Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Październik 2015

Astrid Lindgren – Babcia wszystkich dzieci

Są takie osoby w towarzystwie których człowiek łagodnieje, pogodnieje. Przy nich powraca poczucie spokoju, bezpieczeństwa i szczęścia. Taka była Astrid Lindgren. Magareta Strömstedt, autorka książki: „Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości” tak o niej mówiła:

„Astrid, pisząc o dzieciach, słuchała dziecka, które było w niej samej. Jej fantazja uskrzydlała, odkrywała dziecko w każdym, kogo spotkała.”

Z biografii wyłania się obraz osoby emanującej szczególnym ciepłem. Chciałoby się ogrzać przy tym cieple jak przy ognisku. Do Astrid Lindgren lgnęli ludzie. Na zdjęciach ma zawsze szeroko rozłożone ramiona do uścisku, albo czule głaszcze kogoś po policzku lub brodzie. Słynęła z niesamowitego poczucia humoru. Miała zdolność i łatwość nawiązywania bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Przy niej każdy mógł się otworzyć i opowiedzieć swoją historię. Potrafiła okazać szczere zainteresowanie i życzliwość. Uważnie słuchała każdego bez względu na wiek.

Nazywana Babcią wszystkich Szwedów była ambasadorem dzieci. Opowiadała się zawsze za okazywaniem dzieciom miłości i walczyła przeciw stosowaniu przemocy w stosunku do dzieci i bezdusznemu autorytarnemu wychowaniu. Kiedyś pewna starsza pani opowiedziała Astrid Lindgren historię z własnego życia, która bardzo sugestywnie obrazuje szkodliwość takich metod wychowawczych: Była młodą matką w czasach, gdy wciąż wierzono w słuszność przysłowia: „Oszczędzając rózgę, rozpuścisz dziecko” czy też biblijnego: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci.” Właściwie nie zgadzała się z tą „mądrością”, ale któregoś razu jej synek zrobił coś, czym – uznała – zasłużył na pierwsze w życiu lanie. Powiedziała mu, że ma wyjść na dwór i sam znależć dla siebie rózgę. Chłopiec poszedł i nie było go bardzo długo. W końcu wrócił z płaczem i powiedział: „Nie mogłem znaleźć żadnej rózgi, ale tutaj masz kamień, możesz nim we mnie rzucić.” Wtedy jego matka zaczęła płakać, bo nagle ujrzała to wszystko oczami dziecka. Dziecko musiało pomyśleć: „Mama naprawdę chce mi zadać ból, więc równie dobrze może zrobić to kamieniem.” Zarzuciła mu ręce na szyję i płakali razem. A potem położyła kamień na półce w kuchni, by przypominał o przysiędze, jaką złożyła sobie tego dnia: Nigdy więcej przemocy!

Astrid Lindgren miała niesamowitą pamięć. Z wielką dokładnością pamiętała szczegóły z dzieciństwa odtwarzając zwroty, zabawy, wyliczanki, magiczne zaklęcia, ale co ważniejsze pamiętała jak to jest być dzieckiem: co dziecko czuje, o czym marzy, czego się boi. W jej książkach odczucia dzieci są niezwykle intensywne. Śmiech i radość przeplatają się z płaczem, smutkiem, gniewem, nagłym współczuciem. Wszystko żywe i prawdziwe. Astrid Lindgren pisała dla dzieci z pozycji dziecka. Kiedy dorosła osoba czyta jej książki, nagle budzi się w niej dziecko. Dziecko które jest w każdym. Może drzemie głęboko uśpione, ale jest gdzieś ukryte w każdym. Niektórzy, tak jak Astrid Lindgren, nie utracili kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Zawsze instynktownie wiedziała co i jak można dzieciom powiedzieć. Potrafiła je rozbawić, pocieszyć, w prosty sposób dotrzeć do ich najgłębszych uczuć i potrzeb. Twierdziła, że aby pisać dla dzieci, nie trzeba mieć własnych dzieci, wystarczy pamiętać jak to było, kiedy samemu było się dzieckiem. Przecież każdy kiedyś był dzieckiem.

