Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Czerwiec 2015

Rada Puchaczy w Danii

Postrach lasu

Puchacze przez wieki symbolizowały śmierć i ciemne moce. Do dziś są prawdziwym postrachem lasu. Ich łupem padają wszelkiego rodzaju gryzonie, ptaki, również inne sowy, a także różnorodne mniejsze zwierzęta jak jeże, zające, króliki, młode lisy, a nawet młode sarny. Kamuflujące upierzenie i bezszelestny lot wraz z doskonałymi zmysłami pozwalają im z łatwością namierzyć i dopaść ofiarę. Prowadzą skryty tryb życia i trudno je spotkać w ich naturalnym środowisku. O tym jak trudno sfotografować te tajemnicze ptaki, można przeczytać na stronie Artura Tabora – wybitnego polskiego fotografa przyrody.

Uhu

Z pewnością łatwiej jest je usłyszeć niż zobaczyć. Nie bez powodu nazwy puchacza mają typowo dźwiękonaśladowczy charakter. Przykładem jest niemieckie określenie puchacza – Uhu. To właśnie z Niemiec, po prawie stuletniej nieobecności, puchacze przywędrowały ponownie do Danii w 1984 roku. W 1885 w Tjele niedaleko Viborg zastrzelono ostatniego duńskiego puchacza. Dziś zadomowiły się już w Jutlandii i systematycznie wzrasta ich liczba. Wciąż jednak należą do rzadkich ptaków i są objęte ścisłą ochroną. Szacuje się, że w Danii żyje około 100 par lęgowych. W 2013 puchacze zostały włączone do duńskiego projektu ornitologicznego, mającego na celu poznanie i ochronę naturalnych siedlisk wybranych gatunków ptaków za pomocą nadajników telemetrycznych i kamer zamontowanych w pobliżu gniazd. Kamery pozwalają obserwować ptaki (orły bieliki i puchacze) na żywo. Puchacze nie budują gniazd, ale składają jaja w trudno dostępnych miejscach: płytkich zagłębieniach u nasady pnia, skały czy wykrotu. Z czasem wypełniają się one miękkim materiałem – sierścią i piórami, pochodzącym z wypluwek i samych ofiar.

Na żywo

W Danii zamontowano kamerę na skarpie w gnieździe wykorzystywanym przez sowy od 15 lat. Raz dobrana para puchaczy jest ze sobą przez całe życie, zwykle na tym samym terenie łowieckim. W tym roku po raz trzeci można podglądać puchacze na stronie Duńskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Na youtube można obejrzeć podsumowanie sezonu lęgowego 2013 z najciekawszymi i najbardziej mrożącymi krew w żyłach momentami: przyjście na świat sówek, dorastanie i usamodzielnianie sie 3 pociesznych młodziaków, ich wygibasy, koziołki, upadki ze skarpy i szczęśliwe na nią powroty, osłabnięcie jednej z sów, aż po drastyczne sceny zabicia jej i zjedzenia przez rodzeństwo. Jak widać, wśród sów zdarzają się przypadki kanibalizmu, a właściwie kainizmu. Nawet jeśli sowy wychowują się razem, w chwili gdy jedna z nich traci życie, natychmiast staje się łatwym żerem dla pozostałych. Natura nie zna litości. Puchacze nie mają skrupułów.

My jesteśmy Rada Puchaczy (…)
Kto się leni, kto się próżniaczy
Kto się próżniaczy, kto się próżniaczy
Ten dostanie od nas po uchu
Uhu, uhu


Rada Puchaczy.

Sankt Hans Aften – czyli duńska Noc Świętojańska

Wróżby, tańce, palenie ziół, skoki przez ogniska to obrzędy związane z letnim przesileniem słońca, obchodzone w czasie najkrótszej nocy w roku. Noc Świętojańska, Noc Kupały czy Sobótka to święta pochodzące jeszcze z tradycji pogańskiej. Chrześcijaństwo nie mogąc usunąć tych głęboko zakorzenionych zwyczajów, przejęło część z nich tworząc własne święto.

Sankt Hans Aften – Wigilia św. Jana

Wigilia św. Jana wzięła swoją nazwę od Jana Chrzciciela, który według  tradycji chrześcijańskiej urodził się sześć miesięcy przed Jezusem. W całej Danii płoną ogniska dla uczczenia tego święta. Tradycja ta sięga początków XVII wieku.  Ale tak naprawdę płonące ogniska to obrzędy mające podłoże czysto pogańskie.

Palenie ognisk

W tę najkrótszą noc w roku ludzie gromadzą się i rozpalają ogniska. Ogniska mają odstraszyć czarownice, które właśnie tej nocy są najbardziej aktywne. Lecą do Brocen, najwyższego szczytu gór Harz. Żeby nie było wątpliwości co je spotka jeśli zatrzymają się w Danii, na każdym ognisku płonie kukła czarownicy.

Palenie czarownic

Dzisiaj w Danii płoną kukły zrobione z siana i papieru, ale były czasy kiedy prawdziwi ludzi płonęli na stosach. W XVI i XVII wieku około tysiąc osób – kobiet i mężczyzn – posądzonych o uprawianie czarów zostało spalonych żywcem. Ostatnią „czarownicą” spaloną na duńskim stosie była Anne Palles. Miało to miejsce  na wyspie Falster, w roku 1693.

Vi elsker vort land

Sankt Hans Aften to okazja do wspólnego spędzenia czasu. To piknik, na który można wybrać z rodziną, czy przyjaciółmi. Bardzo często całemu wydarzeniu towarzyszy orkiestra.
Nieodłączne jest wspólne odśpiewanie Vi elsker vort land” („Kochamy swój kraj”).
Wigilia św. Jana to jeden z najdłuższych dni w roku. Przy dobrej pogodzie można liczyć na wspaniały zachód słońca, szczególnie na zachodnim wybrzeżu Jutlandii.
Ale pomimo tego, że to druga połowa czerwca, w Danii nadal chłodno. Jeśli wybierasz się celebrować duńską Noc Świętojańską, warto ubrać ciepłą kurtkę, albo znaleźć miejsce blisko ogniska.

 

Sankt Hans Aften - czyli dunska Noc Swietojanska.

Szkoła – wszystko co powinieneś wiedzieć

Idź do szkoły. Ucz się dobrze. Zdobądź zawód. Idź na studia. Znajdź pracę. Już! Gotowe! Proste. Prawda?
Może to i jest proste, ale myślę, że warto wyjaśnić kilka podstawowych rzeczy.

Dziewczynka i chłopiec

Wyobraźmy sobie dziewczynkę. Taką małą ślicznotkę z warkoczykami zakończonymi kokardkami. Dziewczynka lubi rysować i bawić się ze zwierzętami – pieskiem i kotkiem. Chciałaby też mieć królika i rybki. Ta mała dziewczynka w wieku 6-7 lat idzie do szkoły i zamiast robić to co lubi jest zmuszona do tego, aby liczyć zadania z matematyki.

Wyobraźmy sobie chłopca. Buzia opalona, cała w piegach. Chłopiec lubi grać w gry komputerowe i piłkę nożną. Chłopiec idzie do szkoły i jest zmuszony do tego, aby siedzieć 4-5 godzin w szkolnej ławce. Jak długo może utrzymać koncentrację? 20-30 minut?

Wyjątkowe dziecko

Każde dziecko jest wyjątkowe. Potem idzie do szkoły i szkoła próbuje nadać temu dziecku określone kształty. Przestaje się liczyć to co dziecko lubi robić, to do czego być może zostało stworzone, to do czego być może ma talent. Szkoła ma wypuścić gotowy produkt. Nie ma tu miejsca na sentymenty. To jest biznes. Jest zgłoszone zapotrzebowanie na produkt, więc trzeba go dostarczyć.

Wielkie korporacje

Szkoły mają program nauczania opracowany przez odpowiednie ministerstwa. Ministerstwa, rządy są opłacane przez wielkie korporacje. Wielkie korporacje nie potrzebują ludzi wyjątkowych. Wielkie korporacje potrzebują średniaków, o określonych zdolnościach. Wielkie korporacje nie potrzebują ludzi twórczych. Potrzebują pracowników, nie potencjalnych konkurentów.

Idealna szkoła

Szkoła powinna być miejscem, gdzie odkrywa się dziecka talenty. Pielęgnuje się je, pozwala się im rozkwitnąć. Bardzo ważne są pierwsze lata w szkole. W tych pierwszych latach dziecko należy zaciekawić. Trzeba wyrobić w dziecku nawyk nauki. Sprawić, żeby dziecko utrzymało koncentrację dłużej niż 30 minut. To bardzo trudne.  Mogą to zrobić tylko ludzie z powołaniem, nauczyciele, których dzieci będą kochały. Nauczyciele, dla których dzieci będą chciały się uczyć.
W późniejszych latach, gdy młody człowiek ma już większą świadomość. Gdy ma już wyrobiony nawyk uczenia się i gdy powiększył się zakres wykładanych przedmiotów, nauczyciel powinien tak przedstawić swój przedmiot, aby wzbudzić zainteresowanie w uczniach. Pokazać, że nauka może być ciekawa i przydatna. Sprawić, żeby uczeń sam chciał dowiedzieć się więcej.

Cel nauki

Rzeczywistość jest inna. Młodzi ludzie w szkołach uczą się rzeczy nieprzydatnych. Rzeczy, które ich nie interesują. Przez lata jest w nich zabijana cała twórczość i radość z nauki.
Nie możemy zmienić systemu nauczania (przynajmniej nie od razu), ale możemy zmienić nastawienie, możemy zmienić cel. Celem nie są dobre oceny, zdawanie kolejnych egzaminów i testów. Celem jest rozwój. Rozwój dziecka, ucznia czy studenta.
Nie chcemy, żeby nasze dziecko było produktem, stworzonym przez system szkolnictwa, gotowym do podjęcia pracy w wielkiej korporacji. Chcemy, żeby nasze dziecko poprzez naukę, poprzez zdobywanie wiedzy odnalazło to, co chce robić w życiu. Odnalazło to, co będzie sprawiało mu radość, co będzie sensem jego życia (może jednym z wielu).

Odpowiednie nastawienie, dobrze nakreślone cele  – to rzeczy ważne. To rzeczy, których trzeba się trzymać! Czego Państwu i sobie życzę!

szkola - wszystko co powinienes wiedziec.

Fenomen duńskich bibliotek

Książka

Nie ma to jak dobra książka i pyszne kakao – pomyślałam. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Książkę miałam dobrą: „Baltazar i Blimunda” José Saramago. Kakao jednak nie okazało się dobre. Po pierwsze: zupełnie nie wyszło. Właściwie wcale nie przypominało kakao, a raczej brudne mleko. Po drugie: od razu się wylało na nieszczęsnego Baltazara. – A to feler! Co ja teraz zrobię? Saramago był wypożyczony z duńskiej biblioteki publicznej. Już sobie wyobrażałam tę astronomiczną kwotę, jaką przyjdzie mi za niego zapłacić. Nie myliłam się. Zniszczenie książki słono mnie kosztowało. Jedyna korzyść, jaka z tego wynikła, to że teraz mam ją na własność. Książkę wycofano z biblioteki, więc po uiszczeniu kary, mogłam ją zatrzymać. No i dobrze, ponieważ przez to wszystko nie zdążyłam doczytać do końca, a tak mogę ją sobie teraz czytać do woli. Tym bardziej, że jak dla mnie była prawie w idealnym stanie. (W tym kakao było naprawdę bardzo mało kakao.) Przypuszczam, że zakup identycznego egzemplarza w Polsce wynosiłby zaledwie kilka złotych. Tylko że to nie o książkę chodziło, ale o zasilenie bibliotecznej kasy.

Czytelnictwo

Duńczycy mają silną tradycję korzystania z bibliotek. Mają też wysoki wskaźnik czytelnictwa. Książki w Danii są drogie za sprawą wysokiego – 25% VATu. Pomimo to Duńczycy chętnie kupują książki. Podatek przeznacza się na biblioteki publiczne, więc pieniądze wracają do czytelnika. Biblioteki w Danii cieszą się dobrą sytuacją finansową, co pozwala się im rozwijać. Mogą sobie pozwolić na inwestycje, a nawet na wspieranie duńskich pisarzy. Autorzy za wypożyczenie książek przez biblioteki otrzymują wynagrodzenie. Takie rozwiązanie służy ochronie praw autorskich i promowaniu duńskiego pisarstwa.

