Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Luty 2015

Oprocentowanie ujemne

Może to wyda się dziwne, ale kiedyś człowiek obywał się bez konta bankowego. Za wykonaną pracę dostawał pieniądze do ręki. Raz w miesiącu szedł do domu z wypchanym portfelem. Potem wydawał zarobione pieniądze, odkładał trochę. Trzymał pieniądze w domu, obywał się bez banków.
Nawet obracając dużymi kwotami, prowadząc firmę można było obejść się bez konta bankowego. Walizki zapakowane banknotami i domowy sejf – po co komu był potrzebny bank.

Oprocentowanie w skali roku

Banki były instytucjami opartymi na konkretnych wartościach, na bezpieczeństwie i na zaufaniu. Klient banku miał mieć poczucie, że jego pieniądze są dobrze zarządzane, że zarabiają, a do tego są dobrze zamknięte, nikt ich nie ukradnie. Mógł spać spokojnie, przecież powierzył pieniądze bankowi.
To były czasy, gdy założenie konta bankowego było dobrowolne. Mogłeś mieć konto, ale nie musiałeś. Bank starał się ciebie przyciągnąć. Prowadzenie konta nic nie kosztowało, przecież bank zarabiał na obrocie twoimi pieniędzmi. Więcej nawet, dzielił się z tobą zyskami. Dodawał ci kilka procent rocznie do kwoty trzymanej w banku, a jeśli zgodziłeś się, że nie będziesz wypłacał pieniędzy przez okres roku albo dłużej to dorzucał następne klika procent. Zawsze to miło zarobić, chociażby klika procent.
Wtedy nie było przymusu posiadania konta bankowego.

Oprocentowanie zerowe

Dzisiaj każdy musi mieć konto bankowe. Obojętnie czy prowadzi firmę, pracuje na etacie, czy jest na zasiłku, musi mieć konto w banku. Taki jest wymóg.
Po kryzysie finansowym zaufanie i bezpieczeństwo z jakim się kojarzyły banki przepadły bezpowrotnie. Pieniądze trzymane w banku nie są ani bezpieczne, ani nie zarabiają. Banki też nie zachęcają do trzymania w nich pieniędzy. Konta bankowe stały się płatne. Oprocentowanie konta bliskie zeru, ale ty nie masz wyboru, musisz mieć konto w banku, więc musisz płacić.
A to dopiero początek!

Oprocentowanie ujemne

Jeden z duńskich banków – FIH Erhvervbank – poszedł dalej w nakładaniu opłat. Wprowadził oprocentowanie ujemne. Co to takiego znaczy?
W przeszłości bank dawał ci kilka procent za to, że trzymasz w tym konkretnym banku swoje pieniądze.
Potem dawał ci bardzo mało, albo nawet nic nie dawał.
Teraz natomiast będziesz płacił za to, ze trzymasz pieniądze w banku! Tak! Na początek 0,5% w skali roku.  Jeśli kto dobry z matmy niech sobie policzy, powiedzmy 0,5% od 100 tysięcy. Ile wyszło?

Napady na banki to przeszłość. Dziś banki same napadają, więc nie zdziwmy się jeśli kiedyś wejdziemy do naszego banku i z „okienka kasowego” usłyszymy Dawaj pieniądze! To jest napad!”

oprocentowanie ujemne emigranci.

A tej nocy błysk i grom

Duńskie filmy mogą zachwycać albo zniechęcać. Fascynować lub odrzucać. Dawniej, w Polsce, kino skandynawskie intrygowało mnie swoją oryginalnością, czasem bawiło, ale na pewno stanowiło miłą odmianę od wszechobecnego, zalewającego filmowy rynek kina amerykańskiego. Później, w Danii, moje podejście zmieniło się na bardziej krytyczne. Zmieniła się perspektywa. Duńskie filmy przekładają sie na tutejsze realia, a może odwrotnie? W każdym razie rzeczy, które dzieją się za rogiem nie zawsze bawią. To tak jak z Davidem Lynchem, który zakochał się w Łodzi. Co innego zachwycić się określonym, miejscem jako turysta, a zupełnie co innego trwać w danej rzeczywistości i zmagać się z problemami życia codziennego. Jest jednak kilka duńskich filmów, które w mojej ocenie zasługują na uwagę. Jednym z nich jest film: „Jabłka Adama„. Warto zobaczyć go w oryginale. Próba obejrzenia z polskimi napisami nie okazała najlepszym pomysłem. Film wiele traci. Ten na wskroś duński film (czarny humor, galeria postaci) ma w sobie coś głębszego. Nie zamierzam tu przybliżać fabuły, ani zamieszczać recenzji. Każdy może zinterpretować po swojemu. Biblijna alegoria pozwala spojrzeć na historię wielowymiarowo, wielowarstwowo; porozmyślać nad dobrem i złem i postawami przyjmowanymi w obliczu cierpienia, dokonywanymi wyborami… Nie ma tu moralizatorstwa. Jest za to dobre kino ze świetnymi scenariuszem i reżyserią.

Bee Gees – How Deep Is Your Love.

Foki

Jan Brzechwa – Foka

 

Mole foce zjadły futro.
„W czym na spacer wyjdę jutro?”
Poszła foka do oposa:
„Jestem naga, jestem bosa,
Co ja teraz, biedna, pocznę?
Daj choć futro zeszłoroczne”.
Opos tylko drzwi zatrzasnął:
„Każdy nosi odzież własną!”
Poszła foka między bobry:
„Może będzie kto tak dobry
I ponosić futro da mi?
Futro przecież się nie splami”.
Bobry rzekły na to: „Foko,
Bieda u nas jest w tym roku,
Może jednak ci niedźwiedzie
Dopomogą w twojej biedzie”.
Ale niedźwiedź tylko mlasnął:
„Każdy nosi odzież własną!”
Poszła foka do borsuka:
„Może pan mi coś wyszuka?”
Borsuk zmierzył ją z wysoka:
„Z pani jest po prostu – foka!”
Nie pomogły również lisy –
Lis przeważnie sam jest łysy.
Nie zastała gronostajów,
Szynszyl kazał przyjść jej w maju,
Jeszcze gorzej poszło z lutrą,
Skunks miał w pralni swoje futro.
Poszła foka w złym humorze:
„Nikt mi, widzę, nie pomoże”.
Pozbierała na dnie szafki
Zniszczonego futra skrawki
I zaniosła do kuśnierza.
Kuśnierz mierzy i przymierza,
Poupinał skrawki modnie,
Potem szył przez dwa tygodnie,
Lecz by dziury zaszyć w futrze,
Musiał futro zrobić krótsze.
Jak tu foka w złość nie wpadnie:
„Ależ mnie pan ubrał ładnie!
Przód jest krótszy o trzy cale,
Moich rąk nie widać wcale,
Pan mi zeszył nogi obie,
Co ja teraz, biedna, zrobię?”
Kuśnierz zmrużył jedno oko:
„Trudno. Będzie pani foką”.
Odtąd foka nieszczęśliwa
Już nie chodzi, tylko pływa.

 

Wilki w foczej skórze

Foki kojarzą się zwykle z sympatycznymi stworzeniami o słodkich pyszczkach, poklepujących się po brzuszku. Kto widział je w fokarium, łatwo może wyrobić sobie taki ich obraz. Ot, atrakcja wprost idealna na miłe spędzenie wolnego dnia z dziećmi. Jednak, choć łatwo dać się zwieść pozorom, jakim jest łagodny i przyjazny wygląd, foki pod wieloma względami podobne są do wilków. Co wspólnego mają te pocieszne zwierzaki z wilkami? Może to trudno sobie wyobrazić, ale bardzo wiele. Przede wszystkim należą do tego samego rzędu ssaków drapieżnych. Tak jak wilki, żyją w stadach i polować też potrafią stadnie, naganiając sobie ryby. I to właśnie z powodu ryb, były i są tępione, choć objęte ochroną gatunkową, zupełnie jak wilki.

Ni pies ni wydra

Płetwonogie (Pinnipedia), do których należy foka, wyglądem nie przypominają swoich drapieżnych kuzynów. Ich najbliżsi krewni to niedźwiedziowate i łasicokształtne. Podczas gdy na lądzie ssaki te są ociężałe i niezdarne, w wodzie stają się wspaniałymi pływakami. Foki świetnie przystosowały się do życia w wodzie. Oprócz płetw i opływowego kształtu ciała, mają duże oczy, które adaptują sie do widzenia pod wodą przy małym dostępie światła. Także pozostałe zmysły ułatwiają podwodne polowanie. Zmysł dotyku, na przykład, pozwala im wyczuwać nawet niewielkie drgania przenoszone przez wodę. Posiadają grubą warstwę podskórnego tłuszczu, który zapewnia im izolację termiczną i chroni przed zimnem. Nurkując, zamykają nozdrza i uszy, a ich tętno obniża się nawet kilkunastokrotnie. Potrafią magazynować tlen we krwi, która krąży słabiej, dotleniając przede wszystkim mózg, który z kolei obniża swoją temperaturę, by zużywać jak najmniej cennego tlenu. To wszystko pozwala fokom przebywać pod wodą bez wynurzania nawet do kilkudziesięciu minut i nurkować na głębokość do 300 metrów. Rodzina fok (Phocidae) liczy obecnie 19 gatunków, z których dwa można, przy odrobinie szczęścia, zobaczyć w Danii: fokę szarą i pospolitą.

Psy morskie

Najliczniejsze w wodach Danii są foki pospolite, zwane też psami morskimi. Nazwę tę zawdzięczają podobieństwu do domowych pupili. Ich pyski są krótkie i zaokrąglone i wyglądają trochę jakby się uśmiechały. Żyją w płytkich, przybrzeżnych partiach mórz, toteż Morze Wattowe jest ich naturalnym środowiskiem. Na piaszczystych łachach wiosną i latem przychodzą na świat młode szczenięta. Pływają już kilka godzin po urodzeniu i zostają pod opieką matki przez 3 – 4 tygodnie. Potem muszą już sobie radzić same i nauczyć zdobywać pokarm – ryby, mięczaki i skorupiaki. Dorosłe foki pospolite ważą do 100 kilogramów i nie występuje u nich dymorfizm płciowy, czyli dość trudno jest odróżnić samicę od samca. Prowadzą raczej osiadły tryb życia, a w poszukiwaniu pokarmu przepływają z reguły kilkadziesiąt kilometrów, choć zdarzają się im dalsze wyprawy, trwające do trzech tygodni.

Foki szare

Znacznie rzadziej występują w Danii foki szare. Mają bardziej wydłużone pyski niż foki pospolite, a samce ze swoimi charakterystycznymi, wydatnymi nosami przypominają konie lub łosie. Są o wiele większe od fok pospolitych. Samce mogą ważyć do 300 kilogramów. Foki szare są bardzo wytrwałymi pływakami – na ląd wychodzą w okresach linienia (na przełomie wiosny i lata) i rozrodu, który przypada zimą. Wtedy wybierają trudno dostępne wysepki, skaliste wybrzeża lub rodzą na lodzie. W okresie godowym foki szare żyją w stadach o jasno określonej hierachii: samce gromadzą haremy, składające się z kilku samic i i bronią ich wraz z terytorium. Młode foczki szare, inaczej niż foczki pospolite, przychodzą na świat pokryte białym, gęstym futerkiem, zwanym lanugo (z łaciny – puch, meszek), które tracą w czasie pierwszych 2 – 3 tygodni życia. W tym czasie nie wchodzą do wody. Foki szare żyją w wodach przybrzeżnych i nie odbywają dalekich wędrówek. Zdarza się jednak, że młode osobniki wybierają się na długie, samotne wycieczki, pokonując dystanse ponad tysiąc kilometrów w bardzo krótkim czasie.

Śmierć rybożercom

Największym wrogiem fok jest człowiek, niekoniecznie Inuici, dla których polowanie na foki to część tradycji i sposób na przetrwanie. Od tysięcy lat foki prześladowano z powodu szkód wyrządzanych rybakom. Jako „rybożercy”, foki stanowią naturalną konkurencję rybaków. Powodują dotkliwe straty w połowach ryb, niszczą sprzęt rybacki i sieci, często przypłacając to własnym życiem. W Danii w latach 1889 – 1927 wypłacano premię pieniężną za każdą zabitą fokę. Podobnie działo się w innych krajach. Oficjalna akcja likwidowania fok doprowadziła do dramatycznego spadku populacji. Kolejnym czynnikiem, pośrednio związanym z działalnością człowieka, są zanieczyszczenia wód morskich, powodujące zatrucia fok oraz zmniejszenie ich odporności na choroby. W 1988 i 2002 foki w Danii zdziesiątkowała epidemia. Zaatakowane wirusem nosówki zwierzęta masowo umierały na zapalenie płuc.