„Ilekroć opowiadała o sobie i wczesnych latach swego życia, zawsze był to obraz utrzymany w jasnych barwach. Intensywny świat zabaw dzieciństwa, zmysłowe, po dziecinnemu konkretne przyżywanie natury, rodzeństwo jako towarzysze zabaw, darzeni miłością rodzice: wszystko przesycone ciepłym, słonecznym światłem. U niej nie wywołuje to nostalgii, jest bowiem w pełni obecną rzeczywistością, rodzajem silnego, żywego źródła energii, z której każdego dnia czerpała zarówno silę do życia jak i radość tworzenia. A jednak gdy próbujemy przyjrzeć się dokładnie owym niezmiernie słonecznym, ciepłym, jasnym obrazom, wyczuwamy powiew tych mrocznych cieni, o których wiemy, że musiały istnieć. Zastanawiamy się nieraz jak to się dzieje, że z taką żarliwością potrafi pisać o opuszczonych, samotnych i nieszczęśliwych dzieciach? Skąd zna takie mroczne uczucia, takie wzburzenia, taki bezbrzeżny smutek?”

Książka Magarety Strömstedt utrzymana jest w bardzo ciepłym tonie. Wyczuwa się, że Astrid Lindgren była osobą bliską autorce, ponieważ opowiada o niej jak o przyjaciółce, członku rodziny, o kimś drogim. „Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości” – książka warta polecenia wszystkim wielbicielom Astrid Lindgren. Polecam też recenzję na blogu: recenzentka.blox.pl


Intro Emil i Lönneberga

Sójka – amatorka żołędzi i strażniczka lasu

Chodzi po lesie
pogodna jesień,
rozchyla niskie gałęzie.

Liczy na ścieżkach
spadłe orzeszki,
liczy na dębach żołędzie.

Czy na pewno o jesieni pisała Helena Bechler? A może jednak o sójce? To przecież sójka krząta się jesienią po lesie przetrząsając opadłe liście w poszukiwaniu orzeszków i żołędzi. Wszędzie jej pełno kiedy gromadzi zapasy na zimę. Jesienne i zimowe przysmaki sójki to owoce i nasiona leśnych drzew: leszczyn, buków i dębów, zwłaszcza duże, takie jak żołędzie. Sójka wybiera najzdrowsze okazy i chowa je w różnych miejscach. W późniejszym odnajdywaniu ich pomaga sójce wyjątkowa pamięć. Bywa jednak, że zapomina o swoich spiżarniach, a wtedy pozostawione żołędzie stają się młodymi siewkami dębów i z czasem wyrastają w potężne drzewa. Żołędzie są ciężkimi nasionami, nie mającymi szans na przenoszenie na duże odległości przez wiatr, tak jak lekkie nasiona innych drzew, więc sadzenie dębów to głównie zasługa sójki. Jest ona bardzo ciekawym i inteligentnym ptakiem. Wyróżnia się charakterystycznymi niebieskimi piórkami na skrzydłach. Ze względu na swoją czujność i czupurność nazywana jest „strażniczką lasu”. Gdy tylko zauważy intruza skrzeczy donośnie, alarmując wszystkich mieszkańców lasu. Potrafi również naśladować odgłosy innych gatunków ptaków oraz rozmaite dźwięki jak na przykład szczekanie psów, a nawet ludzką mowę.


Skovskaden – efterårets smukke træ-spreder

Sekretne życie duńskich żołn

W tym roku w Danii podwoiła się liczebność żołn – jednych z najpiękniejszych i najbardziej egzotycznych duńskich ptaków. Najstarsza w kraju kolonia żołn powiększyła się z trzech par lęgowych do siedmiu. Duńskie Towarzystwo Ornitologiczne udostępniło cztery krótkie filmy z nagraniami tych niesamowitych i niezwykle barwnych ptaków w ich naturalnym środowisku. W ten sposób można podziwiać je z bliska, bez obawy, że się je spłoszy. Miejsce nagrania objęte jest ścisłą tajemnicą ze względu na ochronę tych rzadkich i wyjątkowych ptaków.
Duńska nazwa – biæder – oznacza pszczołojada, jednak dieta żołn nie ogranicza się do pszczół. W jej skład wchodzą także motyle, ważki, chrząszcze, trzmiele, osy i szerszenie. Baza pokarmowa jest równie ważna jak miejsce dogodne do wyprowadzania lęgów. Żołny gniazdują w norkach skarp, osypisk, opuszczonych żwirowni i wyrobisk. Preferują otwarte środowiska, w pobliżu piaszczystych i gliniastych urwisk. Tam w otwartych przestrzeniach polują na owady, które latają w nasłonecznionych korytarzach powietrznych. Żołna siada sobie na gałązce i wypatruje skrzydlatej ofiary. Gdy tylko jakaś się pojawi, rzuca się w pogoń, chwyta ją w locie i wraca na gałąź, by ją unieszkodliwić usuwając żądło z jadem, jeśli zajdzie taka konieczność. Tak przygotowany owad staje się bezpiecznym i pożywnym posiłkiem dla piskląt, które czekają na pokarm w komorach lęgowych na końcu korytarza norki gniazdowej. Długość korytarza o przekroju średnio od 6 do 8 centymetrów wynosi zwykle około 60 – 70 centymetrów, czasem prawie 2 metry, a wydrążenie norki wymaga nie lada zachodu. Tym bardziej, że oprócz korytarza właściwego ptaki kopią też inne płytsze korytarze służące za atrapy dla zmylenia drapieżników. Podczas tej wytrwałej pracy dziób ściera się o kilka milimetrów, z czasem jednak stopniowo wraca do poprzedniego stanu.
Żołny to fascynujące i bardzo towarzyskie ptaki. Żyją w koloniach i okazują sobie dużo czułości. Samiec obdarowuje samicę smakołykami. Oboje rodzice troszczą się o młode, głośno świergolą oznajmiając pisklętom o kolejnej dostawie pokarmu lub siedzą sobie całą rodziną na gałęzi i podśpiewują wesoło. Istna sielanka! Przy tym są niezwykle piękne i kolorowe. Jak wspaniale byłoby zobaczyć te bajkowe ptaki na żywo. Dziś muszą wystarczyć filmy.


Biæder i Danmark

Bajka o ważkach

Dziś na taras przyleciała ważka. Początkowo wcale jej nie widziałam tylko słyszałam trzepot skrzydeł. Co to za mały helikopter? Spojrzałam pod daszek i zobaczyłam pięknego ogromnego owada. Przypomniała mi się bajka o ważkach. Nie pamiętam jej dokładnie, ale brzmiała mniej więcej tak: Dawno dawno temu na dnie jeziora żyła sobie rezolutna Klara. To nie pomyłka: żyła właśnie na dnie jeziora, ponieważ Klara była larwą. Zawsze uśmiechnięta, pełna życia i bardzo towarzyska. Chętnie każdemu śpieszyła z pomocą i nic nigdy nie sprawiało jej problemu. Klara miała przyjaciela o imieniu Grubcio: strasznego łakomczuszka i leniuszka. Już na pierwszy rzut oka można było odróżnić Klarę od Grubcia: ona – szybka, zwinna, pomysłowa i zawsze chętna do zabawy, on – powolny, ociężały i odrobinkę niezgrabny. Najchętniej cały czas zajadałby różne smakołyki i z zadowoleniem klepał się po okrągłym brzuszku. Grubcio kochał Klarę najbardziej na świecie i Klara kochała jego. Była jego najlepszą przyjaciółką i był w stanie wiele dla niej zrobić, więc jak tylko mógł, próbował dotrzymać jej kroku. Pewnego dnia Klara postanowiła odwiedzić ciocię Klementynę. Grubcio pomyślał sobie, że u cioci Klementyny czeka ich przepyszny podwieczorek, więc chętnie wyruszył w drogę ze swoją przyjaciółką. Nie uszli daleko, gdy Grubcio zupełnie opadł z sił. Klara nie dawała za wygraną. Wzięła nieszczęsnego Grubcia na plecy i podśpiewując sobie wesoło, powędrowała dalej. Z czasem jednak szła coraz wolniej i wolniej, Grubcio robił się coraz cięższy i cięższy. W końcu wyczerpana padła i ona. Biedna Klara zupełnie nie mogła się ruszyć. Łamało ją w krzyżu, czuła jakby przygniótł ją ogromny ciężar i nie mogła złapać tchu. Grubcio nie wiedział jak jej pomóc. Bał się, że Klara przez niego nadwyrężyła siły. Klara wydawała się z każdą chwilą coraz słabsza. Grubcio postanowił sprowadzić pomoc. Najszybciej jak tylko mógł, pośpieszył po ciocię Klementynę. Gdy Klara została sama, resztką sił wspięła się po łodydze tataraku nad powierzchnię wody, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Tam zaczęło się z nią dziać coś dziwnego. Czuła jakby za chwilę miała rozpaść się na kawałki. Ze strachu zamarła w bezruchu, ale po jakimś czasie odżyła. Poczuła jak życie mocno krąży w jej nowym ciele. Bo już nie była tą samą Klarą. Była cała odmieniona. W nowej postaci czuła się wspaniale – jak nowo narodzona. Prawie nie zwróciła uwagi na starą powłokę. Już jej nie potrzebowała. Teraz była Klarą-Migotką. W promieniach słońca stała się bardzo kolorowa, błyszczała i mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, a na plecach wyrosły jej skrzydła. Zadziwiona rozłożyła je i zaczęła nimi delikatnie poruszać, aż fru i uniosła się nad taflą jeziora. Zachwycona zaczęła beztrosko latać. Czuła się teraz lekko i radośnie. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa. Nagle przypomniała sobie o Grubciu, który teraz pewnie umierał ze strachu. Może pomyślał, że go zostawiła i tęskni za nią, albo martwi się, że stało się jej coś złego? Musi natychmiast wrócić do jeziora i powiedzieć mu co ją spotkało, o tym jak tu jest pięknie i jak cudownie jest wzbić się w powietrze na skrzydłach i oglądać świat z wysoka. Choć bardzo się starała, nie mogła już wrócić do jeziora. Przysiadała tylko na tafli wody, zaglądając w jej głębiny, gdzie został jej przyjaciel. Może zobaczy ją i któregoś dnia i dołączy do niej? Na pewno. Przecież będzie tu bliziutko czekając na niego.

A tu jeszcze bajka o ważkach ze strony www.bajkownia.org

Latem, o świcie, gdy rosy krople
jak perły zdobią pajęczyn sznury,
wychodzą z wody stworki okropne,
szukając miejsca by zmienić skórę.

To uwięzione dotąd pod wodą,
ważkowe larwy, bez skrzydeł jeszcze,
włażą na trzciny z wielką ochotą
i zastygają, chłonąc powietrze.

Już jednej pęka za głową pancerz,
bo na świat wyjść chce córka husarza,
dorosła ważka, drapieżny tancerz
o czterech skrzydłach na wzór witraża.

Najpierw wysuwa głowę ogromną,
a później resztę, w tym skrzydeł błonki,
Ze skórą bladą i pomarszczoną.
raźno pompuje powietrze w członki.

Wydłuża odwłok, skrzydła prostuje,
rozkłada wszystkie cztery na boki
a ciepłe słonko palcem maluje
na całym ciele zielone wzorki.

Chwilę tak wisi jakby zdumiona,
że wolna jest już i może latać.
Nagrzewa w słońcu nagie ramiona
z radości pragnie do góry skakać.

Wreszcie się zrywa z wiatru furkotem,
tańczy jak nimfa nad lustrem wody,
cieszy się bardzo tym pierwszym lotem,
będzie tak tańczyć aż przyjdą chłody.


Raz Dwa Trzy – Pod niebem pełnym cudów

Dobra nowina dla sów w Danii

Dobra wiadomość dla sów i innych ptaków drapieżnych polujących na gryzonie: w Danii zaczynają obowiązywać nowe przepisy dotyczące stosowania środków do zwalczania szczurów. Po zmianie przepisów osoby prywatne nadal mogą stosować trutki we własnych domach, jednak poza budynkami tępieniem szczurów mogą zajmować się jedynie wyspecjalizowane autoryzowane firmy. Zakazano też wykorzystywania leków przeciwzakrzepowych, które powodowały dużą śmiertelność wśród ptaków. Sowy i inne ptaki polują na osłabione gryzonie. Trucizna nie zabija ich od razu, ale dopiero po kilku dniach. Chore zwierzęta stają się łatwym łupem, ale przy tym i wielkim zagrożeniem dla drapieżników takich jak orły, puchacze, puszczyki, płomykówki, uszatki i inne sowy. Zaostrzenie przepisów ma zwiększyć ich ochronę i zmniejszyć liczbę ofiar spowodowanych ingerencją człowieka i stosowaniem środków chemicznych.

puchacz
Alle Tiders ABC – U

En ugle kom til Thule, hvor den så sig lidt omkring.
Den sukkede: „Uhu, jeg er vist fløjet lidt i ring.
Jeg skulle møde Uffes onkel i Uruguay.
Uhu, jeg tror at jeg er fløjet den forkerte vej.”

Przyleciała sowa do Dziwnowa i rozgląda się.
Wzdycha: „Uhu, latam w kółko cały boży dzień.
Z wujkiem Uffe w Urugwaju umówiona byłam.
Uhu, coś mi się wydaję, że drogę pomyliłam.”

Video
Facebook