e-Migranci.net

Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Attitude is altitude: postawa to podstawa

Przebywający za granicą przyjmują różne postawy. Często mówi się nawet o stresie emigracyjnym. Niektórzy są nieszczęśliwi. Nie potrafią się wtopić, zaaklimatyzować, znaleźć w nowym kraju i warunkach i choć próbują z całych sił, czują sie sfrustrowani, zestresowani, zdenerwowani, chronicznie zmęczeni i drażliwi. Mogą nawet zapadać na różnego rodzaju choroby o podłożu psychosomatycznym. Inni próbują się zintegrować. Przejmują zachowania i zwyczaje panujące w ich nowej ojczyźnie, starając się odnieść jak najwięcej korzyści z nowej sytuacji życiowej. Oczywiście obie postawy mogą się przenikać i przejawiać u tych samych osób. Człowiek przecież ewoluuje, zmienia się, przeżywa różne zawirowania życiowe, upadki i wzloty, sukcesy i porażki. „Wreszcie grupa trzecia to ci, dla których wszystko jest przede wszystkim ciekawe, niezwykłe, nieprawdopodobne, którzy chcą ten inny nie znany im dotąd świat poznać, zbadać, zgłębić. Ci potrafią uzbroić się w cierpliwość i zachować dystans (ale nie wyniosłość!), spokojny, uważny, trzeźwy wzrok.” Ten cytat z „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego wpasował mi się tu idealnie, choć Dania do Imperium ma się tak jak mikroskopijna kropla do bezmiaru oceanu. Można chyba jednak sprowadzić do jednego mianownika i porównać odczucia obcokrajowca bez względu do jakiego kraju rzuciły go losy. Właśnie ta trzecia postawa jest mi najbliższa: przyglądać się z życzliwym zainteresowaniem temu co inne, niezrozumiałe, obce, zdumiewające, czasem niepokojące, a innym razem intrygujące lub wręcz fascynujące lub zwyczajnie zabawne czy śmieszne a nawet budzące politowanie. Próbować zrozumieć, a jeśli nie można zrozumieć, to przynajmniej poznać. I na koniec piosenka: I am an alien.

Sting – Englishman in New York (tłumaczenie własne)

Nie pijam kawy, wolę herbatę mój drogi
Lubię tosty przypieczone z jednej strony
Rozpoznasz to z mojego akcentu
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Zobaczysz jak idę Piątą Aleją
W ręce zawsze noszę laskę
Dokądkolwiek idę, jest u mego boku
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Skromność, kultura nie przynoszą splendoru
Na placu boju sam zostaniesz do końca
Ogłada, rozwaga nie stanowią tu waloru
W nocy świeca jaśniejsza jest od słońca

Broń nie wystarczy, by stać się mężczyzną
Licencja nie czyni mężnym człowieka
Unikaj konfliktów, ale stań naprzeciw wrogom
Gentleman nigdy przed nikim nie ucieka

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

.

Życie na emigracji – blaski i cienie

Life abroad is about peaks and valleys or rather ebb and flow if you live in the area of Wadden Sea Natural Park (Nationalpark Vadehavet) which is much about low and high tides. Denmark is a flat country. You won’t see many peaks or hills here, maybe except some dunes on Fanø which is a fabulous part of Denmark and luckily one of many such beautiful places. Hold on… let me switch the language and start all over again:

Życie na emigracji ma swoje blaski i cienie. Ma jaśniejsze i ciemniejsze strony, jak przypływy i odpływy na obszarze Morza Wattowego. Właśnie przyroda w Danii, miejsca takie jak Fanø należą do tych piękniejszych stron. I to właśnie na pozytywach chciałabym się skupić, choć czasem słońce może przesłonić chmura. Na szczęście tu często wieje wiatr i szybko przegania chmury, a z nimi złe myśli. Na koniec piosenka: dobranoc ojczyzno.

Kabaret Starszych Panów – Już czas na sen

Dobranoc, dobranoc mężczyzno
Zbiegany za groszem jak mrówka
Dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach
Złotówki jak liście na wietrze czeredą unoszą się całą
Garściami pakujesz je w kieszeń a resztę taczkami w P.K.O.
Aż prosisz by rząd ulżył Tobie i w portfel zapuścił Ci dren
Dobranoc, dobranoc mój chłopie już czas na sen

Dobranoc, dobranoc niewiasto
Skłoń główkę na miękką poduszkę
Dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
Niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
Co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
A teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
Dobranoc, dobranoc niewiasto już czas na sen

Dobranoc, dobranoc ojczyzno
Już księżyc na czarnej lśni tacy
Dobranoc i niech Ci sie przyśnią pogodni, zamożni Polacy
że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen

.

Przychodzi emigrant do lekarza

Przychodzi emigrant do lekarza.
Lekarz pyta: „Co Panu jest?
Emigrant odpowiada: „To mnie boli, tamto boli, gorączka, w ogóle chyba umrę.”
Lekarz bada krótką chwilę, po czym mówi: „Wirus. To wszystko. Żegnam.
Emigrant: „No, ale jak to, jakieś tabletki może mam brać, albo badania zrobić dodatkowe?
Lekarz: „Nie trzeba, samo weszło – samo wyjdzie.

Opieka lekarska

Żart? Nie, tak wygląda standardowa wizyta w duńskim gabinecie lekarskim.
„Wybrałeś życie na emigracji więc musisz być zdrowy” – takie zdanie kiedyś usłyszałem. Okazuje się, że to prawda. „Jak to?” – ktoś zapyta – „To zagranicą nie ma lekarzy? Nie ma opieki lekarskiej?
Są lekarze, jest opieka lekarska. Prawdopodobnie lepsza niż w Polsce, ale jednak jakby czegoś tu brakowało… Może to różnica kulturowa, może bariera związana z językiem, a może kwestie wychowania?

Chcemy lekarstw

Idziemy do lekarza jak do kogoś, kto nam pomoże, kto uratuje nas, bo umieramy (inaczej byśmy przecież do lekarza nie poszli). Chcemy lekarstw, syropów i przede wszystkim informacji co nam dolega. Co słyszymy od lekarza: „Nie mogę pomóc, zostań 2 dni w domu i … nie przychodź do mnie z czymś takim następnym razem”.
Jesteśmy nauczeni, że od lekarza wychodzimy z garścią recept. Nawet jeśli jest na nich napisane ile razy dziennie brać witaminę C i wapno. Tego właśnie chcemy! Dajcie nam pastylki do ssania i powiedzcie, że za 7 dni będziemy zdrowi. Bo przecież tak będzie w większości przypadków.
Nie chcemy słyszeć w gabinecie lekarskim: „Nie wiem co Panu dolega.” Chcemy usłyszeć nazwę choroby, nawet jeśli nic ona nam nie mówi. Chcemy dostać lekarstwa, które (jak wierzymy) pomogą nam uporać się z chorobą.

Samo weszło, samo wyjdzie

W Danii wychodząc z gabinetu czujemy się często zaniedbani. Nadal nie wiemy co nam dolega, nie dostaliśmy lekarstw, wychodzimy z niczym. Nie mamy żadnej informacji o chorobie. Bo w sumie, co za różnica, nasz organizm i tak sobie z nią poradzi, a my po prostu mamy nie przeszkadzać.

Przychodzi emigrant do lekarza

 

.

Jak nas widzą

Dopiero po kilku latach życia za granicą doszło do mnie, że jestem „emigrantem”. Nie wiem, co myślałem wcześniej. Pewnie nic, bo cóż mógłbym myśleć. Owszem, słyszałem o emigrantach, o emigracji, ale jakoś nigdy nie wiązałem tego ze swoją osobą. To ciekawe, bo przecież nie przyjechałem tutaj na chwilę, żeby szybko zarobić i wrócić do kraju. Przyjechałem, żeby tutaj prowadzić normalne życie. Z tego wynika, że od początku byłem emigrantem, chociaż w ogóle nie zdawałem sobie z tego sprawy. Więcej nawet, o emigracji myślałem raczej „oni” niż „my”.

Jak nas widzą ci którzy zostali, a jak ci którzy wyjechali. Oto kilka scenek rodzajowych, wziętych prosto z życia.

Scenka pierwsza: dbaj o zdrowie

Pewnego razu będąc w Warszawie na sympozjum dotyczących zdrowego stylu życia, poznałem bardzo miłą osobę mieszkającą od ponad 20 lat w Kanadzie. Powiedziała mi tak: Skoro wybrałeś życie na emigracji, to musisz dbać o siebie, musisz dbać o swoje zdrowie.”

Scenka druga: biedny milioner

Rzecz się dzieje w fabryce. Spotykam rodaka, człowiek z wyższym wykształceniem, jak to zwykle tutaj bywa, wykonuje najprostszą pracę. Przerwa (bezpłatna) – rozmawiamy i mówi tak: „Polacy w kraju myślą, że jak już jesteś 5 lat za granicą, to jesteś milionerem. Tak naprawdę, to my, pierwsze pokolenie emigrantów to biedota, ludzie najmniej zarabiający.”

Scenka trzecia: przyzwyczajony do pieniędzy

Wizyta w Polsce. Spotykam znajomego. Stała praca, kilka tysięcy na rękę. Kupił ziemię, buduje się. Myśli, żeby wyjechać, bo jak mówi: „Czasami nie starcza mi, żeby uregulować wszystkie opłaty, Ty za granicą to już zapomniałeś jak to jest, już jesteś przyzwyczajony, że masz pieniądze.”

Scenka czwarta: święta w Polsce

Święta w Polsce. Rodzina z tradycjami. Dziadek zdobywał Monte Casino z armią Andersa, pradziadek walczył z bolszewikami w 1920 roku. Siedzimy przy stole i rozmawiamy. Tematem rozmowy jest sytuacja polsko – niemieckich rodzin, zamieszkałych na stałe w Niemczech. Dzieci „mieszanych” rodziców są zmuszane do tego, żeby mówić po niemiecku. Pilnują tego niemieccy urzędnicy, którzy w wielu przypadkach, odbierają dzieci rodzicom, którzy nie przestrzegają tego rozporządzenia. Dziecko ma być niemieckie.
Kolejny poruszany temat to problemy polskich emigrantów, którzy pomimo tego, że nie mieszkają w kraju, chcą zarejestrować nowo narodzone dziecko w Polsce. Państwo i urzędy utrudniają rejestrację dzieci, wymagając coraz to innych absurdalnych dokumentów, aż w końcu rodzice rezygnują i rejestrują dziecko za granicą.
Tutaj następuje chwila ciszy, którą przerywam mówiąc: „Życie na emigracji nie jest łatwe.”

Zielona wyspa

Wielu Polaków wyjechało i wyjeżdża nadal. Na mapce można zobaczyć, gdzie jest nas najwięcej.
Polska na zielono. Nie dajmy się nabrać, to nie jest ta obiecywana „zielona wyspa”, jeśli nadal będziemy wyjeżdżać to będzie wyspa bezludna.

Polacy na emigracji mapa

.

Video

Facebook