Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

e-Migrantka

Always look on the bright side of life

Każda praca ma swoje zalety i wady. Wykonując pracę fizyczną można czasami pośpiewać, potańczyć w rytm wesołej piosenki i od razu lepiej. Myślisz sobie: Always look on the bright side of life. Można też na przykład zająć czymś myśli, chociażby wierszując, rymując i klecąc limeryki. Polecam. Oto moja radosna twórczość powstała niegdyś podczas pracy:

Matrymonialny
Pewna pani z Pacanowa
Powiedziałabym, pechowa:
Kawalera zdobyć chciała,
Wzajemności, cóż, nie miała,
więc starać musiała się od nowa.

Ogrodniczy
Pewna pani z Lęborka
Kupiła alpejskiego fiołka.
Oko jej radował,
Póki sie nie pochorował
Czujne oko wykryło przędziorka.

Krasomówczy
Pewna dama w Ząbkowicach
Przemawiała na mównicach
Tak prawiła, tak głosiła,
Elokwentna bardzo była
Nie znalazła uznania na słuchaczy licach.

Medialny
Pewna panna z Warszawy
Wszystko robiła dla sławy.
O rozgłos zabiegała,
Prywatność sprzedawała,
Lecz koniec jej kariery był nieciekawy.

Sceniczny
Pięknej aktoreczce z Krakowa
Nagminnie plątały się słowa.
Na nic sufler.
Bzdury wierutne
Plotła, aż widzom puchła głowa.

i dzisiejszy limeryk:

Emigracyjny
Żyje się jak w raju w Polsce
Większość w kraju to wciąż golce.
Rękawy zakasują,
Lecz nic nie zyskują.
Coraz więcej kończy na uchodźstwie.

Na koniec piosenka:
Kabaret starszych panów – Piosenka jest dobra na wszystko

.

To be or not to be – I wonder, don’t you?

Dusza artysty, dusza wrażliwa. Mirosław Breguła, który śpiewał z Universe: „Blues na wpół do piątej rano”, Edward Stachura i jego „Siekierazada albo Zima leśnych ludzi”, Edward Żentara – odtwórca głównej roli: Janka Pradery. Możnaby długo wyliczać. Czy artysta skazany jest na bluesa? Czy czeka go koniec tragiczny? Ktoś, kto nie tylko myśli, ale też czuje. Całym sobą, każdą cząstką siebie. Nie myśleć, nie czuć, robić coś, coś zwyczajnego, zająć sie wycinką lasu, lub inną ciężką pracą jak Sixto Rodriguez w „Sugar Man”. Genialny film. Może to właśnie trzyma przy życiu, nie pozwala odlecieć za bardzo w siebie, osunąć sie w nicość. Chociaż Janek padł, nie wytrzymał. Może nie było dla niego ratunku. Może wszystko zależy od konstrukcji psychicznej, nie tylko wrażliwości. Niezgłębione są tajemnice człowiecze. Czy warto je roztrząsać?

Sixto Rodriguez – Cause (tłumaczenie własne)

 

Cause I lost my job two weeks before Christmas
And I talked to Jesus at the sewer
And the Pope said it was none of his God-damned business
While the rain drank champagne

My Estonian Archangel came and got me wasted
Cause the sweetest kiss I ever got is the one I’ve never tasted
Oh but they’ll take their bonus pay to Molly McDonald,
Neon ladies, beauty is that which obeys, is bought or borrowed

Cause my heart’s become a crooked hotel full of rumours
But it’s I who pays the rent for these fingered-face out-of-tuners
And I make 16 solid half hour friendships every evening

Cause your queen of hearts who is half a stone
And likes to laugh alone is always threatening you with leaving
Oh but they play those token games on Willy Thompson
And give a medal to replace the son of Mrs. Annie Johnson

Cause they told me everybody’s got to pay their dues
And I explained that I had overpaid them
So overdued I went to the company store
And the clerk there said that they had just been invaded
So I set sail in a teardrop and escaped beneath the doorsill
Cause the smell of her perfume echoes in my head still
Cause I see my people trying to drown the sun
In weekends of whiskey sours
Cause how many times can you wake up in this comic book
and plant flowers?

