była bodajże Ważka), pewnie dlatego, że kilka lat temu moja siostra przygotowywała przedstawienie inspirowane tą bajką. Aktorami byli jej uczniowie ze szkoły specjalnej, którzy odgrywali scenki do nagranej wcześniej ścieżki dźwiękowej. Pomysł i wykonanie, oczywiście oprócz piosenek, były przedsięwzięciem rodzinnym, a głosów udzielili moi najbliżsi, z wyjątkiem tytułowego Świerszcza. Zapraszam do krainy Mrówek i Świerszczyka – lekkoducha i zarazem artysty muzyka:

 

Świerszcz i mrówki.

Video
Facebook