Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Jak myślą Duńczycy

Koniec kwietnia. Siedzę sobie na urlopie. Za oknem jak to w Danii płyną strugi deszczu. Krajobraz rozmywa się. Z deszczem miesza się śnieg i grad. Wicher dmie na całego. (Właśnie dlatego Duńczycy na każdy urlop wybierają się do ciepłych krajów z wyjątkiem tych, którzy spędzają wolne dni na campingu bez względu na pogodę. Chyba nigdy nie uda mi się ich zrozumieć.) Nic tylko sięgnąć po książkę i to najlepiej jakąś lekką, łatwą i przyjemną. Zarówno „Don Kichot” jak i „Wilk Morski” wydali mi się zbyt ciężkostrawni. Porzuciłam więc obu w połowie, z mocnym postanowieniem skończenia ich innym razem i zabrałam się za „Autobiografię” Joanny Chmielewskiej. Można nie lubić jej twórczości, ale trzeba przyznać, że pióro miała lekkie, język giętki i do tego zdrowe podejście do życia i ogromne poczucie humoru. Można zaśmiewać się do łez czytając jej książki. Samo zdrowie. Mięśnie brzucha pracują lepiej niż podczas gimnastyki. Mięśnie twarzy również. Uśmiech z niej nie schodzi. Oczy błyszczą. Nastawienie do życia się poprawia. Panaceum na wszelką chandrę. Czytam sobie tę „Autobiografię” i nagle natrafiłam na fragment, w którym opisuje pierwsze wstrząsające wrażenia z pobytu w Danii i pracy z Duńczykami i na takie zdanie: „Okazało się, że oni myślą ze trzy razy wolniej niż my, a pracować szybko w ogóle nie potrafią.” No i proszę, kto by pomyślał, że Joanna Chmielewska dawno temu wyciągnęła te same wnioski, co ja (Jak pracują Duńczycy). Gwoli sprawiedliwości dodać muszę, że dalej pisze: „Pracują bez porównania porządniej i organizacje mają bezbłędną.”
Z innych rzeczy, które są typowe dla Duńczyków, choć nie zawsze mają związek z pracą, jest sposób w jaki odpowiadają na pytania: zwięźle.

Kto pyta nie błądzi

Trzeba się jednak nieźle nagłowić, żeby wymyślić dobre pytanie. Jeśli potrzebujesz pomocy, nie spodziewaj się, że ktoś ci ją sam z siebie zaproponuje. Musisz o nią wyraźnie poprosić. Jeśli czegoś nie wiesz, musisz zapytać. Najgorsze jeśli nie wiesz o co pytać, bo skąd u licha masz wiedzieć? Próbujesz więc zadawać różne pytania, błądząc po omacku, w duchu licząc na to, że człowiek zlituje się i domyśli, że jesteś w kropce, nie wiesz jak coś działa, o co pytać, że zwyczajnie trzeba ci pewne rzeczy ułatwić lub wytłumaczyć, wprowadzić w nowe, nieznane obszary wiedzy. Nic z tych rzeczy. Duńczyk domyślny nie jest i odpowie tylko na konkretne pytanie i nic poza tym. Możesz się dwoić i troić, żeby uzyskać cenne informacje. Jak nie znasz odpowiedniego pytania, w życiu się nie dowiesz. Najgorzej jest w urzędach i instytucjach. Na przykład u takiego lekarza. Z reguły lekarz ma ograniczony, ściśle ustalony czas na jednego pacjenta i sam z siebie nie będzie się rozwodził. Chętnie poda ci rękę na do widzenia i z ulgą zamknie za tobą drzwi. To od ciebie zależy, ile uda ci się wyciągnąć informacji. Dobrze jest mieć wszystkie pytania, choćby najgłupsze, spisane na kartce, i konsekwentnie, niczym się nie zrażając, po kolei je zadawać. Może szczęśliwym trafem jakaś odpowiedź coś ci rozjaśni i czegoś się dowiesz, może będzie można uczepić się jakiegoś słowa cudem wydartego z duńskich ust i jak po nitce do kłębka dotrzeć do jakiejś cennej informacji. Nigdy nie wiadomo, ale próbować warto. Pytać warto. Bo co jeszcze warto? A, tak, prawda: upić się warto.


Upić się warto Hemara w mistrzowskim wykonaniu!

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook