Emigracja. Inspiracja. Motywacja.

Monthly Archives: Październik 2014

Danish language or ugly duckling

David Snopek, Amerykanin o korzeniach polskich, sam nauczył się polskiego między innymi słuchając i czytając książki po polsku. Na pierwszy ogień poszedł „Harry Potter”. Idealny wybór: książka dobrze napisana zarówno pod względem języka jak i dramaturgii. Jest też świetnie czytana przez Piotra Fronczewskiego, który nie tylko czyta profesjonalnie pod względem lektorskim, ale też po mistrzowsku interpretuje. Ile tam jest humoru, ile serca! Pomimo co mroczniejszych fragmentów, książka nie przytłacza, nie dławi, nie przygnębia. Wręcz przeciwnie, wciąga, bawi, fascynuje i urzeka swoją magią. Na pewno jest to również zasługa tłumacza Andrzeja Polkowskiego, dzięki któremu polski tekst czyta się tak dobrze. Przekład bowiem jest kluczowy. Może zabić dobrą książkę, albo sprawić, że książka już i tak świetna w oryginale wydaje się być genialna, dzięki żywemu językowi tłumaczenia. Harry Potter jest książką, która zasługuje na swoją wysoką poczytność. Dobra jest rzecz jasna już w oryginale. Świetnie się jej słucha, gdy czyta Stephen Fry. W związku z tym naturalną rzeczą było sięgnięcie po wersję duńską, głównie w celach językowych. Na czym lepiej szlifować język jak nie na Harrym Potterze? Idealny, obszerny, ciekawy i co nie mniej ważne, ogólnie dostępny materiał językowy. Niestety, nie wiadomo czy to brzmienie duńskiego, czy też przekład zniechęca, wręcz odrzuca. A przecież to Harry! I właśnie dlatego że to Harry, jakoś nie można się przemóc. Nie można pokonać tego wewnętrznego oporu przed czytaniem / słuchaniem Harry’ego po duńsku. To tak jakby zabić ulubioną lekturę. Może nie od razu zabić, ale na pewno zohydzić, obrzydzić sobie. Może to nie jest też ulubiona lektura, ale na pewno lubiana. No dobrze. A co jeśli przekład jest przyzwoity, a książka przeczytana bez zarzutu? Może to tylko odczucie subiektywne, awersja niczym nie uzasadniona?
Idąc dalej tropem przekładu i tłumaczy, ale spoglądając na drugą stronę medalu: parę lat temu pojawił się nowy przekład baśni Hansa Christiana Andersena autorstwa Bogusławy Sochańskiej. Po raz pierwszy bezpośrednio z języka duńskiego. Wcześniej tłumaczono via niemiecki, wśród nich najbardziej znane tłumaczenie Jarosława Iwaszkiewicza. Tłumaczka ma do baśni, jak sama przyznaje, stosunek wręcz bałwochwalczy. Co zaskakujące, jej przekład w porównaniu do poprzednich wydawać się może suchy i ubogi w ozdobniki, gdyż nie wpisuje się w kanon języka, jaki panował w epoce kiedy teksty oryginalne dostosowywano do ówczesnych wymagań estetycznych. Pozbawiony tych wszystkich językowych esów floresów, ale zrozumiały dla współczesnego odbiorcy. Baśnie te są czytelne nie tylko dla dorosłych, którzy może przełknęliby język salonu, ale także dla dzieci, a może przede wszystkim dla nich. Tłumaczka, zanim jeszcze dokonała własnego przekładu, zauważyła, że jej dzieci wolały słuchać opowiadanych przez nią baśni Andersena niż czytanych. Te drugie okazywały się niestrawne, dłużyły się i nudziły dzieciom, ponieważ język zbyt mocno odbiegał od tego, którym posługiwały się na co dzień. Co więcej, różnił się też od prawdziwego języka Andersena. Czy w takim razie język Andersena był ubogi, suchy i nudny? Nie, wręcz przeciwnie! Był barwny, plastyczny, pełen gier słownych i dźwiękonaśladownictwa, ale jednocześnie prosty: nie napuszony i nie górnolotny. Bogusława Sochańska starała się oddać prawdziwy język baśni, dodatkowo poprawiając błędy nie do uniknięcia podczas wcześniejszego tłumaczenia przez język trzeci. Baśnie zostały również wydane jako audiobook. Czyta Jerzy Stuhr.
Wracając do Harry’ego: dlaczego, skoro znawca języka duńskiego potrafi zachwycić się Andersenem, ja nie potrafię zdzierżyć duńskiego Harry’ego? Może nie jestem jeszcze dostatecznie zaawansowana językowo, żeby docenić, czy chociażby dostrzec piękno tego języka? Może zamiast łabędzia wicąż widzę brzydkie kaczątko?

The Ugly Duckling Song.

To co określa człowieka

Miasteczko było całe rozkopane, wszędzie roboty drogowe. Znaki informujące o objazdach prowadziły do jednego punku, do ulicy którą przyjechałem do miasteczka. Zapytałem miejscowego jak można dostać się na drugą stronę.
Nie można” – odpowiedział – „Wszystko zablokowane, jest tylko jedna droga.”
To znaczyło, że będę musiał nadrobić prawie 70 km. Jak do tej pory GPS prowadził mnie bardzo dobrze. Wybrałem „najszybszą trasą” i faktycznie do tej pory zaoszczędziłem jakieś pół godziny. Co z tego, jak teraz kręciłem się po tych objazdach już 20 minut i stracę przynajmniej godzinę wracając tą samą drogą. Dlaczego nie było znaków, które by ostrzegały, że droga zamknięta, że trasa nieprzejezdna? Musiałem wybrać drogę, którą tu przyjechałem. GPS teraz mi nie pomoże. Nie było sensu dłużej się zastanawiać. Wracałem. Jedyna droga. Naokoło lasy, za godzinę zacznie się ściemniać.

W oddali widziałem migające światła. To był wóz strażacki, stojący w poprzek drogi. Gdy dojechałem zatrzymał mnie jeden ze strażaków i oznajmił, że wywróciła się ciężarówka i muszę zawrócić.
Ale to jedyna droga” – powiedziałem.
Nic na to nie poradzę” – odparł – „ciężarówka zatarasowała drogę, potrzebny będzie dźwig żeby ją podnieść. Już wezwaliśmy. Za kilka godzin trasa będzie przejezdna.”
Byłem uwięziony. Chciałem zaoszczędzić trochę czasu, a przyjdzie mi spędzić noc w tym miasteczku. Przyjechał kolejny samochód. Kierowca wysiadł, podszedł do strażaków. Chwilę z nimi rozmawiał. Potem podszedł do mnie.
Dokąd jedziesz?” – zapytał.
Chcę się dostać na drugą stronę miasteczka” – odpowiedziałem zrezygnowany.
„Znam te lasy. Pracowałem tu kiedyś na zrębie. Jedź za mną. Poprowadzę cię.” I odszedł do samochodu. Co miałem robić? Czekać tutaj kilka godzin? Wrócić do miasteczka i poszukać noclegu, czy zaufać nieznajomemu i jechać za nim przez lasy? Nie mogłem się długo zastanawiać, jego samochód już zawracał. Pojechałem za nim. Wjechaliśmy w las. Wpatrywałem się w tylne światła jego samochodu. Starałem się trzymać blisko. To nie było trudne. Jechał bardzo wolno. Starannie omijał wystające korzenie. Chociaż już było ciemno pewnie skręcał w kolejne, coraz to węższe leśne dróżki. Naprawdę znał te lasy. Po pewnym czasie poprzez drzewa zaczęły prześwitywać światła, to chyba to nieszczęsne miasteczko. Zatrzymał się gdy dojechaliśmy do rozdroża. Wysiadł z auta i podszedł do mojego.
„Tutaj nasze drogi się rozchodzą” – powiedział.
Wysiadłem żeby mu podziękować.
Wtedy mnie zapytał: „Co robisz w życiu?”
Powiedziałem czym się zajmuję, gdzie pracuję.
Źle mnie zrozumiałeś” – odparł – „Co naprawdę robisz w życiu? Co lubisz robić? Jakie jest Twoje hobby?”
Uśmiechnąłem się. To dziwne. Nigdy wcześniej nie zadano mi tego pytania. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, potem się rozstaliśmy. Pojechałem dalej drogą, którą mi wskazał. Wyjechałem po drugiej stronie miasteczka.

