Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Praca w sprzątaniu

Jak to z nami jest? Zbijamy kokosy, czy klepiemy biedę? Tak naprawdę to … ale od początku.
Pierwsza praca w Danii to zazwyczaj praca przez firmę pośredniczącą, przez agencje pracy (vikar bureau). To może być polska agencja, duńska agencja, polsko – duńska, duńsko – polska, do wyboru, do koloru. Jest tego tutaj dużo. Wszystkie mają jedną wspólną cechę: dostarczają tanią siłę roboczą na rynek pracy. Tym tańsza jest ta siła robocza im więcej obcokrajowców jest w niej zatrudnionych. Różnica stawki godzinowej między pracownikiem duńskim, a emigrantem to 30-40%. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: emigrant dostaje mniej o 30-40%. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Nie znamy języka, kultury, obyczajów. Musimy zapłacić frycowe!

Wtedy zapada decyzja: będziemy uczyć się języka! Brawo! Tak trzeba!
Państwo duńskie zupełnie za darmo umożliwia naukę duńskiego w szkole językowej (Sprog skole). Kompetencje większości nauczycieli są co najmniej wątpliwe, ale przecież „darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby”. Idziemy do szkoły. Pierwsze zajęcia, pierwsze pytania: „Jak masz na imię? Skąd jesteś? Z Polski? To pracujesz w sprzątaniu. Nie? Nie pracujesz w sprzątaniu? Przecież wszyscy Polacy pracują w sprzątaniu.”
Przeciętny Duńczyk myśli, że każdy Polak pracuje w sprzątaniu, a Polska specjalizuje się w kształceniu kadry sprzątającej.

Chodzimy do szkoły przez 3 lata, zdajemy egzamin końcowy. Tak! Teraz możemy rozwinąć skrzydła! W końcu rozumiemy co jest napisane na odcinku od wypłaty (lønseddel), który agencja pracy przysyła nam co dwa tygodnie. „Zaraz, zaraz… policzyli nam za mało godzin i brakuje dodatku za weekendy”. Sprawdzamy poprzednie odcinki wypłat, okazuje się, że te „pomyłki” to norma. Agencja pracy kroiła nas przez cały czas. Najpierw zaniżając stawkę godzinową, a potem (jakby tego było mało) zaniżając ilość przepracowanych godzin. No tak, ale teraz już znamy język, możemy dochodzić swoich praw. Razem ze „swoimi prawami” dostajemy wypowiedzenie. Co teraz? Trafiamy na zasiłek. Żeby w Danii dostać zasiłek dla bezrobotnych (dagpenge) trzeba być zapisnaym do A-kasse, opłacać składki (między 500 a 700 koron miesięcznie) i w ciągu ostatnich 3 lat przepracować minimum rok na cały etat, wyrabiając 1924 godziny (37 godzin tygodniowo x 52 tygodnie w roku = 1924 godziny). Wysokość zasiłku to … mniej więcej tyle ile zarabialiśmy w agencji pracy.

Można wysunąć z tego następujący wniosek. Będąc na zasiłku mamy taki sam dochód jak pracując 37 godzin w tygodniu, z tą różnicą, że zamiast zapier… „w sprzątaniu” siedzimy w domu i gramy cały dzień w PlayStation!
Odwróćmy teraz pierwszą część tego zdania. Pracując 37 godzin w tygodniu zarabiamy tyle ile wynosi zasiłek.

To jak to z nami jest? Zbijamy kokosy, czy klepiemy biedę? Tak naprawdę to jedno i drugie. Klepiemy biedę bo jesteśmy tutaj „klasą sprzątającą” z najniższym dochodem na poziomie zasiłku dla bezrobotnych. Zbijamy kokosy, bo wysokość zasiłku w Danii to niezła pensja w Polsce.
Pamiętajmy jednak, że jesteśmy w Danii, nie w Polsce. Żyjemy w duńskiej rzeczywistości, nie w polskiej. Przestańmy godzić się na najniższe płace! Zapłaciliśmy już nasze frycowe! Czas zarabiać na duńskich warunkach!

Praca w sprzataniu - e-Migranci.net.

Polecane wpisy

One Response to Praca w sprzątaniu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook