Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Mojn – obciach czy chluba południa Jutlandii?

Telewizja duńska transmitowała niedawno film „Frygtelig Lykkelig” („Strasznie szczęśliwi”).
Rzecz rozgrywa się w południowej Jutlandii, do której jak na zesłanie trafia młody kopenhaski policjant. Komisarz odwożąc głównego bohatera, mówi mu na pocieszenie, że nie zabawi tutaj długo, chyba że mu się spodoba, a na pożegnanie mówi „mojn” i wyjaśnia, że tak się tu mawia. Oznacza to zarówno do widzenia jak i dzień dobry. Obsypany nagrodami film: „Frygtelig Lykkelig” z 2008 roku ukazuje słowo „mojn” jako regionalizm, który daje poczucie przynależności do konkretnej społeczności, poczucie wspólnoty i tożsamości mieszkańców południowej Jutlandii. Skąd się wzięło?

Germańskie korzenie

„Mojn” jest prawdopodobnie skróconą formą „Morgen”, używanego przez Niemców jako dzień dobry, a w okolicach Berlina i Brandenburgii wypowiadanego: „Morjen”. Na początku XX wieku „mojn” dotarło do Danii wraz z rzemieślnikami, handlarzami i żołnierzami, których słownictwo podczas pobytu w Niemczech nabrało niemieckich naleciałości. Z czasem to krótkie powitanie przyjęło się na południu Jutlandii, choć nie wszyscy chętnie je przyjęli.

Mojn er forbojn

Początkowo wielu Duńczyków tępiło germanizm i próbowało wykorzenić go z duńskiej mowy zgodnie z ideą: nie będzie Niemiec dzieci nam germanił. To głównie dzieci szybko chłoną nowinki językowe i w lot podchwytują poręczne gwarowe wyrażenia. Tak było i z „mojn”. W niektórych domach w pierwszej połowie XX wieku „mojn” było zakazane. Odsyłano dzieci do kąta lub kazano myć buzię za wypowiedzenie nieczystego słowa. Dopiero w latach siedemdziesiątych „mojn” zyskało powszechną akceptację, kiedy zostało wykorzystane w sloganie promującym Sønderborg: »Mojn – vi ses i Sønderborg«.

Kultowe czy kompromitujące „mojn”?

Do dziś w zależności od części regionu używa się „mojn” w różnych znaczeniach, kontekstach i z rozmaitym nastawieniem. W niektórych miejscach mówi się „mojn” głównie na powitanie lub w przelocie, w innych tylko na pożegnanie. Gdzieniegdzie jest uniwersalne. Bywa różnie. Indywidualne jest też podejście do „mojn”. Niektórzy są z niego dumni. Daje im poczucie wyjątkowości. Uważają, że mieszkańców południowej Jutlandii wyróżnia takie swoiste powitanie i że można się nim szczycić. Inni unikają stosowania go jak ognia, twierdząc, że jest prowincjonalne i używane tylko przez ludzi, którym słoma z butów wystaje. Po filmie: „Strasznie szczęśliwi” mam raczej mieszane uczucia co do togo słowa. Film polecam.


Frygtelig lykkelig (2008)

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook