Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Królicza plaga na Fanø

Tegoroczny urlop spędziliśmy na Fanø. Już po sezonie, więc spokój, cisza, sielanka. Rzut kamieniem od cywilizacji i codziennej krzątaniny, wydawać by się mogło, a jednak zupełnie inny świat. Nareszcie upragnione wakacje. Piękna przyroda, wydmy całe we wrzosach, kilometry plaży, no i ptaki oraz zwierzęta: foki, sarny, bażanty, dzikie króliki… No właśnie: gdzie nie spojrzeć – króliki. Można się o nie niemal potykać. Dzieci wniebowzięte. Można się przyjrzeć z bliska tym słodkim stworzonkom, podejść, nakarmić z ręki, a jak się uda nawet pogłaskać. Niesamowita frajda i atrakcja!

Miejscowy

Aż tu nagle taka scenka. Idziemy na spacer do pobliskiego lasku (skovhave). Mija nas mężczyzna na skuterku. Wiezie psa. Pies już sędziwy, więc na spacer do lasku pan wozi go motorynką i dopiero na miejscu zsiadają i trochę spacerują. Już na pierwszy rzut oka widać, że to miejscowy. Strój nie przypomina sportowej odzieży turysty: codzienna koszula, spodnie na szelkach, z nich wystaje wydatny brzuch. Na nogach typowe duńskie chodaki, czy jak się teraz mawia clogsy. Obrzuca nas nieprzyjaznym spojrzeniem. Może nie przepada za turystami? Na drodze siedzi królik. Co robi miejscowy? Zatrzymuje się, chwyta królika za tylne łapy i buch buch: ogłusza królika, uderzając jego głową o pobocze. Śmiertelnie. Po czym wyrzuca go w krzaki i jedzie dalej. Brr! Próbujemy domyślić się powodów takiego zachowania. Może nie lubi szkodników podgryzających mu uprawy? Może nawet podtruwa je jakąś chemią i potem usuwa z drogi, żeby psy się nie struły. Co się okazało?

Kaninpest

Króliki na Fanø chorują na mykomatozę tzw. kaninpest. To prawdziwa epidemia. Zarażony królik po trzech dniach zdycha, a ponieważ króliki żyją w koloniach, choroba przenosi się się błyskawicznie. Szacuje się, że dotknie 24 tysięcy dzikich królików. Ten królik na drodze też pewnie był chory. Taki królik jest niemrawy, osłabiony, ma chore oczy. Miejscowy tylko skrócił jego cierpienie. Szkoda tylko, że jeszcze go nie zakopał, bo martwy królik przyciąga chmary much i innych owadów, które dalej roznoszą chorobę. Mieszkańców wyspy nie wzrusza już widok chorych i martwych królików. To naturalna kolej rzeczy, mówią. Kiedy populacja nadmiernie się rozrasta, natura radzi sobie właśnie w ten sposób. Zaraza dziesiątkuje króliki. Wytrzebi 80%. Zostaną tylko najsilniejsze osobniki z najlepszą pulą genów. Wkrótce się odrodzą. Taki cykl trwa około 5 lat. Ot, taka odnowa biologiczna. Inaczej reagują turyści. Wstrząśnięci informują różnego rodzaju służby, zaniepokojeni losem królików, ale też bezpieczeństwem swoim i swoich psów, których łowcza natura każe polować na króliki. Na szczęście kaninpest nie zagraża zdrowiu ludzi ani innych zwierząt. Tak twierdzą biolodzy. Lepiej jednak zostawić w spokoju chorego króliczka. Zresztą nie o to chodzi by złowić króliczka…


Skaldowie – Króliczek

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook