Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Październik 2014

Kurki po duńsku

Na grzyby

Wstajemy wcześnie. Jeszcze jest ciemno. To właściwie środek nocy. Za oknem tylko kilka stopni. Ostatni łyk herbaty, ostatni kęs chleba i w drogę. Jedziemy dwie, może trzy godziny. Autobus wypełniony prawie do ostatniego miejsca. Słychać szepty rozmów, ciche pochrapywania. Wschodzi słońce. Stajemy na niewielkim parkingu w lesie. Powoli wychodzimy z autobusu. Rozprostowujemy kości i nabieramy do płuc świeżego powietrza. Dojechaliśmy. Jesteśmy na grzybach.
Tak mniej więcej wyglądał w Polsce początek wyprawy na grzyby. Potem przez kilka godzin chodziliśmy po lesie, zbierając grzyby. Na umówioną godzinę, zazwyczaj 13 lub 14 przychodziliśmy z powrotem na leśny parking. Bardziej doświadczeni grzybiarze sprawdzali zbiory tych początkujących. Ci, którym się poszczęściło dumnie pokazywali swoje, pełne grzybów kosze. Dojadaliśmy kanapki, dopijaliśmy resztki kawy zbożowej z termosów i wracaliśmy. Zmęczeni, ale szczęśliwi.

Svampekursus

Byliśmy ciekawi jak wygląda taka wyprawa w Danii, więc zapisaliśmy się na svampekursus. Opis kursu był następujący:
Dziko rosnące grzyby jadalne – prowadzący kurs (tutaj dane prowadzącego)
Spiżarnia jaką dostarcza nam natura cieszy się coraz większą popularnością.
Każdy z nas słyszał o trujących właściwościach grzybów i dlatego podchodzimy do nich nieufnie.
Na tym jednodniowym kursie zajmiemy się zarówno popularnymi grzybami jadalnymi, jak i tymi trującymi.
Kurs obejmuje wprowadzenie do świata grzybów, wycieczkę do lasu, analizę zebranych grzybów połączoną z przyrządzeniem i degustacją tego co zebraliśmy.
Weź ze sobą: suchy prowiant, napoje, odpowiednie obuwie, koszyk oraz mały nożyk.
Jeśli masz, weź atlas grzybów. Jeśli nie masz to polecam książkę dla początkujących „Politikens Svampebog” Henning’a Knudsen’a.
Transport do lasu własnymi samochodami.
Miejsce spotkania: parking przy szkole (tutaj podany adres szkoły).
Koszt materiałów około 20 koron.
Niedziela, 21 września, godzina 10 – 15.30.
Opłata 310 koron.

Punkt zborny

Zaopatrzyliśmy się we wszystko co potrzeba. Kanapki włożyliśmy do koszyków i we wrześniową niedzielę wyruszyliśmy na grzyby. Tak przynajmniej myśleliśmy. Punkt dziesiąta byliśmy na parkingu. Tam już czekała grupka ludzi. Wymieniliśmy z wszystkimi nadspodziewanie mocne uściski dłoni i czekaliśmy co będzie dalej. Nie zmyliły nas ani te silne uściski dłoni, ani brak koszyków, ani nawet psy w każdym samochodzie. Dopiero gdy głos zabrał lokalny polityk zrozumieliśmy, że jesteśmy w niewłaściwym miejscu. Przy szkole były dwa parkingi, a svampekursus zaczynał się na tym drugim. Poszukiwania drugiego parkingu trwały krótko, ale i tak dotarliśmy spóźnieni. Chociaż teraz nie było wątpliwości. Na środku stał koszyk pełen kurek. To był właściwy kurs. Niestety część wstępna właśnie dobiegała końca, umknęły nam wszystkie informacje początkowe. Dowiedzieliśmy się tylko dokąd jedziemy. Kilku uczestników kursu miało auta na „naszym” parkingu, więc razem pojechaliśmy do podmiejskiego lasku.

Niedzielni grzybiarze

Po kwadransie staliśmy już wśród drzew z koszykami w rękach. Prowadzący kurs oznajmił żeby trzymać się ścieżki i żeby zbierać grzyby jakie tylko chcemy. Ale grzybów było mało, pojedyncze sztuki, więc albo byliśmy w złym miejscu, albo niedziela przed południem nie była dobrą porą na grzybobranie. Po półtorej godzinie wróciliśmy do zaparkowanych samochodów. Wszyscy wyjęli kanapki, usiedli na leśnych ławkach i zaczęli jeść. My, chociaż nie zdążyliśmy jeszcze zgłodnieć, poszliśmy w ich ślady. Po dobrej pół godzinie „niedzielni grzybiarze” wstali z ławek i jeszcze na dwa kwadranse poszli w las. Następnie pojechaliśmy na miejsce piknikowe. Odbyła się tam analiza grzybów, po której zawartości koszyków znacznie się zmniejszyły. To nie miało większego znaczenia ponieważ prowadzący kurs przeznaczył do degustacji własne, przygotowane wcześniej zbiory. Po chwili na trzech stanowiskach były przyrządzane trzy różne grzybowe potrawy. Na rozpalonym ognisku skwierczał boczek z kurkami, na ruszcie podsmażały się koralowate gałęziaki, a na maszynce gazowej bulgotała zupa z borowików. Próbowaliśmy każdej potrawy, a ilości były takie, że z powodzeniem można było napełnić brzuchy.

Prawdziwe grzybobranie

Svampekursus okazał się niedzielną wycieczką do lasu zakończoną piknikiem. W sumie, było bardzo sympatycznie. Chociaż niewiele miało wspólnego z wyjazdami na grzyby, które pamiętam z Polski, więc na prawdziwe grzybobranie pojechaliśmy tydzień później, sami.

kurki po dunksu

Nie tłumaczyłem zwrotu „svampekursus”, ponieważ nie znalazłem polskiego odpowiednika, który w pełni oddawałby to, czym to wydarzenie było. Jeśli ktoś ma pomysł na tłumaczenie, to proszę wpisać w komentarzu.

.

Zasiłek w państwie opiekuńczym

Jeżeli jesteś już dłuższy czas w Danii, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafisz na zasiłek. To może być zasiłek dla bezrobotnych, zasiłek socjalny, ale także zasiłek chorobowy czy rehabilitacyjny.
To nic złego być na zasiłku. Jak się dobrze przyjrzeć to ponad połowa Duńczyków jest na utrzymaniu państwa: urlopy macierzyńskie, emerytury, finansowe wsparcie dla studentów. Możemy doliczyć do tego cały sektor publiczny, rolników żyjących głównie z dotacji publicznych i pracowników organizacji pozarządowych. Jak wszystko podliczymy, okaże się, że sektor prywatny, który utrzymuje duńską gospodarkę to niewiele ponad 30% rynku. To by z kolei wyjaśniało wysokość cen duńskich produktów i usług.

Bezrobocie

Przytrafiło ci się bezrobocie. Idziesz na zasiłek. W tym momencie wkracza do akcji „państwo opiekuńcze”. Od tej pory państwo będzie wiedziało lepiej co jest dla Ciebie dobre i państwo będzie chciało decydować o Twojej przyszłości. Państwo będzie zwracało się do Ciebie ustami specjalnie przydzielonego urzędnika. Właściwie to urzędników, bo będzie ich więcej. Będą przysyłali do Ciebie listy (od 1 listopada 2014 już tylko w wersji elektronicznej), wzywali Cię na spotkania, doradzali Ci co zrobić ze swoim życiem. Zaproponują Ci obowiązkowy udział w różnego rodzaju kursach. Dowiesz się na nich wielu przydatnych rzeczy. Całymi tygodniami będziesz uczył się jak napisać CV, gdzie szukać pracy, czy w końcu jak ubrać się na rozmowę kwalifikacyjną. Gdy ukończysz kolejne kursy zostaniesz wysłany na praktyki lub objęty programem aktywizacyjnym. Bezsensowność tych wszystkich zajęć jest tym większa im dłużej jesteś na zasiłku i im mniejsza jest miejscowość, w której mieszkasz.
Czy urzędnik myśli, że programy, które Ci przydziela mają jakikolwiek sens? Zadaniem urzędnika nie jest myśleć, zadaniem urzędnika jest wykonywać swoją pracę i to najlepiej jak potrafi. A nie jest to praca łatwa.

Praca urzędnika

Praca urzędnika spotykającego się twarzą w twarz z osobą będąca na zasiłku może być bardzo stresująca. Pamiętajmy o tym, że bezrobotny, który właśnie stracił pracę lub co gorsza pozostaje bez pracy przez dłuższy czas, ma prawo do frustracji. Więcej nawet, ma prawo do okazania tej frustracji w formie apatii, bądź też – co jest bardziej niebezpieczne dla urzędnika – w formie agresji. Dlatego też w urzędach, tych z „pierwszej linii frontu” zatrudniani są ochroniarze, a sami urzędnicy co rusz to przenoszą się do innego pokoju, by w przypadku niekontrolowanej wizyty, będącego na skraju wybuchu bezrobotnego, trudniej było ich odnaleźć. W obliczu takich zagrożeń głównym celem Twojego urzędnika jest w miarę bezproblemowe zakończenie dnia pracy o godzinie 16 i odebranie wypłaty na koniec miesiąca.

Jakie jest Twoje zadanie?

Zasiłek w państwie opiekuńczym to praca na pełen etat. I tak właśnie musisz do tego podchodzić. To jest Twoja praca. Otrzymujesz dochód i w zamian za ten dochód jesteś zobligowany do wykonywania pewnych czynności, jak uczestniczenie w kursach, przychodzenie na spotkania itd. Jednak Twoim celem nie jest wykonywanie tych czynności. Twoim celem jest uzyskanie dochodu oraz wykorzystanie czasu, gdy jesteś na zasiłku dla siebie. To czas żeby się zastanowić co tak naprawdę chcesz robić, czym się zajmować. Może chcesz podwyższyć kwalifikacje, zmienić zawód albo rozpocząć własną działalność. Wykorzystaj dany ci czas, żeby odnaleźć w sobie, to co chcesz robić. Spróbuj też wykorzystać urzędników, żeby się dowiedzieć jak możesz to zrobić. Mała szansa, że Ci pomogą, ale kto wie, może i do Ciebie uśmiechnie się szczęście.

Państwo opiekuńcze

Państwo opiekuńcze w wersji duńskiej opiera się głównie na wykonywaniu działań pozorowanych. Urzędnicy i pobierający zasiłek są od siebie zależni. Nie mogą istnieć bez siebie. Żyją w symbiozie. Obie strony wykonują lub pozorują wykonywanie działań dzięki którym mają dochód. Tak naprawdę niewiele się od siebie różnią. Jedni i drudzy są „na garnuszku państwa.”

jobcenter.

Video
Facebook