Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Bajka o ważkach

Dziś na taras przyleciała ważka. Początkowo wcale jej nie widziałam tylko słyszałam trzepot skrzydeł. Co to za mały helikopter? Spojrzałam pod daszek i zobaczyłam pięknego ogromnego owada. Przypomniała mi się bajka o ważkach. Nie pamiętam jej dokładnie, ale brzmiała mniej więcej tak: Dawno dawno temu na dnie jeziora żyła sobie rezolutna Klara. To nie pomyłka: żyła właśnie na dnie jeziora, ponieważ Klara była larwą. Zawsze uśmiechnięta, pełna życia i bardzo towarzyska. Chętnie każdemu śpieszyła z pomocą i nic nigdy nie sprawiało jej problemu. Klara miała przyjaciela o imieniu Grubcio: strasznego łakomczuszka i leniuszka. Już na pierwszy rzut oka można było odróżnić Klarę od Grubcia: ona – szybka, zwinna, pomysłowa i zawsze chętna do zabawy, on – powolny, ociężały i odrobinkę niezgrabny. Najchętniej cały czas zajadałby różne smakołyki i z zadowoleniem klepał się po okrągłym brzuszku. Grubcio kochał Klarę najbardziej na świecie i Klara kochała jego. Była jego najlepszą przyjaciółką i był w stanie wiele dla niej zrobić, więc jak tylko mógł, próbował dotrzymać jej kroku. Pewnego dnia Klara postanowiła odwiedzić ciocię Klementynę. Grubcio pomyślał sobie, że u cioci Klementyny czeka ich przepyszny podwieczorek, więc chętnie wyruszył w drogę ze swoją przyjaciółką. Nie uszli daleko, gdy Grubcio zupełnie opadł z sił. Klara nie dawała za wygraną. Wzięła nieszczęsnego Grubcia na plecy i podśpiewując sobie wesoło, powędrowała dalej. Z czasem jednak szła coraz wolniej i wolniej, Grubcio robił się coraz cięższy i cięższy. W końcu wyczerpana padła i ona. Biedna Klara zupełnie nie mogła się ruszyć. Łamało ją w krzyżu, czuła jakby przygniótł ją ogromny ciężar i nie mogła złapać tchu. Grubcio nie wiedział jak jej pomóc. Bał się, że Klara przez niego nadwyrężyła siły. Klara wydawała się z każdą chwilą coraz słabsza. Grubcio postanowił sprowadzić pomoc. Najszybciej jak tylko mógł, pośpieszył po ciocię Klementynę. Gdy Klara została sama, resztką sił wspięła się po łodydze tataraku nad powierzchnię wody, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Tam zaczęło się z nią dziać coś dziwnego. Czuła jakby za chwilę miała rozpaść się na kawałki. Ze strachu zamarła w bezruchu, ale po jakimś czasie odżyła. Poczuła jak życie mocno krąży w jej nowym ciele. Bo już nie była tą samą Klarą. Była cała odmieniona. W nowej postaci czuła się wspaniale – jak nowo narodzona. Prawie nie zwróciła uwagi na starą powłokę. Już jej nie potrzebowała. Teraz była Klarą-Migotką. W promieniach słońca stała się bardzo kolorowa, błyszczała i mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, a na plecach wyrosły jej skrzydła. Zadziwiona rozłożyła je i zaczęła nimi delikatnie poruszać, aż fru i uniosła się nad taflą jeziora. Zachwycona zaczęła beztrosko latać. Czuła się teraz lekko i radośnie. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa. Nagle przypomniała sobie o Grubciu, który teraz pewnie umierał ze strachu. Może pomyślał, że go zostawiła i tęskni za nią, albo martwi się, że stało się jej coś złego? Musi natychmiast wrócić do jeziora i powiedzieć mu co ją spotkało, o tym jak tu jest pięknie i jak cudownie jest wzbić się w powietrze na skrzydłach i oglądać świat z wysoka. Choć bardzo się starała, nie mogła już wrócić do jeziora. Przysiadała tylko na tafli wody, zaglądając w jej głębiny, gdzie został jej przyjaciel. Może zobaczy ją i któregoś dnia i dołączy do niej? Na pewno. Przecież będzie tu bliziutko czekając na niego.

A tu jeszcze bajka o ważkach ze strony www.bajkownia.org

Latem, o świcie, gdy rosy krople
jak perły zdobią pajęczyn sznury,
wychodzą z wody stworki okropne,
szukając miejsca by zmienić skórę.

To uwięzione dotąd pod wodą,
ważkowe larwy, bez skrzydeł jeszcze,
włażą na trzciny z wielką ochotą
i zastygają, chłonąc powietrze.

Już jednej pęka za głową pancerz,
bo na świat wyjść chce córka husarza,
dorosła ważka, drapieżny tancerz
o czterech skrzydłach na wzór witraża.

Najpierw wysuwa głowę ogromną,
a później resztę, w tym skrzydeł błonki,
Ze skórą bladą i pomarszczoną.
raźno pompuje powietrze w członki.

Wydłuża odwłok, skrzydła prostuje,
rozkłada wszystkie cztery na boki
a ciepłe słonko palcem maluje
na całym ciele zielone wzorki.

Chwilę tak wisi jakby zdumiona,
że wolna jest już i może latać.
Nagrzewa w słońcu nagie ramiona
z radości pragnie do góry skakać.

Wreszcie się zrywa z wiatru furkotem,
tańczy jak nimfa nad lustrem wody,
cieszy się bardzo tym pierwszym lotem,
będzie tak tańczyć aż przyjdą chłody.


Raz Dwa Trzy – Pod niebem pełnym cudów

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook