Życie w Danii, przemyślenia i poradniki.

e-Migrant

Alergię zwalczaj głodem

Od wielu lat zmagam się z alergią, uczuleniem m.in. na pyłki traw. Jest ono tak dokuczliwe, że pomimo brania leków na alergię, w okresie pylenia jestem dosłownie wyłączony z życia. Odczulam się tabletkami grazax, ale bez widocznego efektu.

Wielu osobom udaje się pozbyć różnych dolegliwości, w tym alergii, przez zmianę żywienia i trybu życia. Dzięki znajomym trafiłem na metodę leczenia postem opracowaną przez panią doktor Ewę Dąbrowską. Post jest oparty na diecie warzywno-owocowej. Można jeść wszystkie warzywa (z wyjątkiem warzyw strączkowych, ziemniaków, kasz i ryżu) oraz z owoców, jabłka, grapefruity i cytryny. Inne produkty są wyłączone z diety. Pić można zieloną herbatę lub wodę.
Ideą diety jest nie dostarczanie organizmowi  dostateczniej ilości energii w pożywieniu. Gdy organizm nie dostając energii z zewnątrz, zacznie szukać jej wewnątrz, przetwarzając na energię wszystko co jest zbędne (martwe i chore komórki, guzy, ropnie itp). Tym samym zacznie się masowe leczenie organizmu.

Ciekawe jest to, że można jeść do woli, ale tylko te produkty, które są w diecie dozwolone. W praktyce wygląda to tak, że jesz, jesz i jesz i nie możesz się najeść. Już więcej nie zmieścisz, już boli cię szczęka od żucia, a nadal jesteś nienasycony. Nadal jesteś głodny. Taki niedosyt towarzyszy ci przez cały okres trwania postu. Cały czas jesteś trochę głodny.

Może to jest metoda, może alergię trzeba wziąć głodem!

post doktor Dabrowskiej - metoda na alergie

Motywacja. Żyj pełnią życia.

Żyj pełnią życia.
Spełniaj swoje marzenia.
Twój czas nadchodzi.

Nie pozwól by
strach, zniechęcenie,
ból, czy choroba odebrały ci marzenia.

Nic Cię nie powstrzyma.

Zadaj sobie pytanie:
z czym musisz się liczyć
i na kogo możesz liczyć.

Ustal plan działania
poustawiaj priorytety
podejmij decyzję,
zacznij żyć.
Zacznij spełniać swoje marzenia, teraz.

motywacja do biegania

Duński rynek pracy przed kryzysem i po kryzysie

W 2006 roku przyjechałem do Danii. Byłem pierwszym nie duńskojęzycznym pracownikiem w duńskiej fabryce. Mówiłem dobrze po angielsku, to wystarczało.
Gdy okazało się, że dobrze pracuję, szybko się uczę i można się ze mną porozumieć, zapytano mnie, czy nie mam znajomych w Polsce, którzy chcieliby przyjechać do pracy. Nawet nie muszą znać angielskiego, byleby chcieli pracować.

W 2006 roku obcokrajowiec, posługujący się łamanym angielskim mógł wejść prosto z ulicy do duńskiej fabryki, zapytać o pracę, a tam zaskoczeni właściciele opowiadali pytaniem:
Naprawdę chcesz tu pracować? To od kiedy możesz zacząć?”

Potem przyszedł kryzys. Firmy popadły w kłopoty finansowe, wiele stanęło na skraju bankructwa. Zaczęło się cięcie kosztów, obcinanie pensji i zwolnienia pracowników.

Jest rok 2016. Kryzys już dawno minął, ale w Danii firmy nadal są ostrożne w inwestycjach, również w zatrudnianiu pracowników. Tym bardziej, że rynek pracy nie sprzyja, żeby zatrudniać.
Można przecież wziąć osobę na nyttejob, przymusowe roboty publiczne, na które jest wysyłany bezrobotny, nie chcący stracić zasiłku.
Można też wziąć kogoś skierowanego z jobcenter, z urzędu pracy na praktykę.
W obu tych przypadkach firma nie ponosi żadnych kosztów, a „zatrudniona osoba” pracuje na cały etat, z tą różnicą, że zamiast pensji dostaje zasiłek.

Jeśli już firma zdecyduje się kogoś naprawdę zatrudnić, to może to być uchodźca. Firma zrobi dobry uczynek w ramach integracji. No i w nagrodę za taką wspaniałomyślność dostanie od państwa 20 tys. koron po półrocznym zatrudnieniu uchodźcy i kolejne 20 tys. po roku jego zatrudnienia.
Można też zatrudnić kogoś na løntilskudsjob, zatrudnienie dofinansowywane przez urząd pracy.

W 2016 roku jeśli ktoś nie jest uchodźcą, nie pobiera żadnych zasiłków od duńskiego państwa, ma niewielkie szanse na znalezienie zatrudnienia. Nie pomoże nawet znajomość języka duńskiego, pokończone duńskie kursy i szkoły.
Taka osoba może liczyć, co najwyżej, na pracę za pośrednictwem jednego z wielu biur pośrednictw pracy, vikarbureau i pracować tymczasowo w różnych firmach w oczekiwaniu na lepsze czasy, albo następny kryzys.

runek pracy po kryzysie

Depresja odmiana duńska

Depresja w Danii to zjawisko bardzo częste. Dotyka częściej mężczyzn niż kobiety.
Mężczyźni, szczególnie ci przyjezdni, obcokrajowcy, nie potrafią się odnaleźć w duńskiej rzeczywistości.
Duńskie społeczeństwo oparte jest na opiekuńczej roli państwa. Najważniejsze w Danii jest poczucie bezpieczeństwa, nawet kosztem utraty wolności osobistej.
Obcokrajowiec nie wychowany w takim matriarchalnym społeczeństwie, nie chce, nie umie i nie godzi się na to, aby urzędnicy i instytucje podejmowały za niego decyzje, aby odbierały mu wolną wolę.
Niestety, tak działa duńskie społeczeństwo. Tutaj to normalne, nikt nawet nie zauważy, że został już ubezwłasnowolniony.

Co w takim razie ma zrobić nasz biedny obcokrajowiec?
Przystosować się lub wyjechać!
Jest też trzecia opcja – poddać się i wpaść w depresję. Duńską depresję.

depresja odmiana dunska

Polskie pomidory w Danii

Odwiedzili nas znajomi. Przywieźli z Polski pomidory. Dwie skrzynki dorodnych, pachnących polskich pomidorów. Prawdziwy skarb.
Każdy kto już dłuższy czas mieszka w Danii, potrafi wyobrazić sobie to szczęście, jakie daje zapach pomidorów rozchodzący się po domu.
Gdybym chciał kupić w Danii dwie skrzynki pomidorów, musiałbym chyba wziąć pożyczkę z banku. Pomidory (na które w Polsce nikt nawet by nie spojrzał), kosztują 10 koron za 250 gram, to daje w przeliczeniu około 25 zł za kilogram.

Po pomidorach zostały puste skrzynki. Nam pozostało kupować pomidory dostępne na duńskim rynku.
Na zdjęciu duński pomidor, polski pomidor sprzedawany w sklepach Fakta, oraz polski pomidor malinowy, który można kupić w polskim sklepie na kółkach Babunia.

pomidory dunskie polskie malinowe