Bo straciłem pracę dwa tygodnie przed Gwiazdką
Rozmawiałem z Jezusem w kanale
Papieża nie obeszło to wcale
A deszcz raczył się szampanem

Mój estoński Archanioł przybył i mnie spoił
Bo najsłodszy pocałunek nie miał się okazać moim
Do Molly McDonald zaniosą premie za nadgodziny
Uroda wystawiona na sprzedaż, neonowe dziewczyny

Bo moje serce to hotel szemrany
Za który płacę czynsz życiem zszargany
Co wieczór zawieram 16 półgodzinnych przyjaźni odjechanych

Bo twoja dama kier serce ma jak głaz
Śmieje się strasząc odejściem raz po raz
W ich rozdaniach kartą jest Willy Thompson
Medal ma zastąpić syna pani Annie Johnson

Bo twierdzili, że każdy winien oddać swoją dolę
Wyjaśniłem, że spłaciłem już z nawiązką moją
Poszedłem do sklepu, kupić coś na zeszyt
Sprzedawca mówi, że towar właśnie wyszedł
Więc w kroplach łez podryfowałem hen

Bo wciąż chodzi za mną zapach perfum jej
Bo widzę moich jak próbują utopić słońce
W weekendy alkoholem płynące
Bo ileż można budzić się w komiksie
I sadzić forsycje?

 

 

 

 

.

W rozkroku

Emigracja ma różne podłoże. Może być na przykład polityczna lub zarobkowa. Bez względu na powody emigracji Polacy wyjeżdżając za granicę pozostają Polakami. Zwłaszcza ci, którzy uciekali przed prześladowaniami, patrioci z krwi i kości. To oni kultywują wartości narodowe. Są dumni z narodowej tradycji, historii, kultury i wiary. Mieszkają na obczyźnie, ale w głębi duszy są Polakami. Pamiętają o korzeniach. Dzięki polskiej emigracji w najtrudniejszych czasach mogła rozwijać się polska myśl polityczna. Wyjeżdżali przecież ludzie światli o szerokich horyzontach z wpływowych środowisk, którym zależało na Polsce. Środowiska polonijne interesują się tym co dzieje się w Polsce, może nawet bardziej niż niektórzy mieszkający na polskiej ziemi. Czasem z dystansu widzi się więcej i paradoksalnie dokładniej niż z bliska. Nie zaciemnia obrazu przekaz mediów, które celowo zniekształcają obraz, manipulują informacją, omamiają i ogłupiają. Nie pochłania tak bardzo szara proza życia, próba związania końca z końcem, przetrwania w ciężkich czasach, bo czasy wbrew pozorom w Polsce wcale nie są lżejsze. Dochodzi tęsknota za ojczyzną. Im się jest dalej od kraju, im rzadziej bywa się w Polsce, tym ta tęsknota większa. Obraz Polski staje się bardziej wyidealizowany, nostalgiczny. Dotyczy to również wyjeżdżających za chlebem. Oni również zawsze będą Polakami. Czy tego chcą czy nie. Może łatwiej jest czuć się jak u siebie w niektórych krajach takich jak USA, czy Australii, gdzie dominują od wielu pokoleń wielonarodowe społeczności, ale nigdy nie ma się poczucia całkowitej akceptacji przez obce społeczeństwo. Często wyjeżdża się na rok, na dwa, żeby zarobić na mieszkanie. Potem zostaje się rok dłużej, następnie kolejny rok i tak co roku planuje się powrót do kraju. Sytuacja w kraju sie nie zmienia: ani gospodarcza, ani polityczna. Mijają następne lata, ale mentalnie cały czas jest się tylko gościem, tylko na chwilę, tymczasowo. Przecież tu nie jest mój dom. Życie w metaforycznym rozkroku. Jedną nogą tu, drugą tam. Niektórzy decydują się wrócić. Po czym nie mogą się odnaleźć w ojczyźnie. Rozczarowani znów wyjeżdżają i znów tęsknią za domem. Tylko jakim domem? Co jest tym domem? Oczywiście zawsze znajdą się wyjątki: osoby, które wszędzie świetnie się czują, tacy obywatele świata, którzy mieszkają i pracują w różnych miejscach na ziemi. Specjaliści w swojej dziedzinie lub ludzie orkiestry: o wielu talentach i zdolnościach. Dodatkowo bez kompleksów, że są Polakami. I bardzo dobrze, ale to juz osobny temat… Acha, na koniec oczywiście piosenka:

Tadek Firma Solo – Dla Emigracji

 .