Na ratunek fokom

Od 1977 roku zaprzestano polowań i populacja fok powoli zaczęła się odradzać. Foki chroni unijne prawo oraz zapisy Konwencji Helsińskiej. Objęte są ścisłą ochroną gatunkową, chociaż w niektórych europejskich krajach, np. w Danii, prowadzi się limitowane odstrzały. W wielu krajach w ramach aktywnej ochrony gatunku podejmuje się starania ratowania i rehabilitacji chorych fok i młodych foczek, które utraciły kontakt z karmiącą matką. Osamotnione, wygłodzone, niesamodzielne foczki przyzywają mamę, wydobywając rozdzierający krzyk. Bez mleka matki nie mają szans na przetrwanie. Rehabilitacja polega na regularnym podawaniu młodym foczkom rybiej papki z witaminami, nauce jedzenia i łowienia żywych ryb i leczeniu fok chorych. W Danii zaprzestano tej praktyki w 1995 roku, gdy stwierdzono, że populacja fok dobrze sobie radzi, powiększa się liczebnie i nie grozi już jej wyginięcie. Duńczycy zostawiają na pastwę losu i pewną śmierć chore foki i porzucone foczęta, wychodząc z założenia, że brak ingerencji człowieka sprzyja naturalnej selekcji i zapobiega rozprzestrzenianiu się chorób wśród dziko żyjących fok. Można by rzec „co kraj to obyczaj”. A gdy już mowa o selekcji naturalnej, foki spełniają bardzo pożyteczną przyrodniczą rolę, która polega na selekcjonowaniu stad ryb, a więc eliminacji osobników najsłabszych i najbardziej licznych. Obecność fok ma też ogromne znaczenie dla turystyki. To nie lada gratka spotkać na żywo stado fok, żyjących na wolności w swym naturalnym środowisku. O tym gdzie można zobaczyć foki w Danii można przeczytać w jednym z wcześniejszych wpisów.

Miś i Margolcia – Foka gra fokstrota.

Świerszcz i mrówki

„Konik polny i Mrówka” Jeana de la Fontaine’a

Jean de la Fontaine jest autorem znanej i powszechnie lubianej bajki: „Konik Polny i Mrówka”:

tłumaczenie
Władysława Noskowskiego

Niepomny jutra, płochy i swawolny,
Przez całe lato śpiewał konik polny.
Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy –
Gorzko zapłakał biedaczek.
”Gdybyż choć jaki robaczek.
Gdyby choć skrzydełko muchy
Wpadło mi w łapki… miałbym bal nie lada!”
To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
„Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
Oddam z procentem – słowo honoru!”
Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(Jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:
„Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?”
„Śpiewałem sobie.” – „Więc za to
Tańcujże teraz, nieboże!”

tłumaczenie
Franciszka Morawskiego

Konik polny, co swój cały
pośród lata czas prześpiewał,
tak był na zimę zgłodniały,
że tylko wiatr nim powiewał.
Żeby też odrobina jaka
z muchy lub robaka —
nic zgoła!
A więc idzie, płacze, woła,
u skrzętnej mrówki kołace.
Pożycz, jej, pożycz, powiada —
Kilka ziarnek dla sąsiada.
Jakem konik, tak zapłacę,
by tylko sierpień zawitał,
prowizyą i kapitał. —
Mrówka na to: — opatrz Boże,
ja nikomu nie pożyczam:
do wad to moich policzam,
nawet nie najmniejszych może,
ale już mię nie poprawisz.
Raczej odpowiedz mi na to:
cóżeś robił całe lato,
że się dziś żebranką bawisz? —
— Tak w dziennej, jak w nocnej dobie,
wciąż śpiewałem bez ustanku.
— Śpiewałeś? dobrze, kochanku,
teraz skakaj sobie…

„Konik Polny i Mrówka” Władysława Starewicza

W 1912 roku w Kopenhadze odbyła się premiera filmu Władysława Starewicza: „Konik Polny i Mrówka”, będąca adaptacją bajki. Władysław Starewicz był polskim animatorem i jednym z pierwszych w świecie twórców animacji, genialnym eksperymentatorem, specjalistą od nowatorskich efektów specjalnych, pionierem i wirtuozem poklatkowego filmu lalkowego, czyli filmu opartego na animacji kadr po kadrze.
Nazwisko Władysława Starewicza w Polsce jest niestety mało znane, chętnie za to przyznają się do niego zarówno Rosjanie jak i Francuzi. Zwany europejskim Waltem Disneyem prekursor filmu animowanego dokonywał cudów na ekranie. Wszystko, co podsuwała mu wyobraźnia, potrafił zrealizować, by wydobyć magię kinematografii. I tak w „Koniku Polnym i Mrówce” widać efekt zwolnionego ruchu na przykładzie opadających jesiennych liści. Dostrzec można też dopracowanie szczegółów scenografii, jej bogactwo, precyzja detali, a także dbałość o płynność i dynamikę ruchu: kiedy Mrówka załadowała cały wóz balami drewna, po czym ruszyła – z wozu, w piękny sposób zsunęła się jedna z belek, Konik Polny siedzący na liściu, kołysze się wraz z nim, a motyl unosi się w powietrzu fruwając nad łąką.
Władysław Starewicz był wielkim czarodziejem kina, a jednocześnie wspaniałym rzemieślnikiem, a także człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym, który obmyślał scenariusze własnych filmów, robił wspaniale lalki, imponujące scenografie, operował kamerą – często w niezwykle pomysłowy sposób. Był montażystą i reżyserem. Robiąc to co kochał, zachował niezależność, rezygnując z propozycji studiów filmowych w Hollywood, ponieważ nie odpowiadał mu amerykański styl pracy. Jego ekipę stanowiła rodzina, z którą stworzył jedyny w swoim rodzaju świat, zamieszkany przez zwierzątka, które uosabiały wszelkie wady, strachy i pragnienia ludzkie.

„Konik Polny i Mrówka” Disneya i w innych wydaniach

Historia Konika Polnego i Mrówki doczekała się jeszcze wielu interpretacji filmowych, literackich i muzycznych. Przykładem jest rozbrajająca disnejowska wersja z serii Silly Symphonies z 1934 roku: „The Grasshopper and the Ants”. Bajka została adresowana do najmłodszego odbiorcy i w zakończeniu mrówki przyjmują konika polnego do mrowiska, ratując od niechybnej śmierci. Ten wyraża skruchę i w zamian za gościnę odpłaca się mrówkom swoją muzyką, a właściwie zapracowuje na wikt i miejsce w mrówczym przytulisku.
Warto też wspomnieć o czechosłowackiej, przepiękniej wydanej książeczce: „Cvrček a mravenci” (Świerszczyk i mrówki) autorstwa J. Z. Nováka, którą ilustracjami opatrzył V. Kabašta, a przetłumaczył na język polski L. Kuciński.

„Świerszcz i Mrówki”

Szczególnym sentymentem darzę opowieść o Mrówkach i Koniku Polnym czy może Świerszczu (to kwestia wielce dyskusyjna; u Iwana Kryłowa na przykład głównym bohaterem była bodajże Ważka), pewnie dlatego, że kilka lat temu moja siostra przygotowywała przedstawienie inspirowane tą bajką. Aktorami byli jej uczniowie ze szkoły specjalnej, którzy odgrywali scenki do nagranej wcześniej ścieżki dźwiękowej. Pomysł i wykonanie, oczywiście oprócz piosenek, były przedsięwzięciem rodzinnym, a głosów udzielili moi najbliżsi, z wyjątkiem tytułowego Świerszcza. Zapraszam do krainy Mrówek i Świerszczyka – lekkoducha i zarazem artysty muzyka:

 

Świerszcz i mrówki.

Gefion

Mity greckie i rzymskie zna każdy i słusznie, albowiem w nich zakorzenione jest dziedzictwo kulturowe cywilizacji zachodniej, ale obok mitologii greckiej i rzymskiej istnieją przecież jeszcze inne, równie ciekawe, między innymi mitologia słowiańska, celtycka, germańska. Jedną z postaci w mitologii nordyckiej jest bogini Gefion, która odegrała ważną rolę w powstaniu Danii. Jak podaje literatura staroskandynawska Gefion wysłana została przez boga Odyna do króla Gylfe – władcy Szwecji – z misją pozyskania ziem. Król Gylfe obiecał jej tyle ziemi, ile zdąży zaorać w ciągu jednego dnia. Usłyszawszy to Gefion sprowadziła z krainy olbrzymów czterech synów, których przemieniła w woły i zaprzęgła do pługa. Woły odznaczały się tak wielką siłą, że zaorały ogromne połacie lądu, a pług wcinał się głęboko w ziemię. W powstałe bruzdy wdarła się woda i oddzieliła otrzymane ziemie od Półwyspu Skandynawskiego. Gefion przy pomocy synów obdarzonych nadprzyrodzoną mocą oderwała zaoraną ziemię i zaciągnęła ją na zachód w kierunku Fionii i Odense – siedziby Odyna. W ten sposób powstała Zelandia. Później Gefion poślubiła Skjolda – jednego z synów Odyna i dała początek królom Danii.

Legendę o Gefion opisaną w niezwykle barwny sposób można także znaleźć na stronach visitdenmark.pl.

Na jej podstawie powstał filmik autorstwa Edyty Kluczyńskiej i dzieci z Zespołu Szkół Specjalnych we Wrześni:

Legendy świata – Dania.

Video
Facebook