Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Lipiec 2016

Dlaczego Duńczycy są szczęśliwi

Duńczycy uchodzą za jeden z najszczęśliwszych narodów. Przynajmniej według Światowego Indeksu Szczęścia od lat plasują się na szczycie listy. Szczęście można pojmować w różny sposób. Wyznacznikami szczęścia w tym rankingu są między innymi poziom dobrobytu, jakość opieki socjalnej, długość życia, swoboda dokonywania życiowych wyborów, hojność mieszkańców danego kraju i skala korupcji.

Co sprawia, że Duńczycy czują się szczęśliwi?

Powietrze i ruch

Od dziecka dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu. W Danii powszechnym widokiem jest niemowlę śpiące w wózku przed domem, żłobkiem, nawet restauracją czy kawiarnią. Codziennie i to bez względu na pogodę. Potem już całe życie Duńczycy spędzają w dużej mierze na powietrzu. Czy to w przedszkolu, szkole czy w drodze do pracy. Wielu Duńczyków do pracy jeździ rowerem, a jeśli ktoś nawet dojeżdża samochodem, po pracy idzie pobiegać. W czasie wolnym pielęgnują ogródki, albo zajmują się innym hobby też z reguły na dworze. Dzięki temu są zdrowsi i sprawniejsi. Mają czyste myśli, niezmącone sztucznymi problemami, które człowiek sam potrafi sobie stwarzać uwikłany w cywilizacyjny mętlik.

Prostota

Tu w tym małym jednorodnym kraju wszystko jest prostsze. Nie ma tu dużego wyboru. To, czego brakuje przybyszom, czyli różnorodności i urozmaicenia paradoksalnie bardzo upraszcza życie. Duńczycy nie mają wątpliwości ani dylematów. Wiadomo, że urlop wezmą w drugiej połowie lipca, kiedy wszyscy wyjeżdżają na wakacje, a święta spędzą z rodziną na wspólnej biesiadzie. Duchowych rozterek też raczej nie mają, gdyż nie są zbyt religijni. Wierzą za to, że drugi człowiek wyznaje podobny system wartości, więc ma dobre zamiary i można polegać na jego słowie.

Zaufanie

Poziom zaufania społecznego jest bardzo wysoki w całej Skandynawii. Ludzie są uczciwi. Przede wszystkim względem siebie, ale też względem innych. Nie muszą wpasowywać się w narzucone im przez innych role. Nie panują tu konwenanse, które każą komuś coś robić, dlatego tylko, że tak wypada. Każdy człowiek zasługuje na szacunek. Tak samo śmieciarz jak królowa. Dodatkowo Duńczycy mają zaufanie do systemu socjalnego i ogromne poczucie wspólnoty. Wierzą, że każdy ma udział w życiu społecznym czy to przez płacenie podatków, czy społeczne zaangażowanie. Rodzice uczniów biorą czynny udział w życiu szkoły. Wiele osób udziela się prowadząc różnego rodzaju darmowe zajęcia hobbistyczne, albo pracując w ramach wolontariatu. Taka postawa wynika z wychowania. Przekazywana jest z pokolenia na pokolenie i wpajana od najmłodszych lat.

Bezpieczeństwo

System socjalny daje poczucie bezpieczeństwa. Można bez strachu o przyszłość zdobyć wykształcenie, wybrać zawód, założyć i utrzymać rodzinę. Istnieje zachowana równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, więc po pracy zostaje jeszcze dużo czasu dla rodziny. Służba zdrowia i opieka społeczna też działają na przyzwoitym poziomie. Zadowoleni Duńczycy chętnie płacą wysokie podatki. W zamian dostają sprawnie funkcjonujące państwo i co najważniejsze poczucie bezpieczeństwa.

Brak oczekiwań

Może to poczucie bezpieczeństwa sprawia, że Duńczycy nie mają tak dużej potrzeby rywalizacji. Gdy przedstawiciele innych narodowości starają się za wszelką cenę wybić ponad innych, oni wolą wspólnie budować zgodne i harmonijne społeczeństwo. Nie mają aspiracji, żeby sięgnąć gwiazd, żeby zawojować świat. Duńczycy bardzo realistycznie podchodzą do życia i nie mają zbyt wygórowanych oczekiwań. Im mniejsze oczekiwania, tym mniej rozczarowań i większe zadowolenie z życia.

Relaks

Duńczycy są zrelaksowani. Nie stresują się szkołą, pracą, obowiązkami. Nie śpieszą się. Nie pędzą w pogoni za sukcesem. Nie uciekają od problemów. Nie odczuwają ogromnej presji, a jeśli tak się zdarzy, biorą wolne, żeby odpocząć i odzyskać równowagę psychiczną. Nie katują się i nie zadręczają innych. Są wyrozumiali w stosunku do siebie i innych osób. Życzliwi. Przyjaźni. Lubią roztaczać wokół siebie miłą atmosferę. I cieszyć się nią. Życie ma być przyjemne. Ma być hyggeligt.


What makes Denmark so happy

Polskie pomidory w Danii

Odwiedzili nas znajomi. Przywieźli z Polski pomidory. Dwie skrzynki dorodnych, pachnących polskich pomidorów. Prawdziwy skarb.
Każdy kto już dłuższy czas mieszka w Danii, potrafi wyobrazić sobie to szczęście, jakie daje zapach pomidorów rozchodzący się po domu.
Gdybym chciał kupić w Danii dwie skrzynki pomidorów, musiałbym chyba wziąć pożyczkę z banku. Pomidory (na które w Polsce nikt nawet by nie spojrzał), kosztują 10 koron za 250 gram, to daje w przeliczeniu około 25 zł za kilogram.

Po pomidorach zostały puste skrzynki. Nam pozostało kupować pomidory dostępne na duńskim rynku.
Na zdjęciu duński pomidor, polski pomidor sprzedawany w sklepach Fakta, oraz polski pomidor malinowy, który można kupić w polskim sklepie na kółkach Babunia.

pomidory dunskie polskie malinowe

Kunst czyli sztuka po duńsku

Wybrałam się do miejskiego Muzeum Sztuki (Kunstmuseum). Może Muzeum Sztuki to zbyt szumna nazwa. Kiedyś nazywało się Pawilonem Sztuki. Przez sztukę rozumie się tu głównie duńskie współczesne prace z nurtu realizmu i sztuki abstrakcyjnej. Jak wszystkie muzea w Danii to też urządzone jest z pomysłem. Oprócz stałej kolekcji nie brakuje tu oryginalnych i interdyscyplinarnych instalacji, nowych zaskakujących projektów oraz laboratorium, gdzie można bawić się sztuką wykorzystując różne zmysły: wzroku, słuchu, dotyku, powonienia. I tak na przykład zapachy przywołują różne obrazy, muzyka wyraża odczucia wywołane konkretnymi pracami. Można stworzyć własną aranżację muzyczną, poeksperymentować z dźwiękami, wyrazić swoje uczucia budzące się podczas obcowania ze sztuką. Podzielić sie swoimi odczuciami z drugą osobą i porównać wzajemne wrażenia czy doznania. Wszystko tak zorganizowane, że wizyta w muzeum nie jest monotonną wędrówką od jednego dzieła do drugiego, ale raczej doświadczaniem sztuki w bardzo ciekawy, zróżnicowany, a jednocześnie praktyczny sposób. Nie można się nudzić. Może to być nawet pomysł na ciekawe spędzenie czasu lub szansa poznania bliżej osób, z którymi wybierzemy się do muzeum.

Ugly vs. Beauty

Sztuka po duńsku podana jest w bardzo przystępny sposób. I właśnie to ratuje duńską sztukę. Inaczej byłaby dla mnie nie do zniesienia. Odpychająca, odrażająca, szkaradna. Kwintesencja brzydoty. Sztuka powinna wzbudzać zachwyt. Nie duńska. Taki na przykład Kulturkreds Michaela Kviuma. Owszem, nie można przejść obok niego obojętnie. Pozostawia ślad na psychice. Jest nawet intrygujący. Można długo kontemplować dzieło i próbować domyślić się jego symboliki i tego, co się działo w umyśle twórcy, kiedy tworzył taki obraz. Ale z pięknem na pewno nie ma to nic wspólnego. Jeśli miał być kontrowersyjny czy bulwersujący, to ok, udało się. Tylko dlaczego współczesna sztuka musi iść w kierunku brzydoty? Jaki jest sens dzielić się z innymi akurat tym, co w człowieku najbardziej obmierzłe? I dlaczego już właśnie tak będzie mi się kojarzyć duńska sztuka?