Attitude is altitude: postawa to podstawa

Przebywający za granicą przyjmują różne postawy. Często mówi się nawet o stresie emigracyjnym. Niektórzy są nieszczęśliwi. Nie potrafią się wtopić, zaaklimatyzować, znaleźć w nowym kraju i warunkach i choć próbują z całych sił, czują sie sfrustrowani, zestresowani, zdenerwowani, chronicznie zmęczeni i drażliwi. Mogą nawet zapadać na różnego rodzaju choroby o podłożu psychosomatycznym. Inni próbują się zintegrować. Przejmują zachowania i zwyczaje panujące w ich nowej ojczyźnie, starając się odnieść jak najwięcej korzyści z nowej sytuacji życiowej. Oczywiście obie postawy mogą się przenikać i przejawiać u tych samych osób. Człowiek przecież ewoluuje, zmienia się, przeżywa różne zawirowania życiowe, upadki i wzloty, sukcesy i porażki. „Wreszcie grupa trzecia to ci, dla których wszystko jest przede wszystkim ciekawe, niezwykłe, nieprawdopodobne, którzy chcą ten inny nie znany im dotąd świat poznać, zbadać, zgłębić. Ci potrafią uzbroić się w cierpliwość i zachować dystans (ale nie wyniosłość!), spokojny, uważny, trzeźwy wzrok.” Ten cytat z „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego wpasował mi się tu idealnie, choć Dania do Imperium ma się tak jak mikroskopijna kropla do bezmiaru oceanu. Można chyba jednak sprowadzić do jednego mianownika i porównać odczucia obcokrajowca bez względu do jakiego kraju rzuciły go losy. Właśnie ta trzecia postawa jest mi najbliższa: przyglądać się z życzliwym zainteresowaniem temu co inne, niezrozumiałe, obce, zdumiewające, czasem niepokojące, a innym razem intrygujące lub wręcz fascynujące lub zwyczajnie zabawne czy śmieszne a nawet budzące politowanie. Próbować zrozumieć, a jeśli nie można zrozumieć, to przynajmniej poznać. I na koniec piosenka: I am an alien.

Sting – Englishman in New York (tłumaczenie własne)

Nie pijam kawy, wolę herbatę mój drogi
Lubię tosty przypieczone z jednej strony
Rozpoznasz to z mojego akcentu
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Zobaczysz jak idę Piątą Aleją
W ręce zawsze noszę laskę
Dokądkolwiek idę, jest u mego boku
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

Skromność, kultura nie przynoszą splendoru
Na placu boju sam zostaniesz do końca
Ogłada, rozwaga nie stanowią tu waloru
W nocy świeca jaśniejsza jest od słońca

Broń nie wystarczy, by stać się mężczyzną
Licencja nie czyni mężnym człowieka
Unikaj konfliktów, ale stań naprzeciw wrogom
Gentleman nigdy przed nikim nie ucieka

Jeśli maniery stanowią o człowieku
On jest bohaterem naszego wieku
Trzeba odwagi, by głupocie godnie stawiać czoła
Być sobą bez względu na to co mówią dokoła

Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku
Jestem tu obcy, legalnie obcy
Jestem Anglikiem w Nowym Jorku

.

Życie na emigracji – blaski i cienie

Life abroad is about peaks and valleys or rather ebb and flow if you live in the area of Wadden Sea Natural Park (Nationalpark Vadehavet) which is much about low and high tides. Denmark is a flat country. You won’t see many peaks or hills here, maybe except some dunes on Fanø which is a fabulous part of Denmark and luckily one of many such beautiful places. Hold on… let me switch the language and start all over again:

Życie na emigracji ma swoje blaski i cienie. Ma jaśniejsze i ciemniejsze strony, jak przypływy i odpływy na obszarze Morza Wattowego. Właśnie przyroda w Danii, miejsca takie jak Fanø należą do tych piękniejszych stron. I to właśnie na pozytywach chciałabym się skupić, choć czasem słońce może przesłonić chmura. Na szczęście tu często wieje wiatr i szybko przegania chmury, a z nimi złe myśli. Na koniec piosenka: dobranoc ojczyzno.

Kabaret Starszych Panów – Już czas na sen

Dobranoc, dobranoc mężczyzno
Zbiegany za groszem jak mrówka
Dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach
Złotówki jak liście na wietrze czeredą unoszą się całą
Garściami pakujesz je w kieszeń a resztę taczkami w P.K.O.
Aż prosisz by rząd ulżył Tobie i w portfel zapuścił Ci dren
Dobranoc, dobranoc mój chłopie już czas na sen

Dobranoc, dobranoc niewiasto
Skłoń główkę na miękką poduszkę
Dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
Niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
Co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
A teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
Dobranoc, dobranoc niewiasto już czas na sen

Dobranoc, dobranoc ojczyzno
Już księżyc na czarnej lśni tacy
Dobranoc i niech Ci sie przyśnią pogodni, zamożni Polacy
że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen

.

Video
Facebook