Biblioteka

Dzisiejsze duńskie biblioteki spełniają wiele różnych funkcji. Oferują dostęp do Internetu, muzyki, video i innych mediów. Stały się centrami informacyjnymi, kulturowymi i naukowymi, a także miejscami spotkań, spędzania wolnego czasu, nawiązywaniu kontaktów, poszukiwania inspiracji. Zaspokajają wiele potrzeb i wychodzą naprzeciw różnym oczekiwaniom. Są dla ludzi. Tętnią życiem. Nie trzeba tu chodzić na paluszkach, ani przyciszać głosu. Dzieci mogą tu się bawić, skakać i biegać… czasami nawet zjeżdżać na zjeżdżalni. Biblioteki są przestronne i zaprojektowane z pomysłem. Usytuowane w często uczęszczanych miejscach: w centrach miast, a nawet w centrach handlowych. Dzięki dogodnej lokalizacji liczba korzystających z bibliotek szybko rośnie. W bibliotece można na przykład przyjemnie spędzić czas czekając na autobus. Sprzyjają temu długie, tzw. bezobsługowe godziny otwarcia. Gdy personel kończy pracę, nadal można korzystać z biblioteki. Dzięki komputerom i maszynom sortującym łatwo wypożyczyć czy oddać książkę. Poza tym, do biblioteki nie przychodzi się tylko po to, żeby wypożyczyć książkę, ale na przykład uczestniczyć w wydarzeniu kulturalnym, spotkać się z przyjaciółmi, popracować nad wspólnym projektem, odrobić lekcje, pograć w gry komputerowe lub po prostu zaszyć się w zacisznym kącie, by przejrzeć album, poczytać czasopismo lub książkę. Biblioteka ma być miejscem przyjaznym i otwartym dla każdego; miejscem, które odwiedza się z przyjemnością, które daje wytchnienie i inspirację, ale przede wszystkim miejscem, które ma zbliżać do świata książek.


BCI – Hjoerring Public Library, Denmark.

Rower

Co kocham w Danii? Mam listę rzeczy, które lubię w Danii, by móc uchwycić się ich, gdy mi smutno, gdy mi źle, gdy dopada nostalgia. Coś czego można się kurczowo złapać, gdy już mam dość, gdy chcę pakować manatki i uciekać gdzie pieprz rośnie… i gdzie rośnie wanilia. Na pierwszym miejscu tej listy, przed rewelacyjnymi duńskimi bibliotekami, są ścieżki rowerowe. Rowerem można się tu dostać wszędzie dzięki gęstej sieci ścieżek rowerowych, przemyślnie oddzielonych od jezdni pasami zieleni, zadbanych przez cały rok, systematycznie remontowanych, oświetlonych i odśnieżanych zimą. Często trasa rowerowa jest znacznie krótsza niż droga przebyta samochodem, a na pewno o wiele przyjemniejsza. Rower to jest wolność. Rower to jest niezależność. Rower to jest świat.

Pierwszy rower w Danii

Pamiętam mój pierwszy rower w Danii, zresztą skradziony od razu pierwszego dnia… Nie było mi dane się nim nacieszyć. Rower był podarkiem od pierwszych poznanych tu Duńczyków. Pierwsi znajomi Duńczycy, pierwszy rower, pierwszy szok kulturowy. Okazało się, że w Danii kradną na potęgę. Szczególnie łakomym kąskiem są rowery, zwłaszcza wyścigowe. Widocznie komuś za drogo było kupić rower, jako że rowery w Danii wcale tanie nie są. Owszem, można niedrogo kupić rower używany – sprawny, dobry rower, który posłuży jeszcze wiele lat, ale nowy rower to już spory wydatek, nawet dla Duńczyka. Właśnie dlatego gdy Duńczyk kupi rower, pierwsze co robi po założeniu porządnego zamknięcia, to go ubezpieczy.

Pierwszy rower w Polsce

Pamiętam też kupno mojego pierwszego roweru w Polsce. A było to tak: Wchodzę do komisu rowerowego. Patrzę: jest – stoi mój rower i czeka na mnie. No jeszcze nie mój, ale już mój. Kolarzówka wyraźnie uśmiecha się i łypie do mnie okiem. Rozmowa z właścicielem:
– Ta kolarzówka? Sprawna jest? Nic jej nie brakuje?
– Rower pierwsza klasa! Pierwszorzędna rama. Sam sprowadzałem z Niemiec. Chodzi jak szwajcarski zegarek! Pogromca szos!
Jeszcze tylko jazda próbna i rower jest mój.

Przez lata wiernie mi służył. Przemierzyliśmy wiele kilometrów po polskich drogach. W końcu przyszedł czas na drogi duńskie. Po doświadczeniach z pierwszym rowerem w Danii, nie obyło się jednak bez montażu profesjonalnego zapięcia, które kosztowało więcej niż sam rower, ale pierwsza miłość nie rdzewieje i wymaga poświęceń.


Lech Janerka – Rower Cover by CeZik.

Video
Facebook