Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Astrid Lindgren – Babcia wszystkich dzieci

Są takie osoby w towarzystwie których człowiek łagodnieje, pogodnieje. Przy nich powraca poczucie spokoju, bezpieczeństwa i szczęścia. Taka była Astrid Lindgren. Magareta Strömstedt, autorka książki: „Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości” tak o niej mówiła:

„Astrid, pisząc o dzieciach, słuchała dziecka, które było w niej samej. Jej fantazja uskrzydlała, odkrywała dziecko w każdym, kogo spotkała.”

Z biografii wyłania się obraz osoby emanującej szczególnym ciepłem. Chciałoby się ogrzać przy tym cieple jak przy ognisku. Do Astrid Lindgren lgnęli ludzie. Na zdjęciach ma zawsze szeroko rozłożone ramiona do uścisku, albo czule głaszcze kogoś po policzku lub brodzie. Słynęła z niesamowitego poczucia humoru. Miała zdolność i łatwość nawiązywania bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Przy niej każdy mógł się otworzyć i opowiedzieć swoją historię. Potrafiła okazać szczere zainteresowanie i życzliwość. Uważnie słuchała każdego bez względu na wiek.

Nazywana Babcią wszystkich Szwedów była ambasadorem dzieci. Opowiadała się zawsze za okazywaniem dzieciom miłości i walczyła przeciw stosowaniu przemocy w stosunku do dzieci i bezdusznemu autorytarnemu wychowaniu. Kiedyś pewna starsza pani opowiedziała Astrid Lindgren historię z własnego życia, która bardzo sugestywnie obrazuje szkodliwość takich metod wychowawczych: Była młodą matką w czasach, gdy wciąż wierzono w słuszność przysłowia: „Oszczędzając rózgę, rozpuścisz dziecko” czy też biblijnego: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci.” Właściwie nie zgadzała się z tą „mądrością”, ale któregoś razu jej synek zrobił coś, czym – uznała – zasłużył na pierwsze w życiu lanie. Powiedziała mu, że ma wyjść na dwór i sam znależć dla siebie rózgę. Chłopiec poszedł i nie było go bardzo długo. W końcu wrócił z płaczem i powiedział: „Nie mogłem znaleźć żadnej rózgi, ale tutaj masz kamień, możesz nim we mnie rzucić.” Wtedy jego matka zaczęła płakać, bo nagle ujrzała to wszystko oczami dziecka. Dziecko musiało pomyśleć: „Mama naprawdę chce mi zadać ból, więc równie dobrze może zrobić to kamieniem.” Zarzuciła mu ręce na szyję i płakali razem. A potem położyła kamień na półce w kuchni, by przypominał o przysiędze, jaką złożyła sobie tego dnia: Nigdy więcej przemocy!

Astrid Lindgren miała niesamowitą pamięć. Z wielką dokładnością pamiętała szczegóły z dzieciństwa odtwarzając zwroty, zabawy, wyliczanki, magiczne zaklęcia, ale co ważniejsze pamiętała jak to jest być dzieckiem: co dziecko czuje, o czym marzy, czego się boi. W jej książkach odczucia dzieci są niezwykle intensywne. Śmiech i radość przeplatają się z płaczem, smutkiem, gniewem, nagłym współczuciem. Wszystko żywe i prawdziwe. Astrid Lindgren pisała dla dzieci z pozycji dziecka. Kiedy dorosła osoba czyta jej książki, nagle budzi się w niej dziecko. Dziecko które jest w każdym. Może drzemie głęboko uśpione, ale jest gdzieś ukryte w każdym. Niektórzy, tak jak Astrid Lindgren, nie utracili kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Zawsze instynktownie wiedziała co i jak można dzieciom powiedzieć. Potrafiła je rozbawić, pocieszyć, w prosty sposób dotrzeć do ich najgłębszych uczuć i potrzeb. Twierdziła, że aby pisać dla dzieci, nie trzeba mieć własnych dzieci, wystarczy pamiętać jak to było, kiedy samemu było się dzieckiem. Przecież każdy kiedyś był dzieckiem.

„Ilekroć opowiadała o sobie i wczesnych latach swego życia, zawsze był to obraz utrzymany w jasnych barwach. Intensywny świat zabaw dzieciństwa, zmysłowe, po dziecinnemu konkretne przyżywanie natury, rodzeństwo jako towarzysze zabaw, darzeni miłością rodzice: wszystko przesycone ciepłym, słonecznym światłem. U niej nie wywołuje to nostalgii, jest bowiem w pełni obecną rzeczywistością, rodzajem silnego, żywego źródła energii, z której każdego dnia czerpała zarówno silę do życia jak i radość tworzenia. A jednak gdy próbujemy przyjrzeć się dokładnie owym niezmiernie słonecznym, ciepłym, jasnym obrazom, wyczuwamy powiew tych mrocznych cieni, o których wiemy, że musiały istnieć. Zastanawiamy się nieraz jak to się dzieje, że z taką żarliwością potrafi pisać o opuszczonych, samotnych i nieszczęśliwych dzieciach? Skąd zna takie mroczne uczucia, takie wzburzenia, taki bezbrzeżny smutek?”

Książka Magarety Strömstedt utrzymana jest w bardzo ciepłym tonie. Wyczuwa się, że Astrid Lindgren była osobą bliską autorce, ponieważ opowiada o niej jak o przyjaciółce, członku rodziny, o kimś drogim. „Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości” – książka warta polecenia wszystkim wielbicielom Astrid Lindgren. Polecam też recenzję na blogu: recenzentka.blox.pl


Intro Emil i Lönneberga

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

Video
Facebook