Kim był ten człowiek? Nie wiem. Wiem, że mnie zmienił. Zmienił mój sposób widzenia, patrzenia na ludzi.
To nie praca jaką wykonujemy nas określa. Określa nas to co robimy po pracy. Czym się zajmujemy w czasie wolnym. Co lubimy robić. Nasza pasja. Czasem mamy szczęście i nasza pasja staje się naszą pracą. Ale to już zupełnie inna historia.

emigranci blog

.

Duńskie partie polityczne

Partie polityczne w Danii podzielone są na dwa bloki: niebieski oraz czerwony. Dodatkowo każda partia ma też własny kolor oraz literę. Kolor partii jest często różny od koloru bloku, do którego należy partia, a litera, która określa partię na listach wyborczych niejednokrotnie w ogóle nie kojarzy się z nazwą partii. Zbiorę tutaj w jednym poście największe duńskie partie oraz krótko opiszę poglądy jakie reprezentują.

Blå blok

Blok niebieski (Blå blok) to partie, którym bliższy jest pogląd, że podział dochodu narodowego powinien następować za pośrednictwem rynku.

Venstre

Lewica, Duńska Partia Liberalna (Venstre, Danmarks Liberale Parti), kolor partii niebieski, litera V. Wbrew swojej nazwie Venstre (Lewica) jest partią centroprawicową. Partia powstała w 1870 roku jako ruch chłopów przeciwko arystokracji ziemskiej. Jest to partia wolnorynkowa, głównym jej celem jest liberalizm gospodarczy.

Dansk Folkeparti

Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti), kolor partii czerwono biały, litera O. Dansk Folkeparti to nacjonalistyczna partia założona w 1995 roku. Znajduje się po prawej stronie duńskiej sceny politycznej. Jest to partia eurosceptyczna, której głównym postulatem jest zaostrzenie polityki antyimigracyjnej oraz ochrona duńskiego dziedzictwa kulturowego.

Liberal Alliance

Sojusz Liberalny (Liberal Alliance), kolor partii pomarańczowy, litera I. Wolnorynkowa partia założona w 2007 roku. Znajduje się po prawej stronie duńskiej sceny politycznej. Jej głównym celem jest zwiększenie wolności gospodarczej, obniżenie podatków oraz zmniejszenie wydatków publicznych.

Det Konservative Folkeparti

Konserwatywna Partia Ludowa (Det Konservative Folkeparti, DF), kolor partii zielony, litera C. Centroprawicowa partia konserwatywna założona w 1915 roku. Postulaty partii to wolność i odpowiedzialność, polepszenie warunków dla prywatnej przedsiębiorczości oraz promowanie i ochrona wartości narodowych.

Rød blok

Blok czerwony (Rød blok) to partie, którym bliższy jest pogląd, że podział dochodu narodowego powinien następować za pośrednictwem państwa.

Socialdemokraterne

Socjaldemokracja (Socialdemokraterne), kolor partii czerwony, litera A. Centrolewicowa partia socjalistyczna założona w 1871 roku. Jej główne postulaty to zwiększenie roli państwa w gospodarce oraz rozwój państwa opiekuńczego.

Det Radikale Venstre

Radykalna Lewica – Duńska Partia Socjalliberalna (Det Radikale Venstre – Danmarks social-liberale parti), kolor partii magenta, litera B. Centrolewicowa partia założona w 1905 roku. Celem partii jest ochrona i wzmacnianie demokracji oraz zapewnienie minimum socjalnego, dostępu do wykształcenia i innych podstawowych potrzeb.

Socialistisk Folkeparti

Socjalistyczna Partia Ludowa (Socialistisk Folkeparti, SF), kolor partii czerwono zielony, litera F. Lewicowa partia założona w 1959 roku przez byłego lidera Duńskiej Partii Komunistycznej. Główne postulaty partii to poszanowanie demokracji, praw człowieka oraz ochrona środowiska i wsparcie dla feminizmu.

Enhedslisten

Czerwono Zieloni (Enhedslisten – De Rød-Grønne), kolor partii czerwono zielony, litera Ø. Partia powstała w 1989 roku jako koalicja Lewicy Socjalistycznej, Duńskiej Partii Komunistycznej oraz Socjalistycznej Partii Pracy. Celem partii jest stworzenie demokracji socjalistycznej w Danii i za granicą, zniesienie prywatnej własności środków produkcji oraz rozwój państwa opiekuńczego.

 dunskie partie polityczne

.

Jack in the Box

Przyglądając się wydarzeniom w Polsce, a właściwie jednym uchem łowiąc to o czym krzyczy internet, to czym epatują media, cieszę się, że nie oglądam polskiej telewizji. Już i tak informacje, które wyskakują z internetu, jako żywo przypominają pajacyka z pudełka, takiego Jack in the Box z buzią klauna. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać i chyba trzeba na wszystko patrzeć z przymrużeniem oka. Weźmy na przykład całe to zamieszanie o prawa mniejszości seksualnych. Owszem, można ułożyć humorystyczny wierszyk na ten temat, czemu nie? Jak na przykład taki:

Znany bokser rodem z Gdańska,
Dla którego tolerancja
Znaczy tyle
Co LGBT,
Dostał słownego kuksańca.

albo jeszcze jeden:

Leje się Ciechan w całej Polsce:
Jednym do gardeł, innym po kostce.
Święcie oburzeni
Szczerze ubawieni
Tak się robi dziś promocję.

Tylko jakie zadanie pełnią takie tematy zastępcze? Stanowią zasłonę dymną? Zapewniają rozrywkę dla mas? A może to rzeczywiście istotne: to rozmazywanie granic, mieszanie pojęć, wartości, płci, ról. Może ma na celu osłabić, zdezintegrować, zostawić w dezorientacji, pomieszaniu z poplątaniem, sprawić by być elastycznym w poglądach, łatwo poddającym się, poddanym, bezwolnym, pozbawionym świadomości, tożsamości, bezmyślnym. W czyim to interesie? Kto tu naprawdę pociąga za sznurki?
A taka Unia Europejska ze swoimi wszystkimi organami i rozdętą, sztucznie nadmuchaną strukturą? Komu mają zamknąć usta lukratywne posady i wysokie wynagrodzenia? Bo co może taki eurodeputowany? Właściwie nic, tylko pobrać dietę i grzecznie, cicho siedzieć. I tu kolejny wierszyk:

Radykała do Brukseli
Wybrano majowej niedzieli.
Obrady przesypiał,
Choć gniewem kipiał,
Że głosu nie chciano mu udzielić.

Cała Europa tańczy jak grają im wielkie korporacje. Można rzec, że Europą rządzą Niemcy. Stany z coraz mniejszym zresztą powodzeniem usiłują utrzymać rolę światowego mocarstwa. Jest jeszcze kilku innych ważnych rozgrywających, jak chociażby Rosja ze swoją szeroką strefą wpływów. „Wrogi” partner do rządami światem, dający niezbędną równowagę sił. Większość graczy to kolonie dostarczające bogactwa naturalne i tanią siłę roboczą. Nie można oczywiście wszystkich wrzucić do jednego worka. Na światowej scenie współistnieją słabsi i silniejsi we wzajemnej sieci zależności. W końcu panta rhei. Cywilizacje powstawały i upadały. Dlatego zawsze jest szansa na zmiany. Kim jest następny Jack in the Box?