kulturkreds

Lody lakrids – duński cymes

W akcie desperacji kupiłam lody lakrids. Nie wiem co mnie napadło. W końcu jest lato, a jak jest lato to muszą być i lody, a ja zamiast wygrzewać się na plaży w tropikach, albo chociaż w Polsce, spędzam czas w zimnej, deszczowej Danii. Każdemu mogłoby odbić.
Lody w Danii są specyficzne. Większość nie odpowiada mojemu wyobrażeniu o lodach. Mają konsystencję masła, a w smaku, no właśnie… Za każdym razem przed kupnem duńskich lodów długo się zastanawiam, waham, namyślam, żeby po zjedzeniu i tak w końcu żałować i solennie obiecywać sobie, że nigdy więcej. Do czasu, kiedy znów nie popełnię tego błędu. Jak mam zjeść niedobre lody (niedobre lody – jak to brzmi? – jak jakiś oksymoron) to mogę zaryzykować i kupić lakrids is, pomyślałam sobie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Przyniosłam do domu i ogłosiłam: kupiłam lody lakrids. Od razu spadły na mnie gromy: „Jak to? Przecież miały być lody, nie jakieś świństwo! Nie można ci powierzyć tak ważnej misji jak kupno lodów!” I jeszcze parę innych wykrzykników. Postanowiłam przełknąć gorzką pigułkę. Trudno, najwyżej zjem sama. Raz kozie śmierć. Otworzyłam i spróbowałam. Okazały się zadziwiająco dobre.
W niczym nie przypominały charakterystycznego smaku typowych czarnych cukierków. Łzy nie stanęły mi oczach, w języku wciąż miałam czucie. Nic nie piekło. Nie zionęłam ogniem. Czyżbym już się uodporniła? Zmienił mi się smak? Naprawdę mi smakowały.
Może dlatego, że były to właściwie lody waniliowe z subtelną domieszką słonej lukrecji, dzięki czemu zyskały wyrazistego akcentu. To zaskakujące połączenie słodyczy i słono-gorzkiego smaku dało całkiem niezły efekt.

Wszystkim odwiedzającym Danię polecam lody lakrids jako miejscową ciekawostkę, pewnego rodzaju osobliwość.

Odradzam jednak zajadania się nimi na co dzień, ponieważ nigdy nie wiadomo, co kryje się za tajemniczym słowem lakrids. Podobno mieszanka lukrecji i chlorku amonu mogąca podnosić ciśnienie i prowadzić do innych problemów zdrowotnych.


KIDS vs. FOOD #17 – SALMIAKKI (SUPER SALTY LICORICE)

Język duński zmorą emigrantów

Wybrałam się z Figą na spacer do psiego parku (hundeskov). Dawno już tam nie zaglądałyśmy, więc postanowiłam sprawdzić jak teraz wygląda. No i nie zawiodłam się. Pojawiły się drewniane przeszkody do ćwiczenia agility: tunel, stół, kładka, koło i slalom. Super!
Taki park dla psów to świetna sprawa. Teren jest ogrodzony, więc psy biegają bez smyczy i mogą się razem swobodnie bawić. Właściciele mający na oku swoich pupili mogą w tym czasie nawiązać nowe znajomości, wymienić się wiedzą i doświadczeniami np. polecić dobry hotel dla psów lub weterynarza. Przyjemne z pożytecznym, a raczej przyjemne do kwadratu.

Przeszkody do agility nie były jedyną miłą niespodzianką. Kolejną okazało się wyjątkowo sympatyczne towarzystwo młodej Angielki, jej dzieci i oczywiście psiaka. Psy od razu znalazły wspólny język. My również. Pierwsze słowa, jakie nowa znajoma powiedziała zaraz po powitaniu to:
– I am English. My Danish isn’t very good.
– Thank God!, wyrwało mi się.
Nareszcie mogłam sobie porozmawiać w normalnym języku z normalną osobą. Nie żebym miała coś przeciwko Duńczykom. Wręcz przeciwnie, ale jednak spotkanie z Angielką wprost mnie uskrzydliło. She made my day. Co takiego jest w Duńczykach? Przecież są fajni. Przyjaźni, uczynni, bezpośredni. Lubią pożartować, więc można się z nimi pośmiać, jeśli tylko załapiesz duńskie poczucie humoru. Język! To musi być to. To znajomość języka sprawia, że zaczynasz chwytać kulturowe niuanse, że odnajdujesz się w towarzystwie i dobrze się tu czujesz. Tylko co z tego, jeśli za każdym razem kiedy otwierasz usta, żeby coś powiedzieć po duńsku, oni przybierają ten charakterystyczny wyraz twarzy. Na ich obliczach maluje się to dobrze znane skupienie, zwiastujące nieuchronne pytanie: Hvad siger du? I wtedy już wiesz, że wciąż jeszcze długa droga przed tobą, żeby być rozumianym, żeby opanować duńską wymowę. Ale nie poddajesz się. Co to to nie. Przekopujesz więc internet w poszukiwaniu kursów wymowy duńskiego. Ćwiczysz krtań, gardło, głos. Próbujesz wydobyć z siebie te obce dźwięki i ćwiczysz, ćwiczysz, ćwiczysz…


Det danske vokalsystem

Video
Facebook