Telegraph Road – Dire Straits (tłumaczenie własne)

Dawno temu wyruszył człowiek w drogę
Przemierzył mil wiele dźwigając tobołek
Zrzucił swój balast, gdy miejsce odnalazł
Na dom pośród pustkowia
Zbudował chatę, obok niej stodołę
Zaorał ziemię nad zimnym jeziorem
Inni wędrowcy poszli w jego ślady
Nie zawrócili, nie ruszyli dalej
Stanęły tam kościoły, postawiono szkoły
Po nich przyszli prawnicy, kodeksy, protokoły
Ruszyły koleje, ciężarówek trakt
Tam wziął swój początek telegraficzny szlak
Powstały kopalnie, wydobywano rudę
Później była wojna, nastały lata chude
Telegraf śpiewał pieśń ze świata wielkiego
Po liniach szlaku niepohamowanego
Jak rwąca rzeka…
Radio ostrzega przed nadejściem mrozu
Ludzie zjeżdżają z fabryk do swych domów
Sześć pasów ruchu
Trzy suną powoli…
Lubiłem swoją pracę, lecz nastąpił krach
Mam prawo pracować, ale pracy brak
Mówią, że trzeba będzie spłacić długi
Tylko jak plony zebrać w czas posuchy?
A ptaki wysoko na telegraficznych drutach
Zawsze mogą odlecieć, gdy deszcz i zawierucha
Śpiew ich się niesie teleszyfrem
Po szlaku telegraficznym
Dawno minione noce w pamięci mam jak żywe
Życie jak wygrany zakład było świetlanym wyścigiem
Głowę kładłaś mi na ramieniu, dłoń w moich włosach
Dziś chłód od ciebie bije, obojętność widzę w oczach
Lecz uwierz mi kochanie, zabiorę cię stąd gdzie
Ciemność nie ma wstępu, panuje nad nią dzień
Nie oślepiają lampy, nie płynie w strugach deszcz
Z daleka od tych ulic, na których mieszka gniew
Bo w myślach przejechałem wszystkie czerwone światła
Widziałem jak płomeniem wybucha desperacja
I nie chcę widzieć tego znów…
Od beznadziei i perspektyw braku
Jak najdalej wzdłuż telegraficznego szlaku.

No i jak tu nie jechać

Przy okazji tematu grzybobrania przypomniała mi się anegdotka o Paulince. Właściwie to nie o Paulince, tylko tej drugiej ciuchci i całej kolejce wąskotorowej, która kursowała kiedyś na trasie Zawisna – Wieluń. Jeździła, jak pewnie każda wąskotorówka czy może raczej „wolnobiegówka”, baaardzo wolno. Tak wolno, że śmiano sie wówczas, że można było w trakcie jazdy wysiąść z niej, nazbierać grzybów w lesie i jeszcze zdążyć ponownie wsiąść. Dykteryjka ta zainspirowała mnie do ułożenia limeryków. Tym razem przedstawiam tryptyk wąskotorowy:

Maszynista z Wielunia Dąbrowa
Smętnie głowę w ramiona chowa.
Wspomina czasy,
Gdy poprzez lasy
”Mknęła” kolejka wąskotorowa.

Z Praszki przez Kowale
Jedzie ciuchcia ospale.
Wśród lasów pełnych
Grzybów jesiennych
Nazbierasz kosze całe.

Stoi na stacji Komorniki
Ciuchcia, a za nią wagoniki.
Zabiera podróżnych
Z bagażem przeróżnym.
W każdym dorodne borowiki.

Grzegorz Turnau – Historia pewnej podróży.

Video
Facebook